reklama

Michał Siara: Fotel prezesa Górnika Zabrze czeka tylko na jedną osobę. On jest tu wpisany

Opublikowano:
Autor:

Michał Siara: Fotel prezesa Górnika Zabrze czeka tylko na jedną osobę. On jest tu wpisany - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
PrasówkaW drugiej części rozmowy z serwisem Roosevelta81.pl członek zarządu Górnika Zabrze, Michał Siara opowiada m.in. o skoku formy kluczowych zawodników, letnich ruchach transferowych, niedoszłej sprzedaży Luki Zahovicia i spalonym transferze Antonio Colaka oraz o zyskach z dnia meczowego i cateringu.   W czym widzisz klucz do tak diametralnej przemiany Ousmane Sow’a? Długo rozczarowywał, dziś jest topowym zawodnikiem na skalę całej Ekstraklasy. – Wydaje mi się, że to jest trochę tak, jak z każdą pracą. Jak wkładasz w to serce, jak dajesz zawodnikom coś więcej… I nie chodzi tylko o boisko.

W drugiej części rozmowy z serwisem Roosevelta81.pl członek zarządu Górnika Zabrze, Michał Siara opowiada m.in. o skoku formy kluczowych zawodników, letnich ruchach transferowych, niedoszłej sprzedaży Luki Zahovicia i spalonym transferze Antonio Colaka oraz o zyskach z dnia meczowego i cateringu.  

W czym widzisz klucz do tak diametralnej przemiany Ousmane Sow’a? Długo rozczarowywał, dziś jest topowym zawodnikiem na skalę całej Ekstraklasy.

– Wydaje mi się, że to jest trochę tak, jak z każdą pracą. Jak wkładasz w to serce, jak dajesz zawodnikom coś więcej… I nie chodzi tylko o boisko. Przyszedł nowy trener, Sow dostał oczywiście nowy bodziec, inne treningi, inne podejście. Zawodnicy są różni. Jak im coś dajesz więcej od siebie, w sensie takiego Sow’a, jak czasami go przytulisz, dasz mu się wygadać, jak obchodzi cię to, co się dzieje poza boiskiem i klubem, porozmawiasz z nim w drodze na trening albo z treningu… Stajecie się drużyną i przyświeca wam wspólny cel, chęć osiągnięcia sukcesu, bo każdy z tych zawodników jest ambitny i chce coś wygrać. Biorąc to wszystko plus budując wokół atmosferę, która jest mega istotna, to wydaje mi się, że piłkarze też starają się oddać w zamian na boisku serce, pokazują wolę walki. I jeszcze wracając do tego, że Sow nagle odnalazł formę strzelecką i liczby… W tym samym pierwszym składzie jest Sondre Liseth, który na wiosnę grał tak samo niewiele. Mimo to on nie powiedział złego słowa, pracował i czekał na swoją szansę. Matus Kmet, Paweł Olkowski – kolejne przykłady. To pokazuje, żebyśmy ufali pewnemu procesowi.

Łaska kibica na pstrym koniu jeździ, a trybuny często nie należą do cierpliwych…

– To nie jest tak, że ściągasz zawodnika i on od razu zacznie grać. Wcześniej był Bakis. I pamiętam, jak ludzie wieszali psy na Łukaszu Miliku, że: „Kurna napastnik co bramek nie strzela, że to, że tamto i tak dalej”. Teraz jest zły Barbosa, Tsirigotis do wywalenia, bo się nie nadają. My obdarzyliśmy zawodników zaufaniem, daliśmy czas i warunki do aklimatyzacji Sow’owi czy Lisethowi. Teraz chciałbym zobaczyć komentarze tych samych ludzi, że jednak Pan Milik jest debeściak, cytując klasyka. Kibic ma zawsze prawo do krytyki, ale potrzeba też trochę racjonalnej oceny i chwili cierpliwości. Ten sezon jest po pierwsze bardzo długi, po drugie większość z tych zawodników dostanie swoją szansę, jak będzie na nią uczciwie pracować. I Sondre też pracował na swoją szansę. Dostał tę szansę i tak naprawdę dzisiaj jak patrzysz to mówisz: „Kurcze, czy my potrzebujemy innego napastnika?”. Każdy jak przyjeżdża do Zabrza, czy w ogóle na Śląsk, czy do Polski, a wcześniej tutaj nie był, to potrzebuje chwili na adaptację. I potrzebuje tego, żeby ktoś z nim rozmawiał. Jak chcesz grać? Co chcesz osiągnąć na boisku? Jak masz funkcjonować w tym organizmie, jaką jest ta drużyna? I wydaje mi się, że dzisiaj z tym trenerem większość zawodników ma świadomość tego, jaką rolę pełni. Oczywiście, ja nie mówię, że ktoś nie jest zły, że nie gra lub gra mniej. To nie jest tak, ale poczekajmy z ocenami letnich transferów chwilę dłużej.

