Częstochowianie wyleczeni z marzeń. Widmo spadku nad Włókniarzem?

Chociaż po pierwszym biegu zapachniało sensacją, to cudu nie było. Włókniarz Vitroszlif Crossfit Częstochowa przegrał w niedzielę w Lesznie. Morale bardzo podupadło.

VIII Runda PGE Ekstraligi - KS ROW Rybnik - Wlokniarz Vitroszlif Crossfit Czestochowa
 fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

Przegrał to za mało powiedziane. Został rozjechany 57:33! Tym samym jakiekolwiek hurraoptymistyczne prognozy, mówiące o szansach częstochowian na medale, trzeba włożyć między bajki.

 

- Nic nam dzisiaj nie wychodziło, nic więcej na tym torze nie byliśmy w stanie pokazać. Jedno zwycięstwo biegowe, ledwie dwa indywidualne: Karola Barana i Rune Holty. Nie mieliśmy dziś lidera. Morale drużyny bardzo podupadło - mówił po spotkaniu w Lesznie trener Lech Kędziora, a atmosfera w całej ekipie spod Jasnej Góry była grobowa.

 

Zajrzy widmo spadku?

Czasu na rozpamiętywanie klęski częstochowianie nie mają jednak za dużo. Już w czwartek i w niedzielę czekają ich dwa kolejne mecze. Najpierw starcie z mistrzami Polski - Cash Broker Stalą Gorzów, a potem z MrGarden GKM Grudziądz. Pocieszeniem dla częstochowian jest fakt, że oba rozegrają na własnym torze, a przy ul. Olsztyńskiej jeszcze w tym sezonie nie przegrali. Zwłaszcza to drugie spotkanie będzie niezwykle istotne. Przegrana z zajmującymi ostatnie miejsce w tabeli grudziądzanami może sprawić, że zamiast marzeń o medalu, Włókniarzowi realnie zajrzy w oczy widmo spadku z PGE Ekstraligi.

 

W Częstochowie mają cień nadziei, że przynajmniej na to niedzielne spotkanie uda się wrócić do składu Andreasowi Jonssonowi, który w Szwecji przechodzi rehabilitację po kontuzji złamania obojczyka. Wierzą też, że w końcu obudzi się ich lider - Matej Zagar. W Lesznie Słoweniec znów przeszedł obok meczu. Absolutnie nie sprawdziła się koncepcja trenera Kędziory, by zawodnik ten pojechał jako doparowy, a że skład na mecz z Gorzowem szkoleniowiec musiał podać przed spotkaniem z Fogo Unią, to i w tym spotkaniu Zagar pojedzie z trudniejszych pól startowych. Pachnie to niestety kolejną klęską, po której cierpliwość sztabu szkoleniowego Włókniarza do Słoweńca może się wyczerpać. Dopóki jednak nie wróci Jonsson, wciąż są na niego skazani.

 

A co z ROW-em?

Leszno zaś, gdzie po okazałym zwycięstwie nad częstochowianami powiało optymizmem, w czwartek może wybić z głowy marzenia o play offach także drugiej drużyny z województwa śląskiego - ROW-u Rybnik. Podopieczni Mirosława Korbela jeszcze nie przegrali w tym roku u siebie, ale jeśli marzą o najlepszej czwórce, to muszą swą „twierdzę” obronić także w czwartek z Fogo Unią i w niedzielę z Cash Broker Stalą Gorzów. To będą dla nich testy prawdy. Rywalami dwie z trzech najsilniejszych kadrowo ekip w Polsce, obie rozpędzone.

 

- Cieszę się. Sprzętowe problemy z początku sezonu są już za Piotrem Pawlickim i za innymi zawodnikami. Do końca z postawy zespołu nie jestem zadowolony, ale są jeszcze dwa punkty - nie zdradzę ich - nad którymi musimy popracować - tajemniczo stwierdził po zawodach z Włókniarzem trener Fogo Unii, Piotr Baron, ale widać wyraźnie, zwłaszcza po formie Pawlickiego, Janusza Kołodzieja i Grzegorza Zengoty, że "dream team" się rozkręcił.

 

W zeszłym sezonie leszczynianie (wówczas obrońcy mistrzowskiego tytułu) szanse na play off stracili właśnie w Rybniku i teraz, chociaż oficjalnie zapewniają, że to tylko zwykły mecz, z pewnością pałają żądzą rewanżu. Niewiele brakowało, by przyszło im jechać z osłabionym rywalem, bo lider ROW-u Grigorij Łaguta mocno poobijał się w sobotę w Terenzano. Na szczęście jego występ w meczu jest niezagrożony, a kto wie, czy na torze nie pojawi się również Damian Baliński. Wychowanek leszczyńskiej Unii bardzo szybko dochodzi do siebie po uszkodzeniu kości łopatkowej (dwa pęknięcia) i zapowiedział, że pojawi się w Rybniku na wtorkowym i środowym treningu. Po nich trener Korbel ma podjąć decyzję czy 39-latek nadaje się już do startów w lidze.

Z tej samej kategorii