Kuszą rybnickich liderów. Woryna, Lindgren i Fricke w notesach klubów Ekstraligi

1 kolejka PGE Ekstraliga - Wlokniarz Vitroszlif Czestochowa - KS ROW Rybnik
 fot. Michał Gołda  /  źródło: Pressfocus

Działacze ROW-u mają dylemat, na którą klasę rozgrywkową budować skład, a ich niezdecydowanie próbują wykorzystać rywale.

Rybniczanie zajęli bezpieczne 6. miejsce w PGE Ekstralidze, ale wisi nad nimi widmo degradacji. Po tym jak w czerwcu na stosowaniu niedozwolonego wspomagania - meldonium - wpadł lider zespołu Grigorij Łaguta, Rosjaninowi grozi 4-letnie zawieszenie, a klub może stracić punkty wywalczone przez żużlowca w okresie od dnia badania do momentu ujawnienia wyników próbki A. W efekcie ROW może spaść przez to z ligi.

 

Oficjalne decyzje jeszcze nie zapadły i szybko raczej nie zapadną. PGE Ekstraliga czeka na decyzję Polskiej Agencji Dopingowej i pragnie dochować prawnych procedur, bo spodziewa się, że działacze z Rybnika spokojnie wiadomości o degradacji nie przyjmą. Ci zaś obserwują bacznie, co robi POLADA i nie wykluczają, że w przypadku relegacji klubu z najwyższej klasy rozgrywkowej będą domagali się pieniężnego odszkodowania. Jakiego? Mówi się co najmniej o milionie złotych, bo tyle rybniczanie stracą z tytułu praw telewizyjnych, jeśli nie wystartują w elicie w 2018 roku.

 

Pogwałcenie prawa?

Pierwszy argument na złamanie procedur rybniczanie już mają. Ostatnio POLADA odrzuciła wniosek Łaguty o wykluczenie medyczne za skutkiem wstecznym, znalezionego w jego organizmie środka. Rosjanin argumentował, że meldonium zostało podane mu w lutym, gdy leżał nieprzytomny w łotewskim szpitalu po wypadku motocrossowym. Zdaniem Komitetu ds. Wykluczeń o czymś takim powinien poinformować niezwłocznie, a nie z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Po tym rozstrzygnięciu POLADA błyskawicznie na 1 września ustaliła termin panelu dyscyplinarnego, który ma zdecydować o winie i karze dla Łaguty.

 

W Rybniku są przekonani, że tego typu działanie jest pogwałceniem prawa, bo zawodnik i jego prawnik o odrzuceniu wniosku dowiedzieli się z mediów, a posiedzenie panelu wyznaczono pomimo faktu, że zgodnie z przepisami zawodnik powinien dostać 21 dni na złożenie odwołania od decyzji Komitetu ds. Wykluczeń.

 

Finansowa przepaść

W cieniu sprawy Łaguty toczą się pierwsze rozmowy transferowe. Działaczom ROW-u pozostaje jednak na razie jedynie sondowanie, czy żużlowcy byliby zainteresowani dalszymi startami w barwach klubu z Górnego Śląska. O konkretach nie mogą rozmawiać, bo PGE Ekstraligę od Nice 1. LŻ dzieli finansowa przepaść.

 

W elicie zawodnik za przygotowanie do sezonu może maksymalnie dostać 150 tys. zł plus 4 tys. za każdy wywalczony punkt w rozgrywkach. Na zapleczu jest to odpowiednio 60 tys. i ledwie 1100 zł za punkt (w tym roku było 1200, ale prezesi klubów Nice 1. LŻ już podjęli decyzję o obniżeniu stawek - przyp. red.).

 

Oczywiście przepisy te można obejść, znajdując żużlowcom dodatkowych sponsorów. Gdyby w przypadku spadku z PGE Ekstraligi rybniczanom się to nie udało, musieliby się pożegnać z wszystkimi liderami.

 

Ofert nie brakuje

Ci jednak wcale nie zamierzają odchodzić. Kacper Woryna jasno zadeklarował, że zostanie nawet w przypadku spadku, ale nie brakuje kandydatów do tego, by zaproponować jemu, Fredrikowi Lindgrenowi i Maxowi Fricke maksymalne stawki obowiązujące w elicie. Worynę chcieliby u siebie przede wszystkim częstochowianie, ale żużlowiec dostał też telefon z Ekantor.pl Falubazu Zielona Góra. Lindgrena chce Włókniarz Vitroszlif Crossfit oraz MrGarden GKM Grudziądz. We Fricke'a zaś mocno celują włodarze Get Well Toruń, którzy po sezonie zamierzają przeprowadzić rewolucję w składzie i zrezygnować z usług mistrzów świata, Grega Hancock oraz Chrisa Holdera. Ten drugi ma za sobą fatalny sezon, a Amerykanin z powodu problemów z barkiem być może w ogóle będzie zmuszony zakończyć karierę (na razie skończył sezon i zamierza poddać się operacji - przyp. red.).

 

Zgoda, ale za kasę

Majętny właściciel toruńskiego klubu Przemysław Termiński przedstawił już podobno Australijczykowi bardzo lukratywną ofertę, przekraczającą oficjalne stawki (w PGE Ekstralidze też stosują manewry z indywidualnymi sponsorami - przyp. red.). Problem w tym, że Fricke ma kontrakt w Rybniku obowiązujący jeszcze także w sezonie 2018. Bez aneksu finansowego wprawdzie - co oznacza, że w ROW-ie jeździć nie musi - ale bez zgody klubu nie może przenieść się gdzie indziej. Jeśli Australijczyk się uprze, to rybniccy działacze zgodę wydadzą, ale nie za darmo. Torunianie musieliby wypłacić ROW-owi rekompensatę.

Z tej samej kategorii