Podbeskidzie dalej bez wygranej. Zremisowało z ŁKS-em

Podbeskidzie dalej bez wygranej. Zremisowało z ŁKS-em
Reklama
Reklama
Czas 3 min czytania

Remis i festiwal niewykorzystanych sytuacji w meczu Podbeskidzia.

Pierwsze minuty należały do ełkaesiaków. Dwukrotnie zagrozili bramce bielszczan. Obie okazje zmarnował Maciej Radaszkiewicz, a dogrywał do niego Pirulo. Napastnik, który sezon zaczynał w rezerwach był blisko umieszczenia piłki w bramce, ale doskonale interweniował Ezequiel Bonifacio. Chwilę później Hiszpan oddał groźny strzał z dystansu, ale górą był Metvei Igonen, bramkarz – reprezentant Estonii. Pierwszy kwadrans należał do ŁKS-u, ale łodzianie nie byli w stanie udokumentować dominacji golem.

Pierwszą groźną kontrę Podbeskidzia, świetnie zastopował Maksymilian Rozwandowicz. Kapitan ŁKS-u zatrzymał Kamila Bilińskiego, który przed sobą miał tylko bramkarza łodzian. Chwilę później, groźną akcję zaczął Monsalve, piłkę do Radaszkiewicza dograł Dominguez, ale niestety napastnik nie opanował piłki. ŁKS bardzo dobrze grał w ataku pozycyjnym, lecz nie mógł zdobyć bramki.

Reklama

Przez błąd Szeligi i Trąbki, ŁKS mógł stracić gola po rzucie rożnym. Na szczęście dla łodzian, napastnik Podbeskidzia trafił w słupek. Im dłużej trwał mecz, tym lepiej grali bielszczanie. Prym wiódł Roman Goku i Bonifacio. Na szczęście na posterunku był Maciej Wolski, który w porę zażegnywał groźne akcje gospodarzy. Im dłużej trwał mecz, tym słabiej ŁKS grał.

Najlepszą okazję do zdobycia gola miał Biliński. Po dograniu Bonifacio, lider klasyfikacji strzelców uderzył przewrotką. Na posterunku był Marek Kozioł, który z niemałym wysiłkiem przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Pierwszoligowy supersnajper, na pięć minut przed końcem pierwszej połowy zmarnował kolejną okazję, bo przed oddaniem strzału poślizgnął się na mokrej murawie.

Ełkaesiacy próbowali podań prostopadłych, ale mieli problemy z komunikacją. Groźny strzał na bramkę Podbeskidzia próbował oddać Wolski, ale znowu górą był Igonen. Wróciły stare demony łodzian, którzy od początku sezonu mają ogromne problemy z finalizacją akcji ofensywnych.

Reklama

ŁKS w grze utrzymywał Marek Kozioł, który po rzucie wolnym bielszczan obronił kolejną stuprocentową sytuację Bilińskiego. Niestety, znowu zaspała obrona, która nie upilnowała zawodników Podbeskidzia. Błąd popełnił również Mateusz Bąkowicz, który wpuścił w pole karne łodzian napastnika Podbeskidzia, ale zdołał naprawić swój błąd, odebrał piłkę. Dzięki tej interwencji pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.

Obie bramki padły w drugiej połowie

Na drugą połowę nie wyszli Maciej Radaszkiewicz i Makysmilian Rozwandowicz. Zamiast nich Pogrzała postawił na młodzieżowca Jana Kuźmę i Corrala.

Ełkaesiacy nadziali się na groźną kontrę. Jeppe Simones dograł do Dawida Polkowskiego, który miał przed sobą niepilnowany przez Kozioła fragment bramki. Na szczęście dla łódzkiego zespołu fatalnie przestrzelił. Chwilę później, podobnie jak w meczu z Resovią, Kozioł niepotrzebnie wyszedł z bramki, ale Biliński znowu spudłował. Napastnika Podbeskidzia, świetnie naciskał Oskar Koprowski. W dużej mierze to dzięki presji wywieranej przez młodego ełkeasiaka, napastnik bielszczan nie był w stanie zdobyć gola.

Reklama

Chociaż ŁKS grał słabo, Trąbka doskonale dograł do Wolskiego, który minął obrońców Podbeskidzia i zmarnował sam na sam. Na szczęście pomocnik łodzian chwilę później wykorzystał błąd defensywy bielszczan. Wysoki pressing Corrala, sprawił, że bramkarz źle wybił piłkę. Futbolówka spadła pod nogi Trąbki, który dalekim strzałem z dystansu umieścił ją w bramce gospodarzy.

Ełkaesiacy nie cieszyli się długo z prowadzenia. Zaledwie dwie minuty później, Goku dograł do Bilińskiego, który strzałem podcinką wyrównał na 1:1. Trzeba uczciwie przyznać, że akcja bielszczan była dużo lepsza i widać w niej było wypracowane schematy ofensywne.

Przed startą drugiego gola, łodzian uratował Kozioł. Bramkarz, nadział się na kopnięcie Bilińskiego i chociaż piłka wpadła do bramki, sędzia jej nie uznał. Łodzianie mieli sporo szczęścia, bo chociaż napastnik gości dochodził do dogodnych sytuacji i zdobył gola, pudłował na potęgę.

Reklama

Po 10. miesiącach przerwy, do pierwszej drużyny ŁKS-u wrócił Kamil Dankowski. Prawy obrońca dostał od trenera 25 minut. Wszedł w miejsce Bąkowicza, który rozgrywał niezłe spotkanie. Szansę dostał również Mateusz Kowalczyk, który na kwadrans przed końcem meczu zmienił Domingueza. Kibice, którzy domagali się w składzie Kelechukwu Ebenezera Ibre-Torti nareszcie się doczekali. Ich ulubieniec wszedł na ostatnie dziesięć minut spotkania z Podbeskidziem.

Kowalczyk błysnął niesamowitym przeglądem pola. Minął obrońców i doskonale wyłożył piłkę do Corrala, który tak jak ma to w zwyczaju zmarnował niemalże stuprocentową sytuację. Chwilę później uderzał głową, po rzucie rożnym i znowu spudłował. Tak wielu sytuacji ŁKS nie stworzył i nie zmarnował od czasów, kiedy drużynę prowadził Wojciech Stawowy. Dzięki świetnej postawie bramkarza łodzianie uratowali punkt, ale z taką grą awans pozostaje w sferze marzeń.

fot; Podbeskidzie

Reklama

Podbeskidzie – ŁKS 1:1 (0:0)

0:1 Trąbka 60.

1:1 Biliński 62.

Podbeskidzie Bielsko-Biała: Igonen – Bonifacio (78. Gutkowski), Wypych, Kowalski-Haberek, Frelek (78.Bieroński), Biliński, Polkowski, Goku (78. Merbaszwili), Scalet, Rodriguez

ŁKS Łódź: Kozioł – Bąkowicz (67. Dankowski), Monsalve, Koprowski, Szeliga – Rozwandowicz (46. Kuźma), Dominguez (73. Kowalczyk), Trąbka – Pirulo, Wolski (80. Kelechukwu), Radaszkiewicz (46. Corral).

żółte kartki : Bieroński, Scalet, Goku – Trąbka, Rozwandowicz

Reklama

Piłka Nożna

Podbeskidzie Bielsko-Biała

Dodaj komentarz