W Częstochowie nie pompują balonika

Zaczyna się 2015 rok i Częstochowa znika z żużlowej, ligowej, mapy Polski. Zbliża się 2018 rok i Włókniarz widziany jest w roli zespołu, który może się włączyć do walki o medale. Największa w tym zasługa prezesa Michała Świącika.

Michał Świącik
 fot. Włokniarz.com  /  źródło: Materiały prasowe

Arkadiusz ADAMCZYK: Jak się w ogóle robi taki „lwi” skok?
Michał ŚWIĄCIK: - Odpowiem jak Bartosz Zmarzlik. Kładę się z myślą o żużlu i wstaję z myślą o żużlu. Tak naprawdę efekt, który dziś mamy, to wielomiesięczna, ciężka praca wielu zaangażowanych osób, która teraz przynosi efekty. Nie było lekko. Mieliśmy pod górkę. Musieliśmy tłumaczyć się za nie nasze winy, tylko poprzedniej spółki. Czasem było to wręcz niesmaczne.

Jeszcze rok temu pokpiwano z was. Eksperci sugerowali, że tak szybko jak zostaliście miejsce w elicie, to z niej wylecicie, a żużlowcy nie mieli do klubu zaufania. Był moment, że musiał pan nawet sięgnąć po własne oszczędności, żeby ich uspokoić. Nie było wtedy myśli, że może lepiej się poddać?
Michał ŚWIĄCIK: - Pewnie jakieś momenty zwątpienia były, ale ja jestem zarażony żużlem od urodzenia. Już trzecie pokolenie w mojej rodzinie funkcjonuje od jednej żużlowej niedzieli, do kolejnej. Dlatego nie wyobrażałem sobie, żeby w Częstochowie nie było żużla. Przyznam szczerze, że nawet w stowarzyszeniu, które podjęło się reaktywacji były głosy, że może sobie ten sport odpuścić, ale tłumiłem te pomysły. Na szczęście było też z nami sporo osób i kilkanaście firm, które myślały podobnie jak ja. Wspierały nas nawet w 2015 roku, gdy nie jeździliśmy w lidze, chociażby firma KantorOnline, która mogła się śmiało odwrócić od żużla, bo sparzyła się na współpracy z poprzednią spółką.

Jak teraz przedstawia się stabilność finansowa klubu, współpraca z miastem i sponsorami?
Michał ŚWIĄCIK: - Podstawą działalności klubu musi być odpowiedni budżet i nam na szczęście co roku udaje się go rozwijać. Sytuacja jest bardzo dobra. Pewnie niektóre kluby mogłyby nam pozazdrościć płynności finansowej. Jesteśmy w takiej sytuacji, że to nie my, ale parę innych klubów jest nam winnych pieniądze. Będziemy z nimi podpisywać ugody w najbliższym czasie. Najprawdopodobniej też rozpoczniemy czynności prawne w kontekście umowy z jednym ze sponsorów, który wspierał nas 2 lata temu. Ma wobec nas bardzo duże zaległości. Z obecnymi sponsorami natomiast i z miastem, współpraca odbywa się doskonale. Zajęliśmy w lidze 5. miejsce, wygraliśmy Młodzieżowe Drużynowe Mistrzostwa Polski. Lepszej promocji przed sport Częstochowa nie mogłaby chyba sobie wymarzyć.

Fredrik Lindgren, Adrian Miedziński, Tobiasz Musielak, Andriej Kudriaszow, Rafał Szombierski i na dokładkę jeszcze trener Marek Cieślak. Złośliwi mówią: O, Włókniarz znów szaleje na rynku transferowym. Pytanie tylko jak długo?
Michał ŚWIĄCIK: - Takie już jest środowisko żużlowe. Zawiść w nim, to rzecz normalna. My wychodzimy z założenia, że jeśli się z zawodnikami rozmawia, to trzeba obracać się w realnym budżecie, mówić o realnych pieniądzach. W przeciwieństwie to innych nie obiecujemy czegoś, na co nie mamy finansowego pokrycia. Poza tym wymienieni zawodnicy wcale nie byli tacy drodzy jak się plotkuje. O ich przenosinach pod Jasną Górę nie zdecydowały pieniądze, ale dobra opinia o klubie, którą sobie wyrobiliśmy. Jesteśmy np. jednym z nielicznych klubów, które nie wykorzystają całego wachlarza kar jakie mają to swojej dyspozycji. W innych ośrodkach często każą żużlowców za takie błahostki jak niewłaściwe czapeczki itp.

Do rozbiórki rybnickiego ROW-u przyczyniliście się przypadkowo, czy to celowe działanie mające na celu pozbycie się rywala w walce o reklamodawców w woj. śląskim?
Michał ŚWIĄCIK: - Musielak i Lindgren w ogóle nie brali pod uwagę startów w Nice 1. LŻ, a Szombierskiego traktujemy jak swojego, bo z Włókniarzem długo był związany. Gdy więc zwrócił się z prośbą o kontrakt, to stwierdziłem, że przyjaciołom się nie odmawia. Żadnych podtekstów nie było. Wręcz przeciwnie. Na spotkaniach prezesów PGE Ekstraligi sam kilkakrotnie lobbowałem za powiększeniem ligi, by ROW nie padł ofiarą wpadki dopingowej Grigorija Łaguty. Wszyscy mogą to potwierdzić. Walczyłem, tak jak dla sąsiadów jechali żużlowcy Włókniarza w Toruniu, chociaż przecież mogli ten mecz odpuścić. Swoją drogą szkoda, że nie usłyszałem za te działania nawet słowa „dziękuję”.

Jak to było z tymi transferami? Od dawna zaplanowane, czy też trzeba było wdrażać plan B, po ucieczce Rune Holty?
Michał ŚWIĄCIK: - Lindgrena chcieliśmy już od dawna. Polecałem go kiedyś jeszcze prezesowi Maślance. Musielak zaś już w tym sezonie jeździłby we Włókniarzu, gdyby nie śmierć mojej mamy, która wyłączyła mnie z negocjacji na 2 tygodnie i uprzedził nas Rybnik. Plan B trzeba było wdrożyć tylko w przypadku Miedzińskiego, gdy okazało się, że Holta złamał wcześniejsze ustalenia. Dla mnie słowo jest bardzo ważne. Tymczasem on się z nami dogadał, a potem pojechał negocjować do Torunia. Gdy zaś wrócił, to poprosił o kolejne spotkanie i przedstawił zupełnie inne warunki. Takie zachowanie było nie do zaakceptowania i szybko pojawiła się lista następców. Poza Miedzińskim byli na niej wtedy: Krzysztof Kasprzak, Norbert Kościuch i Mateusz Szczepaniak. Muszę przyznać, że złamane słowo Holty bardzo nas zabolało.

O co wzmocniony Włókniarz pojedzie w sezonie 2018?
Michał ŚWIĄCIK: - O to samo co w tym roku. Nadrzędnym celem będzie utrzymanie. Faljnie byłoby powalczyć o coś więcej niż 5. miejsce, ale nie będziemy pompowali balonika oczekiwań. Ważne, by na częstochowskim stadionie nie zabrakło emocji.

Klub stabilnie stoi na nogach. Jest niezły skład, ale trochę brakuje kibiców. Stadion nie pęka w szwach jak w Rybniku czy we Wrocławiu.
Michał ŚWIĄCIK: - Kibic w Częstochowie przyzwyczaił się do Ekstraligi i walki o najwyższe cele. Na tegorocznej frekwencji odbiło się też kilka odwołanych spotkań, ale generalnie średnia 7,5-8 tysiąca nie jest zła. Ba, jest najlepsza jeśli chodzi o oglądalność częstochowskiego sportu. Myślę, że będziemy nadal odzyskiwać zaufanie kibiców i w przyszłym roku ludzi będzie jeszcze więcej. Na spotkaniu z Betard Spartą Wrocław było 13,5 tysiąca kibiców, to więcej niż może pomieścić odremontowany Stadion Olimpijski.

Być może nowych kibiców przyciągnie na stadion przyszłoroczny półfinał drużynowego Pucharu Świata o który klub czyni starania?
Michał ŚWIĄCIK: - Myślę, że większym magnesem będzie trener Marek Cieślak. Wszyscy częstochowianie będą zapewne ciekawi co selekcjoner kadry osiągnie w swoim macierzystym klubie. Nie ukrywam, że marzy mi się jeszcze w przyszłości sprowadzenie do klubu innego częstochowianina, mistrza świata juniorów – Maksyma Drabika. To we Włókniarzu jest jego miejsce (obecnie jeździ we Wrocławiu – przyp. red.). A co do półfinału DPŚ? Negocjacje trwają. Na normalnych zasadach jesteśmy w stanie tę imprezę przeprowadzić. Koszt zakupu licencji musi być jednak porównywalny z tym, jaki płacą w innych krajach. Nie może być tak, że Polacy będą bankierami BSI i FIM.

 

Z tej samej kategorii