Szczepaniak sam chce wjechać do PGE Ekstraligi

- Postanowiłem, że nie ma co iść na łatwiznę i sam sobie ten awans wywalczę. Stąd decyzja o podpisaniu kontraktu z ROW-em Rybnik. Mam nadzieję, że w 2018 będziemy się razem cieszyć z awansu - mówi żużlowiec ROW-u Rybnik.

Indywidualne Mistrzostwa Europy
 fot. Wojciech Szubartowski  /  źródło: Pressfocus

Sezon 2017 rybniccy kibice zapamiętają z pewnością na lata. Wpadka dopingowa Grigorija Łaguty sprawiła, że nie dość, iż 12-krotni mistrzowie Polski zostali zdegradowani z PGE Ekstraligi, to jeszcze stracili swe pozostałe zagraniczne gwiazdy (Fredrika Lindgrena i Maxa Fricke). Na salony będą musieli wrócić w zupełnie innym zestawieniu. Czy uda im się to szybko? Dużo w tej kwestii z pewnością będzie zależało od Mateusza Szczepaniaka, reprezentanta Polski, którego zakontraktowanie jest największym sukcesem rybniczan w listopadowym okienku transferowym.

 

Szczepaniak ma za sobą znakomity sezon. Wykręcił najlepszą średnią w Nice 1. LŻ (2,361 pkt/bieg), a ponadto przebojem wdarł się do reprezentacji Polski. Biało-czerwone barwy reprezentował w indywidualnych mistrzostwach Europy (7. miejsce w klasyfikacji generalnej) oraz w eliminacjach Grand Prix, w których dotarł aż do samego finału w rosyjskim Togliatti.

 

ARKADIUSZ ADAMCZYK: Po tak dobrym sezonie wydawało się, iż wyląduje pan w PGE Ekstralidze. Były oferty?

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - PGE Ekstraliga to klasa rozgrywkowa, o której marzy każdy żużlowiec. Nie ukrywam, że po najlepszym w życiu sezonie byłem gotowy, aby spróbować. Były wstępne zapytania od klubów z elity, ale do żadnych poważnych rozmów jednak nie doszło. W związku z tym postanowiłem, że nie ma co iść na łatwiznę i sam sobie ten awans wywalczę. Stąd decyzja o podpisaniu kontraktu z ROW-em Rybnik. To bardzo dobra ekipa, z ambicjami, gdzie wszystko organizacyjnie i finansowo jest poukładane. Mam więc nadzieję, że w 2018 będziemy się razem cieszyć z awansu.

 

Negocjacje z prezesem Krzysztofem Mrozkiem trwały długo?

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Wręcz przeciwnie. Bardzo szybko się dogadaliśmy.

 

W minionym sezonie startował pan w Wandzie Kraków. Tam żadnej presji na wynik nie było. Tymczasem w Rybniku każde inne miejsce niż pierwsze, zostanie ogłoszone porażką. Nie boi się pan takiego obciążenia psychicznego?

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Z punktu widzenia zawodnika, to wygląda nieco inaczej. W Krakowie nie było żadnych oczekiwań związanych z awansem, ale sami mieliśmy ambicję powalczyć o play off. Osobiście gdy podjeżdżałem pod taśmę zawsze chciałem być lepszy od rywali, zdobywać trzy punktu w każdym biegu. Pod tym względem w przyszłym roku nic więc się nie zmieni.

 

Skład rybniczan na sezon 2018 w niczym nie przypomina tego z minionych rozgrywek? Poza Kacprem Woryną i juniorami są same nowe twarze: Mateusz Szczepaniak, Andriej Karpow, Troy Batchelor, Craig Cook i Artur Czaja.

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Uważam ten skład za bardzo ciekawy i wyrównany. Tak naprawdę każdy z nas może pociągnąć wynik. Myślę, że wielu z tych chłopaków będzie chciało coś udowodnić. Chociażby Andriej Karpow, który zaliczył nieco słabszy sezon w PGE Ekstralidze i na pewno chciałby wszystkim pokazać, że za wcześnie go skreślono.

 

Rybnicki skład jest ciekawy, ale w kilku innych miastach również zbudowano bardzo mocne zestawienia.

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Na pewno łatwo nie będzie. Na papierze mocny wydaje się być Gdańsk, Lublin z Andreasem Jonssonem, niezły skład i wielkie ambicje mają też w Łodzi. Nie ma jednak się co obawiać na zapas. Trzeba jechać i walczyć.

 

W tym roku niektórzy rybniccy żużlowcy narzekali, że nie za dobrze czuli się na miejscowym torze przy ul. Gliwickiej. Jak panu pasuje ten owal?

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Powiem szczerze, że po ostatniej przebudowie nie miałem jeszcze okazji na nim startować. Wcześniej, przy starej geometrii, bardzo mi pasował. Czułem się na nim bardzo dobrze i mam nadzieję, że tak będzie też w przyszłym roku. Nie sądzę, żebym miał problem. To tylko kwestia treningów i odpowiedniego dopasowania.

 

Co sprawiło, że w tym roku Mateusz Szczepaniak z solidnego I-ligowca nagle wystrzelił z formą i wdarł się do reprezentacji Polski?

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Taki już jest urok żużla, że bardzo dużo zależy od sprzętu. Trafiłem z dwoma silnikami, które przygotował mi ojciec. Do tego mocno popracowałem w okresie zimowym, zrzuciłem kilka zbędnych kilogramów, a to wszystko razem idealnie się zgrało i zaprocentowało. Trzeba też wspomnieć o tym, że w krakowskim zespole udało się nam stworzyć fajny klimat, dzięki czemu tym bardziej chciało się trenować i rozwijać.

 

Po takiej eksplozji formy chyba nie będzie zbyt wielu zmian w zimowych przygotowaniach.

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Nie ma sensu zmieniać radykalnie tego, co się sprawdziło. Myślę, że przygotowania będą wyglądały podobnie jak poprzedniej zimy. Wtedy wprowadziłem kilka nowych rzeczy, teraz może też dołożę jakieś nowinki, ale podstawy będą te same. Ciężka praca nad formą fizyczną, motoryką i dieta, dieta, dieta. Planuję jeszcze zrzucić ze 2 kg z masy ciała. Na pewno jednak będę pilnował, żeby z tym nie przesadzić. Musi być bowiem siła i dobre samopoczucie. Bez tego nie ma szans na skuteczną rywalizację na torze.

 

A sprzętowo? Jakie plany?

MATEUSZ SZCZEPANIAK: - Na pewno kupię jeden nowy silnik, do tego nowe podwozia. Zastanawiam się jeszcze czy nie zainwestować w drugi nowy silnik. To jeszcze muszę dokładnie przeanalizować. Rybniccy kibice nie mają się jednak co martwić. Będę miał na czym powalczyć o tę PGE Ekstraligę.

 

Z tej samej kategorii