reklama

LK: Raków nadal w grze o ćwierćfinał

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

LK: Raków nadal w grze o ćwierćfinał - Zdjęcie główne
Autor: Jakub Ziemianin / rakow.com

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka NożnaRaków Częstochowa prowadził już we Florencji 1:0, ale ostatecznie musiał uznać wyższość Fiorentiny. U siebie do odrobienia będzie miał jednak tylko jednobramkową stratę, więc nadal może marzyć o awansie do kolejnej fazy Ligi Konferencji UEFA.
reklama

Wyjazdowy mecz Rakowa z Fiorentiną przed pierwszym gwizdkiem był wielką niewiadomą. Włosi w poprzedniej rundzie pokazali dwa oblicza. A że grali z Jagiellonią to bardzo dobrze widziała je cała piłkarska Polska. Najpierw w Białymstoku Fiołki wypunktowały zespół Adriana Siemieńca 3:0, by rewanżu u siebie dokładnie tyle samo przegrać! W dogrywce jednak byli już górą i to dało im przepustkę do kolejnej fazy i meczów z Rakowem. Z kolei Częstochowianie uczą się nowego stylu pod wodzą Łukasza Tomczyka. I radzą sobie ze zmiennym szczęściem. W ostatnim czasie przegrali np. po pasjonującym meczu 3:4 z Lechem Poznań, tracąc decydującego gola w samej końcówce. Ta sama przypadłość dopadła ich w ćwierćfinale STS Pucharu Polski, gdzie w doliczonym czasie gry wyrównać zdołała trzecioligowa Avia Świdnik. W dogrywce Medaliki wyjaśniły sprawę, a kilka dni później pokonały u siebie mocną Pogoń 2:0, niemniej kibice po ostatnich meczach mogli mieć pewne obawy, w oczekiwaniu na pierwsze w tym rok europejskie występy swoich ulubieńców.

reklama

Fiorentina co prawda przystąpiła do gry z Rakowem bez kilku liderów, jak chociażby Davida de Gei w bramce, ale od początku miała inicjatywę i robiła dużo, by pokonać Oliwiera Zycha. Najgroźniejszy był Jacopo Fazzini, ale ostatecznie nie znalazł on drogi do bramki gości. Najwięcej zaczęło się jednak dziać dopiero po jego zejściu z boiska w 58. minucie. Chwilę później po przytomnym zgraniu piłki przez Patryka Makucha znakomicie zachował się Jonatan Brunes, który ładnym strzałem pokonał bramkarza Fiorentiny. Przyjezdni z prowadzenia cieszyli się jednak tylko 2 minuty, a jeszcze piękniejszym uderzeniem zza pola karnego do remisu doprowadził Cher Ndour, znakomicie obsłużony przez Rolanda Mandragorę. W końcówce w poprzeczkę trafił jeszcze Roberto Piccoli, ale to nie on został bohaterem spotkania.

reklama

Losy spotkania w 93. minucie spotkania, pewnie wykorzystując rzut karny, rozstrzygnął Albert Gudmundesson. Jedenastka podyktowana została za pechowe zagranie ręką Michaela Ameyawa, który starał się zablokować dośrodkowanie jednego z rywali, ale nieszczęśliwie dostał piłką w rękę w okolicach głowy. Wsyzstko działo się na linii pola karnego, a po analizie VAR sędzia wskazał na "wapno" i Częstochowianie o cennym remisie mogli zapomnieć.

W rewanżu z Sosnowcu wicemistrzowie Polski będą musieli odrobić jedną bramkę, ale są przed tym meczem dobrej myśli. - Jesteśmy dalej w grze, wszystko w naszych nogach. Mieliśmy swoje momenty i okazje, choć to Fiorentina miała optycznie przewagę. Podeszła do meczu bardzo poważnie, było to czuć z ławki. Mecz pewnymi momentami był jednak wyrównany - zaznaczył po końcowym gwizdku trener Tomczyk. - Wiemy, nad czym mamy pracować. Już w przerwie pokazywaliśmy niektóre rzeczy drużynie, przez co w drugiej połowie zagraliśmy lepiej - dodał, zapewniając, że Raków będzie na drugi mecz przygotowany.

reklama

ACF Fiorentina - Raków Częstochowa 2:1 (0:0)

Skład Rakowa: Zych - Tudor, Racovitan, Svarnas, Ameyaw, Struski (70' Bulat), Repka, Pieńko (60' Arsenić), Makuch, Ivi (60' Diaby-Fadiga), Brunes (80' Rocha).

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo