reklama

Raków nie wykorzystał szansy. "Graliśmy odpowiedzialnie, czasami może aż za bardzo"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Raków nie wykorzystał szansy. "Graliśmy odpowiedzialnie, czasami może aż za bardzo" - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka NożnaRaków Częstochowa przegrał w finale Pucharu Polski z Legią Warszawa po rzutach karnych, mimo że gracze ze stolicy od 6. minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce. Trener Rakowa przyznał, że czasem jego gracze grali nawet zbyt odpowiedzialnie. Raków zmarnował szansę na podwójną koronę Raków Częstochowa nie wykorzystał szansy i przegrał finał Pucharu Polski z Legią Warszawa po rzutach karnych.

Raków Częstochowa przegrał w finale Pucharu Polski z Legią Warszawa po rzutach karnych, mimo że gracze ze stolicy od 6. minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce. Trener Rakowa przyznał, że czasem jego gracze grali nawet zbyt odpowiedzialnie.

Raków zmarnował szansę na podwójną koronę

Raków Częstochowa nie wykorzystał szansy i przegrał finał Pucharu Polski z Legią Warszawa po rzutach karnych. Podopieczni Marka Papszuna już od 6. minuty grali z przewagą jednego zawodnika po tym, jak czerwony kartonik obejrzał Yuri Ribeiro.

- Nie wykorzystaliśmy pierwszej połowy, gdzie Legia też nie mogła się przeorganizować, uporządkowała grę dopiero po wejściu Nawrockiego i powrocie na trójkę stoperów. Korekty, które zrobił przeciwnik, wprowadzając bardzo defensywnych zawodników za ofensywnych, powodowały to, że Legia się lepiej broniła. Zabrakło trochę jakości, szczęścia, jak to nie raz w życiu bywa. Nie przypominam sobie, by stołeczna drużyna stworzyła jakąś szansę bramkową - mówił po meczu Marek Papszun.

Zdaniem szkoleniowca Rakowa jego zespół po czerwonej kartce grał momentami zbyt odpowiedzialnie. Papszun żałował niewykorzystanych szans, bo z przebiegu meczu można było uważać, że gol dla Rakowa jest kwestią czasu.

Graliśmy odpowiedzialnie, czasami może aż za bardzo, szczególnie w pierwszej części, po czerwonej kartce, gdzie chyba nie mogliśmy się przestawić. Przygotowaliśmy się na inny mecz, a nagle musieliśmy tworzyć ataki pozycyjne, łatwo nam nie było. Mimo wszystko, kreowaliśmy akcje i wydawało mi się, że kroczek po kroczku, zbliżamy się do gola. Druga część dogrywki toczyła się praktycznie w trzeciej tercji. Bramka nie padła, przeciwnik dotrwał do serii rzutów karnych i wykorzystał szansę - powiedział Marek Papszun.

"Wstydziłbym się, mając takiego piłkarza w zespole"

Marek Papszun odniósł się także do bójki, do której doszło tuż po zakończeniu finału. Na nagraniach widać jak obrońca Legii, Filip Mladenović uderza zawodników Rakowa, po czym ucieka.

- Każdy chce wygrać, czasami są emocje, niestosowne zachowania, ale we wtorek została przekroczona granica. Chyba było widać, co robił Filip Mladenović, a jak nie, to można obejrzeć powtórki. To problem Legii, nie mój, aczkolwiek wstydziłbym się, mając takiego piłkarza w zespole. Na szczęście nie mam - dodał trener Rakowa.

Rozwiń
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo