Raków Częstochowa w PKO BP Ekstraklasie zimował na dobrym trzecim miejscu. Jeszcze lepiej poradził sobie w zeszłym roku w Lidze Konferencji UEFA, kończąc fazę grupową na znakomitym drugim miejscu, bez jakiejkolwiek porażki na koncie. W grudniu doszło jednak do zmiany trenera i w nowym roku pod wodzą Łukasza Tomczyka na razie zespół o tamtych wynikach musi zapomnieć. Z jedenastu tegorocznych meczów we wszystkich rozgrywkach w regulaminowym czasie gry Medaliki wygrały zaledwie dwa (u siebie z najsłabszą w lidze Bruk-Bet Termaliką Nieciecza i grającą przez większość meczu w osłabieniu Pogonią Szczecin), a trzecioligową Avię Świdnik w STS Pucharze Polski pokonali dopiero po dogrywce.
Co prawda, w PKO BP Ekstraklasie trwa wyścig żółwi, ale Raków w nim znacznie traci, bo z grudniowego punktu straty do lidera dzisiaj zrobiło się już sześć. Częstochowianie byli blisko skrócenia tego dystansu w niedzielę w Warszawie, gdzie grali na zakończenie 26. kolejki z Legią. Ale zdobyte w 6. minucie prowadzenie, po golu Lamine'a Diaby-Fadigi, stracili dwadzieścia minut przed końcem gry. Był to już piaty w tym roku kalendarzowym przypadek, gdy Raków strzelał pierwszy bramkę i nie potrafił wygrać meczu. Taka sama sytuacja miała miejsce w obu meczach Ligi Konferencji z Fiorentiną (mimo dobrego rozstawienia klub nie wykorzystał szansy i pożegnał się już z rozgrywkami europejskimi po dwóch porażkach 1:2), we wspomnianym starciu pucharowym z Avią i hicie ligowym z Lechem Poznań (3:4).
Drużyna Tomczyka nie prezentuje się źle. W wielu meczach prowadzi grę, stwarza groźne sytuacje, co ma zresztą przełożenie na wysokiekażdorazowo wskaźniki xG, ale w ostatecznym rozliczeniu brakuje szczęścia. Jak w niedzielę z Legią, kiedy piłkę meczową w 78. minucie miał niezawodny zwykle Jonatan Brunes, ale z kilku metrów z całej siły trafił... w słupek.
W konsewkencji mający mistrzowskie aspiracje Raków zajmuje szóste miejsce w tabeli i ma sześć oczek mniej niż prowadzący Lech Poznań. Z drugiej jednak strony, do wicelidera Zagłębia traci już tylko trzy punkty, a do ostatniego miejsca dajęcego kolejną przepustkę do Europy tylko jeden. Walczy też nadal o STS Puchar Polski. Więc piłka nadal w grze. Częstochowanie muszą jednak zacząć wygrywać, a choć w teorii remis w Warszawie to zawsze dobry wynik, to prowadzona dziś przez Marka Papszuna, czyli autora świetnych wyników Rakowa w zeszłym roku, Legia przed niedzielnym meczem był w strefie spadkowej. A z rywalami z tej części stawki punktów tracić nie wypada. Kolejny egzamin dopiero po przerwie reprezenacyjnej. 4 kwietnia, tym razem u siebie, Medaliki zagrają z... siedemnastym w tabeli Widzewem Łódź.
Legia Warszawa - Raków Częstochowa 1:1 (0:1)
0:1 - Lamine Diaby-Fadiga 6'
1:1 - Jean-Pierre Nsame 71' (k)
Skład Rakowa Częstochowa: Zych - Mosór, Racovitan, Arsenić (82' Svarnas), Jean Carlos, Struski (63' Dawidowicz), Repka, Amorim, Brusberg (28' Bulat), Diaby Fadiga (63' Ivi), Brunes.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.