Trenerzy po meczu ŁKS – GKS Tychy

Reklama
Reklama
Czas 2 min czytania

– W niektórych momentach gra ŁKS-u wyglądała zbyt odważnie – powiedział Artur Derbin, szkoleniowiec GKS-u Tychy.

ŁKS wygrał 2:0, ale wcale nie musiało tak być. W 85. minucie strzał Damiana Nowaka, z linii bramkowej wybił Jan Sobociński. – Mieliśmy duży apetyt na punkty. Szkoda sytuacji Damiana Nowaka. Mogliśmy wyrównać na 1:1, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że była to jedna z naszych nielicznych sytuacji. – powiedział trener GKS-u Tychy.

Reklama

Według szkoleniowca tyszan w drugiej połowie szanse się wyrównały – W pierwszej części meczu nie ustrzegliśmy się błędu w niskiej obronie, który wykorzystał ŁKS. Przez to musieliśmy zmienić sposób grania. W drugiej połowie ŁKS oddał nam piłkę. Operowaliśmy nią w ataku pozycyjnym i stworzyliśmy sobie kilka sytuacji. – powiedział Derbin. Trzeba przyznać mu rację, bo między 50., a 60. minutą spotkania jego zespół zepchnął ŁKS do obrony, ale nie zdołał strzelić bramki.

Pierwsza bramka dla ŁKS-u padła po błędzie obrony tyszan, która nie spodziewała się, że Maciej Radaszkiewicz będzie próbował strącić piłkę głową. – Boli mnie, że przegraliśmy mecz. Nie powiem, że wynik odzwierciedla to co działo się na boisku. Byliśmy dobrze zorganizowani, ŁKS atakował głównie z dystansu. Nasz przeciwnik ma w składzie sporo jakości. Grając z takiej klasy rywalem trzeba zamknąć niektóre przestrzenie. Nie ustrzegliśmy się błędu przy dośrodkowaniu z półprzestrzeni. To zawsze groźne zagranie dla drużyny broniącej. – skomentował gola ŁKS-u, trener zespołu gości.

Derbin, jako szkoleniowiec GKS-u Tychy nigdy jeszcze nie przegrał, ani z ŁKS-em, ani z Widzewem. W niedzielę tyszanie pod jego wodzą po raz pierwszy nie zdobyli punktów w meczu z łódzką drużyną – Zawsze musi być ten pierwszy raz. Muszę przyznać, że ŁKS mnie zaskoczył. Widać było, że mecz z GKS-em Katowice dodał im pewności siebie. W niektórych momentach gra łodzian wyglądała wręcz zbyt odważnie, stąd też następowały straty. Odbieraliśmy piłki i mogliśmy próbować w ataku szybkim. Niestety dla nas nic z tego nie wynikało. – przyznał trener GKS-u Tychy,

Reklama

„Czułem, że kontrolowaliśmy grę i byliśmy lepszą drużyną” – powiedział na konferencji prasowej po meczu ŁKS-GKS Tychy Kibu Vicuña.

-To było zasłużone zwycięstwo. Czułem, że kontrolowaliśmy grę i byliśmy lepszą drużyną. Mieliśmy więcej okazji do strzelenia gola i większy procent posiadania piłki. Zagraliśmy lepiej niż ostatnio i to w starciu z trudnym przeciwnikiem; z drużyną, która na pewno będzie walczyć o awans. Pierwsza połowa była „kompletna”, udało nam się zdobyć bramkę. Po przerwie GKS zaczął ryzykować, grał z dużą liczbą ofensywnych graczy na boisku, a my stwarzaliśmy więcej sytuacji z kontr i szybkich ataków – podsumował niedzielne spotkanie hiszpański szkoleniowiec.

Krok do przodu

Zdaniem Vicuñii kluczowa dla zwycięstwa z GKS-em Tychy była praca wykonana w ostatnich dniach na treningach. – Idziemy krok po kroku i koncentrujemy się na każdym następnym meczu. Moim zdaniem w tygodniu poprzedzającym mecz z GKS-em Tychy zrobiliśmy krok do przodu. Dobrze trenowaliśmy, dobrze pracowaliśmy i to było widać na boisku – ocenił trener „Rycerzy Wiosny”.

Reklama

W ŁKS-ie rośnie konkurencja

Vicuña odniósł się też do przeprowadzonych przez siebie zmian. – W kadrze zaczyna się rywalizacja i to jest bardzo dobre dla drużyny. Z naszego doświadczenia w tym sezonie wynika, że często gdy robiliśmy zmiany wcześnie drużyna traciła odpowiedni balans i organizację. Dlatego postanowiliśmy dziś poczekać ze zmianami – powiedział trener ŁKS-u.

fot: GKS Tychy

Reklama
Reklama

Piłka Nożna

GKS Tychy

Dodaj komentarz