ROW Rybnik chce zatrzymać u siebie liderów

XIII Runda PGE Ekstraliga - KS ROW Rybnik - APATOR Torun
 fot. Michał Gołda  /  źródło: Pressfocus

Kibice ROW-u muszą pogodzić się z faktem, że w przyszłym roku ich drużyna wystartuje na zapleczu elity. Władze klubu chcą zatrzymać u siebie najlepszych zawodników.

Nadzieja tliła się do czwartku, ale Polska Agencja Antydopingowa (POLADA) nie uwierzyła w tłumaczenia Grigorija Łaguty. Wniosek Rosjanina o wykluczenie ze skutkiem wstecznym znalezionego w jego organizmie w czerwcu meldonium został odrzucony przez Wydział ds. Wykluczeń. Żużlowiec złożył odpowiednią dokumentację, próbując przekonać komisję, że zabroniony środek znalazł się w jego organizmie w lutym, gdy nieprzytomny leżał w szpitalu w Daugavpils po wypadku motocrossowym. Ta jednak nie uwierzyła w te tłumaczenia. - Zawodnik miał wystarczająco dużo czasu, aby o tym nas poinformować, ale tego nie zrobił, a powinien niezwłocznie - wyjaśnił pełniący obowiązki dyrektora POLADY, Michał Rynkowski.

 

Po rozpatrzeniu odwołania Łaguty sprawa wróci na tory postępowania dyscyplinarnego i 1 września wreszcie ma zapaść wyrok. Rosjaninowi grożą 4 lata dyskwalifikacji i o taką właśnie karę będzie wnosiła do Panelu Dyscyplinarnego. Jeśli taka zostanie wymierzona, to dla 33-latka praktycznie oznacza to zakończenie kariery.

 

A ROW? Po odjęciu punktów zdobytych przez Łagutę w meczach z Włókniarzem Vitroszlif Crossfit Częstochowa, Fogo Unią Leszno i Cash Broker Stalą Gorzów straci aż 5 „oczek” w ligowej tabeli i spadnie na samo jej dno. Działacze mogą więc zacząć myśleć o budowie składu na przyszły sezon i próbie powrotu do PGE Ekstraligi. Innego scenariusza zresztą nikt w Rybniku nie zakłada, bo o ile już teraz elitę od Nice 1. LŻ dzieli przepaść, to w 2019 roku jeszcze się ona pogłębi. Wejdzie wówczas w życie nowa umowa telewizyjna z nc+, na mocy której każdy ekstraligowy klub otrzyma nie milion jak obecnie, a minimum 2 mln złotych na sezon.

 

Dlatego prezesowi Krzysztofowi Mrozkowi marzyłoby się przede wszystkim zatrzymanie w drużynie liderów. Kacper Woryna już zadeklarował, że zostaje, a teraz gra toczy się o Fredrika Lindgrena i Maksa Fricke. Pierwszego kusi przede wszystkim Częstochowa, a drugiego Toruń. Australijczyk niby ma z klubem ważny kontrakt na sezon 2018, ale bez aneksu finansowego, co oznacza, że jeśli na linii klub-żużlowiec nie dojdzie do porozumienia finansowego, to będzie mógł odejść. Ewentualnym jego następcą mógłby być jego rodak - Brady Kurtz, który w końcówce sezonu bardzo udanie zadebiutował w PGE Ekstralidze w rybnickich barwach.

 

Z krajowych zawodników kontrakt ma być zaproponowany Tobiaszowi Musielakowi (też próbuje go wyciągnąć z Rybnika częstochowski Włókniarz), a na pewno żadnej oferty nie otrzyma Damian Baliński. Po dwóch beznadziejnych sezonach w jego wykonaniu rybniccy działacze stracili do niego cierpliwość.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~SprawiedliwyUżytkownik anonimowy
~Sprawiedliwy :
No photo~SprawiedliwyUżytkownik anonimowy
ja bym tak łatwo nie rezygnował z Balona, razem z Szombierskim mogą notować iście olimpijskie wyniki ;)
28 sie 11:29 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii