Duża wiara w odrodzenie żużlowego ROW-u

W 2016 roku ROW Rybnik - po 10 latach pałętania się po niższych ligach - powrócił do elity. Zajął dobre 6. miejsce gwarantujące spokojne utrzymanie w PGE Ekstralidze. Apetyty w mieście 12-krotnych mistrzów Polski sięgają jednak medali.

Sparing Ekantor.pl Falubaz Zielona Gora - KS ROW Rybnik
 fot. Piotr Jędzura  /  źródło: Pressfocus

Po tamtym sezonie prezes Krzysztof Mrozek rozpoczął negocjacje w sprawie wzmocnień. Rozmawiano z reprezentantami Polski: Januszem Kołodziejem, braćmi Pawlickimi, Grzegorzem Zengotą. Nic z tego nie wyszło, a na domiar złego rybniczanie stracili krajowego lidera - Rune Holtę (Norweg z polskim paszportem), który nie dogadał się w kwestii nowego kontraktu i postanowił wrócić do Częstochowy. Zanosiło się na to, iż ROW zamiast wzmocnić krajową formację, jeszcze ją osłabi.


W końcu kibiców udało się nieco uspokoić, ściągając z Fogo Unii Leszno Tobiasza Musielaka. Zawodnik ten jeszcze niedawno określany był mianem dużego talentu, bo jako junior spisywał się rewelacyjnie. Po przejściu do grona seniorów nie bardzo potrafi się jednak odnaleźć. Chociaż był kapitanem leszczynian, to często brakowało dla niego miejsca w składzie. Czy w Rybniku się odrodzi?
Przedsezonowe sparingi pokazały, iż jest na to spora szansa. W dwumeczu z Fogo Unią Leszno zdobył 18 punktów, a z Ekantor.pl Falubazem Zielona Góra - 20.

 

- Jeśli podzielić to przez cztery, to wychodzi ponad 9 punktów na mecz. W lidze z takiej średniej byłbym zadowolony, ale tam rywalizacja jest znacznie trudniejsza - przyznał Musielak, który zimą zakupił kilka nowych silników i cały czas pracuje nad tym, by jak najlepiej dopasować się do rybnickiego toru. - W zeszłym roku jeżdżąc w barwach Fogo Unii w spotkaniu ligowym w Rybniku nie wywalczyłem punktu, ale to już przeszłość. Teraz czuję się znacznie lepiej. Cały czas jednak pracuję nad tym, by znaleźć jeszcze szybkie ścieżki. Podpatruję zwłaszcza jak jeździ Grigorij Łaguta (lider ROW-u - przyp. red.). On na tym torze czuje się perfekcyjnie.


Wychowanek leszczyńskiej Unii przeżył już w tym sezonie indywidualne rozczarowanie. Nie awansował do finału Złotego Kasku (w eliminacjach w Rawiczu wywalczył 10 punktów, do awansu zabrakło punktu - przyp. red.) - Szkoda, bo było bardzo blisko. Pretensje jednak mogę mieć tylko do siebie. Przegrałem zbyt dużo startów i potem musiałem odrabiać na dystansie - wyjaśnił.


24-latek może zatem skupić się na lidze i nie może się już doczekać debiutu w rybnickich barwach. Miał go zaliczyć w minioną niedzielę, ale pojedynek z Włókniarzem Vitroszlif CrossFit Częstochowa został przełożony na 2 maja. Być może uda się zatem w najbliższą sobotę (o godz. 17.30 ROW ma podejmować Betard Spartę Wrocław), przy czym po potężnych opadach śniegu (z wtorku na środę) rybnicki tor jest w kiepskim stanie i istnieje duże prawdopodobieństwo, iż mecz trzeba będzie odwołać.

Z tej samej kategorii