Tomek Loska przyszedł do Górnika, by być rezerwowym. I wniósł do szatni wartość dodaną.

– Uważam, że Tomek jest jednym z najbardziej istotnych transferów letniego okna. Wcześniej brakowało kogoś takiego, kto oprócz tego, że daje ci jakość na boisku, to jeszcze doda coś w szatni. Mimo tego, że są bardzo duże postacie charakterologicznie, jak Rafał Janicki, Erik Janża czy Lukas Podolski, to Tomek Loska daje to trochę z innej strony, trochę inaczej. I kogoś takiego na pewno brakowało.

Rozwiejmy wątpliwości wielu ludzi. Jeśli w Górniku się nie przelewa, skąd wzięliście pieniądze na aż trzynaście transferów? I to nie zawodników, którzy wypadli sroce spod ogona…

Myślę, że w kwestii tych transferów jest kilka aspektów. Oczywiście, że musisz wykorzystywać pewne szanse i wiedzieć, co w trawie piszczy. Łukasz Milik doskonale wiedział o Michale Sacku, w sensie o tym, co stanowi tam problem, że chcieliby być bliżej Pragi i problem stanowi odległość od Białegostoku. I tutaj akurat położenie geograficzne Górnika czy Zabrza było kluczowe w tym transferze. Ale to nie tak, że, że Michal przyszedłby pewnie do każdego klubu ze Śląska. Tak mi się wydaje. Myślę, że oprócz położenia było kilka innych aspektów. Jarek Kubicki z kolei, tutaj ważącym aspektem była długość kontraktu jaki mu daliśmy. Poza tym on jest też gościem, który bardzo dużo rozumie i dostrzega pozaboiskowo. W sensie on ma taką naturalną zdolność – oprócz tego, że oczywiście biega najwięcej, że ci bardzo dużo daje na boisku – że jest super człowiekiem poza boiskiem. Zawsze uśmiechnięty, kulturalny i… ambitny. Zwróć uwagę na to, że on zwykle wybierał kluby, które o coś się biją. W sensie to nie jest przypadek, że trafił do Zabrza. Na pewno były kluby, które mogłyby mu zaoferować większe pieniądze niż my, ale też czuł, że ma szansę tutaj funkcjonować i o coś się bić. Miejmy nadzieję, że się nie pomylił i faktycznie tak będzie. I to też pokazuje naszą uniwersalność, że bez względu na to na jakim etapie kariery się znajduje dany zawodnik, Górnik jest mu w stanie coś zaoferować.

Rozwiniesz ten wątek?

Patrząc na Rafała Janickiego, który oczekuje pewnie stabilizacji, mówisz, że wygląda na to, że dobrze mu się tu żyje, ma swoje miejsce w drużynie i stanowi wartość dodaną jako doświadczony zawodnik. Jak jesteś młodym zawodnikiem, to Górnik też pokazał historycznie, że nie zamierza nikomu blokować rozwoju i dawać zaporowej ceny w wypadku ciekawej oferty transferu. Nie powiedzieliśmy w wypadku Dominika Sarapaty, do Kopenhagi, kwoty dziesięć milionów euro. Jak ktoś daje coś Górnikowi, zostawia serce, to ten klub nikogo nie oszukuje. Jak jesteś zawodnikiem zza granicy, to też jesteś w stanie się tutaj pokazać. Możesz przez dobre występy w Górniku znaleźć odskocznię czy to do klubu w Polsce, być może dzisiaj grającego w pucharach, jak na przykład w wypadku Tofika i Lecha albo gdzieś za granicę i też zarabiać tam większe pieniądze. Oczywiście, że tutaj też jest istotna magia „Poldiego”, który jest w stanie przekonać zawodnika i każdy mówi: „Tam jest Podolski, to coś znaczy. Taki gość, mistrz świata, mający za sobą wielką karierę w wielkich klubach, no to tam nie może być źle”. W dodatku „Poldi” ma masę różnego rodzaju kontaktów w wielu klubach. Nie zdziwię się jak wkrótce Lukas odbierze telefon: „Hej, a ten Sow u was, to jak on tam wygląda? Co? Gdzie? Jak? Myślisz, że to by się spinało?”.

Czyli Górnik Zabrze dał się poznać jako okno wystawowe na Europę. A „Poldi” swoją osobą klub autoryzuje.

– To jest to. I wydaje mi się, że pomaga nam taka fama, że tu jest rodzinnie, że tu jest fajna atmosfera. To naprawdę po rynku się niesie. W sensie, że ci zawodnicy zaczynają łapać to, że tu naprawdę można dobrze funkcjonować. I to też nie jest przypadek, że byli zawodnicy Górnika bardzo chętnie chcieliby tu wrócić. I to nie jest odosobniony przypadek, że mimo tych problemów, które kiedyś były, że były poślizgi w wypłatach, że organizacyjnie Klub nie dojeżdżał, zawodnicy doceniają, że Klub się stara, żeby już nie było w ogóle tego typu problemów. To też pokazuje miejsce tego klubu i piętno, jakie ten klub zostawia na tych zawodnikach, którzy tu kiedyś grali, więc coś w tym jest.

Brzmi to pięknie, ale pasją czy sentymentem się nie najesz. Skąd pieniądze Panie Siara?

Oczywiście, że część pieniędzy była ze sprzedaży Dominika Sarapaty. Mimo to, że nie wszystkie pieniądze już dostaliśmy, bo kwota transferowa – jak prawie zawsze – jest rozłożona na raty. Ale sprzedając zawodnika albo zakładając, że sprzedasz – bo wiedzieliśmy, że musimy kogoś sprzedać – szliśmy w pewien sposób va banque, żeby refinansować te ruchy. Powiedzieliśmy sobie, że jeżeli chcemy coś osiągnąć, to musimy refinansować ze sprzedaży zawodników część tego składu i wiedzieliśmy, że potrzebujemy konkretnych wzmocnień. Czy udało nam się wszystko zrobić, co byśmy chcieli? Jasne, że nie, ale to też tak będzie wyglądało, że jeżeli będą tutaj pieniądze, to będziesz chciał kupować sobie tę mityczną jakość, w sensie sprowadzać dobrych zawodników, z tym wyjątkiem, że nie chcemy przy tym przepłacać, Nie jesteśmy w stanie dzisiaj bić się pod kątem wysokości pensji, czy sumy odstępnego za jakiegokolwiek zawodnika z innymi klubami. Być może dlatego kilku zawodników się tutaj nie znalazło, bo po prostu nie będziemy tyle płacić, mimo że w niektórych przypadkach żałujemy.

A są takie ruchy, które zostały zrealizowane, a ich żałujecie? Słyszałem takie opinie, że można byłoby za dwóch nieco tańszych napastników sprowadzić jednego z wyższej półki.

Tak, tylko to zawsze jest tak, że takie ruchy analizujesz do tyłu i dzisiaj jak patrzysz, że Barbosa nie dał jeszcze za dużo a Tsirigotisa wypożyczyliśmy. Dlatego też staraliśmy się patrzeć pod kątem payrollu. Czy można byłoby w miejsce tych dwóch ruchów zrobić jeden? Być może tak. Tylko nie jesteś w stanie odpowiedzieć na to pytanie, czy ten napastnik z wyższej półki by odpalił. Nie jesteś w stanie powiedzieć, czy Liseth grałby, gdybyśmy ściągnęli innego zawodnika? Ja tego nie wiem, nikt tego nie wie. Czy ten mityczny napastnik „z górnej półki” pracowałby tyle, co Sondre w ostatnim meczu z Legią? Też tego nie wiemy. I jasne, że chciałbyś mieć sto procent trafnych ruchów transferowych. Chciałbyś – robiąc zmianę na boisku – żeby zawodnik wchodzący strzelił bramkę albo wybił piłkę z linii, żeby dał ci coś dodatkowego.

Nie ma złotego środka, jeśli chodzi o transfery. Mylą się kluby wielkie i te całkiem małe.

Kluczem do tego, żeby jak najmniej tego typu błędów powielać w przyszłości jest rzeczowa praca u podstaw. Analiza tego, co poszło nie tak, gdzie popełniłeś błąd. Czasami nie jesteś w stanie tego uniknąć mimo wyeliminowania tych wszystkich błędów, które popełniłeś wcześniej. To nie jest tak, że my wiemy, że latem na przykład sprowadzimy napastnika i że to już będzie taki napastnik, który strzeli piętnaście bramek w sezonie i sprzedamy go za dziesięć milionów euro do Premier League. No bardzo bym chciał. Trzymam za to kciuki. Wierzę w to, ale nie mamy żadnej gwarancji. I to też jest kwestia wielu innych aspektów, kontuzji, nieprzewidywalnych czasami okoliczności. Jeśli jednak czegoś żałujesz, to wydanych pieniędzy. Bo powstrzymałbyś się od jakiegoś ruchu wcześniej i być może dzisiaj miałbyś pieniądze na coś innego. Albo inaczej byś szukał tego napastnika. Ale na dany moment pewna decyzja, którą wtedy podjąłeś była decyzją optymalną. I teraz nie mogę powiedzieć, że o takiej tej czy innej charakterystyce zawodnika nie weźmiemy, bo się nie sprawdził jeden czy drugi. To tak nie działa.

W końcówce okna transferowego postanowiliście raz jeszcze dolać oliwy do ognia, prowadząc rozmowy w sprawie sprzedaży Luki Zahovicia. Wielu kibiców się zagotowało…

– Patrząc na takie ruchy, patrzysz zawsze pod kątem finansów. Bo jakbyś nie patrzył pod kątem finansów, to ściągnąłbyś jakiegoś droższego zawodnika albo Colak nie uciekłby do Warszawy – być może – bo dałbyś mu jeszcze więcej…

Upadku transferu Antonio Colaka żałujesz?

Nie, nie, zupełnie nie. Ale to wiesz, tego typu ruch, który pokazuje ci, kto jest jakim człowiekiem, że podajesz mu rękę i on się nie trzyma danego słowa. Bo ja nie mam problemu z tym, że ktoś mówi: „Słuchaj, ja tam dostałem więcej pieniędzy”. To jest dla mnie zrozumiałe. Ale jeżeli ktoś przychodzi, podaje ci rękę, jesteś z nim dogadany. Mówi, że miał inne inne propozycje, lepsze finansowo, ale wybiera Górnika i później ucieka do Warszawy, to po prostu o nim świadczy. I ja się cieszę, że takiego zawodnika w Zabrzu nie ma. To jest najistotniejsze.

A wracając do tematu Luki Zahovicia?

– Zawsze patrzysz pod kątem finansów klubu i możliwości, które daje Ci dany zawodnik. Bo widzisz, wtedy forma Sondre Lisetha nie była jeszcze tak wysoka, otoczka medialna wokół tego piłkarza nie była jeszcze na takim poziomie, na jakim jest, chociażby po meczu z Legią Warszawa. I rozumiem często ludzi czy kibiców, którzy nie mają pełnego obrazu klubu i przesłanek jakimi się kierujemy. W sensie ktoś widzi tylko to, co Luka zrobił w ubiegłym sezonie, że dał coś ekstra, że strzelił kilka bramek, dołożył kilka asyst, że on jest dobrym piłkarzem. Ale to też jest tak, jak mówi trener Gasparik, że ciężko Lukę – który jest pozycyjnie pomiędzy dziewiątką a dziesiątką – wkomponować w nasz obecny schemat gry. I jak myślisz o tym, czy zawodnik, który zarabia dosyć duże pieniądze, najprawdopodobniej bardzo mało da ci z gry, bo ciężko mu będzie łapać minuty to zaczynasz się zastanawiać, bo fajnie by było zejść z wynagrodzenia, poszukać oszczędności, żeby mieć środki na inne ruchy. I to jest naturalna kolej rzeczy, że są zawodnicy, którzy będą grać mniej. Wtedy szukasz im albo wypożyczenia – jak są młodzi – albo szukasz im możliwości transferu. Wiesz przy tym, że musisz brać pod uwagę to, kto ile jest w stanie znieść będąc na ławce, żeby swoim obniżonym morale nie psuł atmosfery w szatni. Nie mówię tutaj absolutnie personalnie o Luce, ale jest wiele aspektów, które po prostu musisz wziąć pod uwagę.

Jakie jeszcze są niuanse, które takie rzeczy determinują?

Jak patrzysz na zawodników, którzy siedzą na ławce, to musisz brać pod uwagę temperament danego piłkarza, albo wiek danego zawodnika, że młody zawodnik wie, że jest bardziej predestynowany do tego, żeby chwilę poczekać na swoją szansę gry, łapać minuty w Ekstraklasie, pograć w rezerwach, może poszukać większej liczby minut na wypożyczeniu… A ktoś, kto w poprzednim sezonie grał dużo i grał dobrze, kto bardzo mocno wierzy w swoje umiejętności, mówi: „Kurde, uważam, że jestem lepszy od tego zawodnika i powinienem grać za niego. I on w to automatycznie wierzy. I czasami może nawet jest to prawda, ale ktoś lepiej broni, ktoś lepiej pressuje, ktoś ci daje pod kątem danej taktyki inne możliwości. Jako trener to też mówisz: „Słuchajcie, jeżeli szukamy oszczędności, no to, to szukajmy tu rozwiązania tu, tu i tu, bo ci zawodnicy będą mieli ograniczone szanse na regularną grę”. No i stąd też pojawiła się kwestia Luki i jego odejścia. I rozumiem, że kibice by chcieli mieć wszystko, ale nie da się mieć wszystkiego.

W klubie piłkarskim – zwłaszcza takim jak Górnik – wiele rzeczy rozbija się o pieniądze.

– Racjonalnie myśląc, czy zimą przyjdzie jakaś oferta transferu dla Sow’a? Zakładam, że tak. W sensie, że istnieje spore prawdopodobieństwo tego, że przyjdzie jakaś oferta dla niego, bo gra bardzo dobrze. I wiesz, oczywiście, że my byśmy nie chcieli go sprzedawać. Ja sobie dzisiaj nie wyobrażam sprzedaży takiego zawodnika. Zwłaszcza, że widzimy, że on cały czas idzie do góry i nie osiągnął jeszcze swojego sufitu. A teraz wyobraź sobie sytuację, w której dany klub oferuje jakąś abstrakcyjną kwotę. Przychodzi oferta – nie wiem – na dwadzieścia milionów euro. Abstrakcyjna, mało realna i Górnik Zabrze mówi ”nie”, bo to bardzo ważny zawodnik pierwszego składu. Przy każdym ruchu z klubu musimy brać pod uwagę to, że jeżeli się zgodzisz, to może ci to sfinansować pewien czas funkcjonowania tego klubu w jakimś tam aspekcie. Warto się zastanowić nad realiami, zanim napiszemy w sieci komentarz: „K***a, Milika popieprzyło, a zarząd do spalenia, bo chcieli żeby Luka poszedł do Wieczystej”. Starajmy się to oceniać przez taki pryzmat, że ludzie, którzy są w klubie mają dużo szerszą perspektywę oceny różnych aspektów. Widzą więcej, a nie tylko to, że Luka strzelił fajną bramkę z Pogonią Szczecin, która dała nam trzy punkty.

Zimą możecie stanąć między wyborem transfer kluczowego zawodnika z klubu lub walka o czołówkę na wiosnę.

– Wynik sportowy a ratowanie budżetu? Wiesz, to są naczynia połączone. Pytanie o mityczną prywatyzację. Czy to się wydarzy tu w najbliższym czasie? Ja bym chciał, żeby Górnik nie musiał sprzedawać kogoś, żebyśmy nie musieli stać przed takim wyborem. Oprócz oczywiście takich kwot, które są nierealne dla przeciętnego śmiertelnika, to ja bym chciał, żebyśmy się nie pozbywali nikogo, kto jest kluczowy albo kto daje jakąś wartość. Niemniej, być może będzie taka potrzeba, że ktoś będzie musiał odejść. Natomiast mam nadzieję, że nie będziemy stawali na skraju jakiejś przepaści, że nawet jeżeli się ta prywatyzacja nie zadzieje do końca roku to miasto będzie wspierało klub w jakiś sposób. Fajnie radni mówią o piętnastej gwiazdce na sesji Rady Miasta, ale zapraszam do pomocy i dołożenia cegiełki do jakiegokolwiek sukcesu tego klubu.

Statystyka pokazuje, że w ciągu ostatnich dziesięciu sezonów tylko dwa razy lider po 11. kolejce nie załapał się do europejskich pucharów…

Będziemy oczywiście pracować nad tym, żeby być w czołówce, żeby wygrywać każdy następny mecz, żeby osiągać jak najlepszy wynik, żeby grać jak najlepiej w każdym kolejnym meczu. Ale prawda też jest taka, że Raków się obudził i ktoś, kto wcześniej ich skreślał i mówił, że Raków się w jakimś sensie „skończył”, to powinien zachować chłodną głowę, bo ta drużyna z tymi pieniędzmi i tą jakością w składzie do tej czołówki doszusuje. Widzew – mimo tego, że też miał swoje problemy – to już ostatnio pokazał, że jakość u nich jest. I powiem ci, że jak oni przyjechali do Zabrza, to – moim zdaniem – Widzew był tutaj najbardziej jakościowym zespołem, z którym się mierzyliśmy. I mało brakuje, żeby to się zazębiło. Lech będzie mocny, Jaga jest przemocna i oni rotując, grając różnymi składami notują serię meczów bez porażki. Ktoś powie, że Jaga zagrała słabszy mecz. No i co z tego? Wygrali, to nie ma to znaczenia w jakim stylu. Nie jesteś w stanie zagrać pięćdziesięciu bardzo dobrych spotkań w skali sezonu. Real Madryt zanotuje wpadkę, Barcelona zanotuje wpadkę, każdy zanotuje jakieś tam wpadki, więc Jaga pewnie też zanotuje. Już nie mówiąc o tym, że ktoś mówił, gdy Widzew ich przed sezonem ograł, że Jagiellonia się skończyła. Gratuluję ekspertom, którzy snuli takie teorie. Takich zespołów jest osiem-dziewięć w tej lidze i to jest tak, że oczywiście chcesz, tylko nas budżetowo nie stać dzisiaj na podjęcie walki z tak ułożonymi rywalami.

Lech, Jaga, Widzew, Raków, Legia… Ktoś jeszcze może być zagrożeniem w walce o puchary?

Każdy z tych rywali będzie się zabijał w tej lidze, żeby jednak dobić do czołówki i zagrać w pucharach. Bo to jest konkretny zastrzyk dla budżetu, a te kluby ten awans mają w budżet na ten sezon wpisany albo wymagają tego od nich kibice. Nie jest tak, że Górnik już jest najlepszy, ograł Legię i już idzie na mistrza. Jeszcze dużo pracy, dużo wyzwań przed nami i będziemy starali się podchodzić na pewno do każdego meczu, będąc skupionym. Ale widzisz, to też jest bardzo niebezpieczny moment. To tak nawet jak ty mówisz, że zwykle kto był na tym etapie sezonu liderem, to zostawał w czubie. My musimy do każdego rywala podchodzić jeszcze bardziej skoncentrowani. A też inne kluby będą się uczyły tej gry Górnika. Wracając do pytania, uważałbym też na Motor Lublin, bo latem nie wydał jakichś olśniewających pieniędzy na transfery, a jest szansa, że wyda, bo ich na to stać i też będą starali się dobić do czołówki. Groźna będzie Cracovia, bo widać, że tam też jest jakość. Zawsze ktoś z tyłu, mający nóż na gardle, też będzie bił się do upadłego, żeby nie spaść z ligi. I tu mimo tego, że my dzisiaj jesteśmy gdzieś w czubie tabeli, to przewaga nad Widzewem czy nad Rakowem nie jest ogromna. To są dwa-trzy mecze, gdzie zagrasz gorzej, a zawsze ci się przytrafi jakaś wpadka. Super by było wygrać wszystkie mecze do końca i niczym się nie martwić, ale to nierealne.

Górnik jest dzisiaj liderem z przypadku?

– Nie z przypadku, tylko dzięki zaangażowaniu. Górnik zdobył na tym etapie najwięcej punktów w lidze, ale pamiętajmy, że Jagiellonia ma mecz zaległy. Ja nie mówię, że w którymkolwiek meczu było łatwo, bo tak nie było, a będzie coraz trudniej z każdym rywalem. Nie ważne czy z Cracovią, która jest w czubie tabeli, czy z Piastem Gliwice, z którym się męczyliśmy i wygraliśmy de facto po błędzie bramkarza rywala. Jesteśmy wysoko, ale uważam, że to nie jest wszystko takie łatwe.

Dlaczego Górnik nie ma prezesa? Nie umiecie się dogadać w zarządzie, komu przysługuje pałeczka decyzyjności? Mamy nową jakość w zarządzaniu, a na fotelu ciągle Prezes Wakat…

Od początku ustaliliśmy sobie z Bartkiem Gabrysiem, że są obszary, w których każdy z nas ma lepsze kompetencje. Ja się nie znam na cyferkach. Mocno parafrazując dla mnie kwestie budżetu i finansów opierają się na dwóch bardzo prostych wskaźnikach. Po prostu, żeby wpływało więcej, a mniej wypływało. I to są dwa podstawowe aspekty, które mi przyświecają. Natomiast Bartek wchodzi głębiej w te liczby. Umie więcej, wie więcej i wie, jak to powinno funkcjonować. Tak samo jest w drugą stronę. Ja więcej kumam z tej działki organizacji pod kątem meczowym, samego meczu, pozyskiwania partnerów, sponsorów, marketingu i tak dalej. Pracowałem w klubie i dłużej siedzę w piłce, mam po prostu większe doświadczenie. I mamy taki podział. Ale to nie jest tak, że czyjaś robota jest tutaj ważniejsza. Zupełnie nie. I to też dotyczy każdego stanowiska w tym klubie. Jasne, że jest pewnego rodzaju odpowiedzialność. Nieważne czy pracujesz w pralni, czy sprzątasz, czy sprzedajesz bilety w kasie, czy pracujesz w sklepie, w sekretariacie, pozyskujesz sponsorów, czy pracujesz w księgowości, w ticketingu, czy przy organizacji meczów tylko wtedy kiedy Górnik gra u siebie albo w Dziale Sportu. Nawet najlepszy zarząd nie jest w stanie tego zrobić samemu. Bez pracy, poświęcenia tych ludzi, to ja mogę być najlepszy we wszystkim. Albo raczej może mi się wydawać, że jestem najlepszy. Tylko i tak nie osiągnę żadnego sukcesu. Dlatego de facto organizacja jest tak silna jak najsłabsze jednostki tej organizacji. I to jest klucz do tego, że tu każdy – bez względu na to, czy zajmuje wyższe, czy niższe stanowisko – musi brać pewnego rodzaju odpowiedzialność za to, co robi i dawać z siebie jeszcze więcej. A myślę, że gabinet i fotel prezesa czeka tylko i wyłącznie na jedną osobę, która jest już w tym klubie…

Na Lukasa Podolskiego.

Dokładnie. On jest tu podpisany w jakiś sposób. Myślę, że dopóki nie dojdzie do prywatyzacji, to ten gabinet będzie stał pusty.

Dlaczego dokładacie do dnia meczowego? Stadion się wypełnia dość regularnie, a w raporcie macie minus…

– To nie jest kwestia dokładania do samego dnia meczowego. To nie jest takie zerojedynkowe. Trzeba to rozpatrywać przez pryzmat starych zobowiązań. Po prostu gro długów czy zobowiązań, które zastaliśmy i które były spłacane w ubiegłym sezonie, było przyporządkowanych de facto do dnia meczowego. One wynikają w dużej mierze z eksploatacji stadionu pod kątem meczowym. Mówiąc inacej, było bardzo dużo aspektów powiązanych z meczem, w których były stare długi. I Excel de facto patrząc na kolumny albo na numer konta, na który wypływają środki, rozpoznaje to jako koszt związany z dniem meczowym. Mimo tego, że to jest, stary dług rozłożony na raty wobec stadionu. No ale płaciłeś to na konto stadionu. I stąd jest bardzo duże obciążenie tego dnia meczowego. Trzeba brać pod uwagę zbyt duże koszty wynajmu obiektu a także mediów.

Od jakiego pułapu frekwencji wychodzicie na plus?

To zależy od wielu czynników. Czy to mecz zwykły, czy podwyższonego ryzyka. To jest kluczowa kwestia. I my dzisiaj, przy normalnym meczu, jesteśmy w stanie spokojnie funkcjonować. Przy meczach podwyższonego ryzyka, samej ochrony musisz mieć blisko pół tysiąca. W ubiegłym sezonie nie przyjmowaliśmy kibiców gości. A i tak mieliśmy narzucone odgórnie mecze podwyższonego ryzyka. Ja nie rozumiem tego w sensie nie widzę odgórnych norm w funkcjonowaniu czy w rekomendowaniu przez policję, kwalifikacji imprezy masowej. Nie wiem. Uważam, że jest to dosyć duże wyzwanie, na przykład stojące przed PZPN czy Ekstraklasą S.A., żeby się nad tym problemem pochylić. Ja dzisiaj nie widzę, żeby ktoś się pochylał nad tym, jak to miałoby być zorganizowane, jak podejść do tematu. Mamy coraz bezpieczniejsze stadiony, po to jest monitoring, po to są różnego rodzaju wymagania i po to kluby płacą za ochronę i biorą odpowiedzialność, żeby to funkcjonowało, żeby przychodzili tu ludzie. Robimy to dla ludzi, a potem ceny są zwiększone, bo – jak rozumiem – policja nie ma funkcjonariuszy do zabezpieczenia miasta. No ale czemu kluby czy kibice w cenach biletów mają za to płacić?

A kwestia cateringu na meczach? Wiem, że jest lepiej niż było, ale na tym, że de facto zyski z cateringu trafiają do operatora stadionu Górnik traci setki tysięcy, o ile nie miliony złotych w skali roku…

Na pewno są to duże kwoty. Kwoty, które powinny być de facto udziałem Górnika Zabrze, jako organizatora imprezy masowej na kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Patrząc na frekwencję, to ona cały czas nam rośnie. Jeżeli rośnie ci frekwencja na meczach, to znaczy, że więcej tego cateringu się sprzedaje, czyli caterer więcej zarabia. Do tego doszła czwarta trybuna, więc są kolejne punkty, gdzie catering zarabia. Tymczasem do nas trafia kropla z zysku, który taki dzień meczowy wypracowuje i to też tylko dlatego, że sami poszliśmy do caterera i udało nam się osiągnąć porozumienie poza jego umową ze stadionem. Mógł nam powiedzieć, że on ma już umowę ze stadionem i nic nie musi.

Do tego dochodzi organizacja dnia meczowego na promenadzie, dzięki czemu wizyta kibica na Arenie Zabrze trwa nie dwie godziny, a czasami trzy czy cztery…

I to też my – jako Górnik Zabrze – od dwóch sezonów staramy się wydłużać dzień meczowy o promenadę, o to, żeby ludzie przychodzili jak najwcześniej. Staramy się organizować widowiska z otoczką najwyższych lotów. Jeśli popatrzysz na mecz z Legią, gdzie będąc na stadionie w Zabrzu po raz pierwszy w życiu, po prostu mogłeś się zakochać. Oprócz samej gry, w atmosferze tego stadionu. Jak spojrzysz sobie na ludzi, którzy przychodzą na mecze, coraz więcej z nich wyciąga telefony i nagrywa oprawę, którą przygotowują kibice z Torcidy, albo tę która jest przygotowywana przez klub na murawie. Na promenadzie masz możliwości zarabiania przez dwie-trzy godziny dodatkowo. Sprzedać normalne piwo, bo promenada nie wchodzi to w obszar imprezy masowej.

I tutaj całkowity zysk trafia już na konto Górnika Zabrze.

Tak, z wpływów z promenady mógłbyś zaliczyć sto procent dla klubu. I masz tutaj dowolność, swobodę działania. Możesz zorganizować co mecz zlot food trucków. Możesz podpisać umowę z innym catererem i poszerzyć ofertę gastronomiczną. Możesz to robić samemu. Różnego rodzaju możliwości wchodzą w grę, natomiast mając umowę z obecnym catererem, to – tak jak Daria mówiła w Podcaście Czwarta Trybuna – idziesz z nim pod rękę, starasz się, żeby partner też z tobą rósł. I na dzisiaj dokładamy do promendy, a nie na niej zarabiamy. Bo traktujemy to jako inwestycję w poziom zadowolenia kibiców. Chcemy, żeby ten człowiek, który tu przychodzi, był obsłużony w taki sposób, w jaki my sami chcielibyśmy być obsłużeni. W wypadku obsługi czy organizacji cateringu na stadionie, nie mamy już na to takiego wpływu.

Myślicie o tym, żeby w przyszłości organizacja cateringu leżała po stronie klubu?

– Ja w ogóle nie rozumiem tego, że środki z cateringu nie trafiają w całości na konto klubu. I wiem, że jak rozmawialiśmy z prezesem spółki „Stadion”, to on też fundamentalnie się z naszą argumentacją zgadzał. Jest jednak umowa, szczegółów zapisów której nie znam. Wiem, że została podpisana przez poprzedni zarząd spółki „Stadion” i będzie obowiązywać do 2031 roku Na dzisiaj Górnik jako klub może tylko i wyłącznie pracować nad tym, żeby rozwijać się z catererem w taki, a nie inny sposób i żeby pracować nad tym, żeby pozyskać te środki, które de facto przeciekają nam przez palce. I to są, to są te dwa aspekty, nad którymi można by było popracować.

Widziałbyś Górnika jako zarządzającego stadionem, ponoszącego koszta wszelkie, ale także czerpiącego wszelkie zyski?

– To trudne pytanie, przede wszystkim dlatego, że my na dzisiaj nie wiemy, jakie są tutaj koszty kompleksowego utrzymania tego obiektu. Wiemy, że za wynajem stadionu płacimy za dużo. Nie jest naszą winą to, że stadion jest na dzisiaj nierentowny bo nie organizuje imprez, konferencji, nie wynajmuje wszystkich powierzchni biurowych. Oczywiście, że jest to dobro wspólne a Górnik jest wizytówka tego miasta i budując taki obiekt musisz mieć świadomość tego, że będzie cię kosztowało bardzo dużo pracy to, żeby on zaczął się stawać rentowny, ale nie możesz liczyć na to, że wszystkie koszty pokryje Klub. My na dzisiaj nie wiemy, jakie są sumaryczne koszty utrzymania tego obiektu i jakie mogą być w przyszłości, bo ten obiekt też się starzeje. Będą tutaj prędzej czy później niezbędne pewnego rodzaju naprawy. Żeby odpowiedzieć na tak postawione pytanie, my musielibyśmy mieć policzone dokładnie to, jak to powinno wyglądać, jakie będą zakładane koszty napraw, ale też i inwestycje np. w czwartą trybunę czy drugi poziom parkingu pod kątem ich późniejszej monetyzacji.

Na dziś wydaje się, że pierwszą z większych inwestycji jaka musi zajść na Arenie Zabrze jest wymiana murawy. Obecna jest już pełnoletnia i dogorywa…

– Wiemy, że ona będzie do wymiany i to najdalej latem przyszłego roku. Mam nadzieję, że przetrwa zimę albo, że stadion ma już gotowy plan działania. Mówi się, że murawa jest również problemem pod kątem organizacji koncertów i innych imprez, że nie da się bez szkody dla płyty ustawić sceny. Dobrze, ale skoro jest problem z murawą to może można by zarobić jakimś koncertem czy koncertami na jej późniejszą wymianę? Jest też Klub Biznesu, tam można by było robić różnego rodzaju imprezy, targi i tak dalej. Jest promenada, która może żyć nie tylko w dni meczowe. Wydaje się, że można byłoby próbować komercyjnie wykorzystywać ten obiekt w większym wymiarze i częściej. Dzisiaj to się nie dzieje i tutaj Górnik na pewno mógłby służyć pomocą, bo imprezy, które dzieją się na tym obiekcie organizowane są w większości przez partnerów Górnika i to klub proponuje ich organizację w tym właśnie miejscu a nie ma z tego tytułu żadnej prowizji.

Jakie widzisz zagrożenia?

– Otoczenie biznesowe jest bardzo ciężkie, są ugruntowane na rynku eventowym obiekty w Katowicach czy Gliwicach. Baza noclegowa w Zabrzu, nawet pod kątem liczby miejsc, też nie jest jakoś rozbudowana i to nie jest łatwe, żeby tutaj robić większe eventy. Trzeba znaleźć na to pewnego rodzaju pomysł. Trzeba byłoby zatrudnić ludzi, którzy się tym będą zajmowali day by day. No i trzeba zacząć się chwalić ewentualnymi imprezami, które się tu robi cyklicznie, raz, drugi, piąty. Można wszystko, tylko trzeba chcieć i można zarabiać. Natomiast to będzie bardzo długi, kilkuletni proces, żeby doprowadzić do momentu, w którym imprezy komercyjne będą powodowały samofinansowanie się tego obiektu. A oprócz tego dochodzi cała masa możliwości ograniczenia kosztów na tym obiekcie. Tu pewnie potrzebny byłby jakiś audyt energetyczno-cieplny, który pozwoliłby na to, żeby, jeszcze coś uszczknąć.

Rozmawiał: eMZet

Przegapiłeś pierwszą część rozmowy z Michałem Siarą? Możesz ją przeczytać TUTAJ

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo