Ślonski synek sie nie straci! Artur Czaja zadowolony z angażu w ROW-ie

Artur Czaja został w listopadzie zawodnikiem rybnickiego ROW-u. Chłopak z Psar Śląskich wreszcie będzie mógł pojeździć w śląskiej ekipie.

Trening punktowany - KS ROW Rybnik - Eko-Dir Wlokniarz Czestochowa
 fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

Przed sezonem 2017 prezes rybnickiego ROW-u – Krzysztof Mrozek wysyłał swój „leszczyński desant”: Damiana Balińskiego i Tobiasza Musielaka po „kreple”, próbując uczyć ich w ten sposób śląskiej gwary. Potem, gdy ten duet był najsłabszą krajową formacją seniorską w PGE Ekstralidze, to kibice ROW-u pokpiwali na trybunach: „Chyba poszli po kreple i się stracili”.

 

W 2018 roku krajowi seniorzy raczej się nie zgubią, bo nie dość, iż do tej formacji dorósł lider i kapitan zespołu – Kacper Woryna, to jeszcze zakontraktowano w Rybniku dwóch czołowych zawodników ubiegłorocznej Nice 1. LŻ: Mateusza Szczepaniaka i Artura Czaję. Ten drugi to na dodatek Ślązak, więc z przyniesieniem pączków nie miałby żadnych kłopotów.

 

- Myśla, że bych sie nie stracił – odparł ze śmiechem żużlowiec z Psar Śląskich.

 

A jak to się w ogóle stało, że śląski synek w końcu związał się ze śląskim klubem? – rozpoczęliśmy rozmowę z 23-latkiem.

- Prezes Mrozek dzwonił do mnie już przed poprzednim sezonem. Mówił, że bardzo by mnie chciał, ale ja już złożyłem obietnicę działaczom Unii Tarnów i nie chciałem się z niej wycofywać. W tym roku już nie było żadnych przeszkód. W zasadzie wystarczyła mi jedna rozmowa, by się dogadać. Potem z prezesem Mrozkiem spotkaliśmy się jeszcze dwa razy, ale to już były tylko kosmetyczne kwestie. Cieszę się, bo do Rybnika mam blisko, fajnie się tu czuję, praktycznie jak w domu. Do prezesa też mam spore zaufanie, bo nigdy się na nim nie zawiodłem. Gdy byłem zawodnikiem innych klubów, to zawsze mogłem przyjechać na trening do Rybnika i nigdy nie musiałem za korzystanie z toru nic płacić.

 

Do Rybnika panu najbliżej, a jest pan wychowankiem Włókniarza Częstochowa. Jak to się stało?

- Żużel nigdy mnie nie interesował. Zawsze chciałem jeździć na crossie. Gdy miałem 13-14 lat, to zaczęliśmy z ojcem szukać klubu, ale okazało się, że chcąc realizować swą pasję musiałbym się przenieść lub dojeżdżać do Bielska-Białej. Nie było takiej możliwości, więc znajomy ojca, były żużlowiec – Andrzej Zarzecki zaproponował bym spróbował sił na żużlu, w Częstochowie. Broniłem się rękoma i nogami. Twierdziłem, że jazda w kółko jest okropnie nudna, ale w końcu dałem się namówić i pojechałem z ojcem na mecz. Do dziś pamiętam, że był to sparing między Częstochową, a Gdańskiem. Wtedy stwierdziłem: będę żużlowcem i koniec. Pozostało tylko przekonać mamę. Zajęło to rok, ale się udało. Teraz jest ona moim najwierniejszym kibicem. Jeździ na każdy mój mecz.

 

Kibice ROW-u zacierają ręce na myśl o występach Artura Czai przy ul. Gliwickiej, bo w wielokrotnie pan udowadniał, że ten tor idealnie panu pasuje. Z czego to wynika? Ma pan jakąś specjalną „rakietę” na rybnicki owal?

- Powiem szczerze. Sam nie wiem czemu tak dobrze mi zawsze szło na tym torze. Nie chcę zapeszać, ale mam nadzieję, że w 2018 roku nic w tej kwestii się nie zmieni. Korzystam z silników przygotowywanych przez Jacka Rempałę i myślę, że w tym roku też przygotuje mi coś specjalnie pod Rybnik.

 

Krytycy mówią, że Artur Czaja nieźle radzi sobie w Nice 1. LŻ, ale jak ognia boi się PGE Ekstraligi. Miał pan szansę pojechać w 2017 roku w barwach Włókniarza i odszedł pana do Tarnowa. Po sezonie mógł pan zostać w Unii i jeździć w elicie, ale scenariusz się powtórzył i przeszedł pan do Rybnika. Faktycznie Artur Czaja boi się najlepszej ligi świata?

- Staram się nie słuchać krytykantów. Po słabym sezonie 2016 w barwach Włókniarza założyłem sobie kilkuletni plan i konsekwentnie go realizuję. Chcę jeździć w PGE Ekstralidze i rywalizować z najlepszymi, ale przed sezonem 2017 nie byłem na to gotowy. Na te rozgrywki trzeba mieć pieniądze, a ja po latach spędzonych w starym Włókniarzu i Rzeszowie, gdzie mi nie płacili, nie miałem na czym rywalizować z najlepszymi. Żużel to taki sport, że na słabym sprzęcie nawet mistrz świata nic nie zdziała. Teraz, po dobrym sezonie w Tarnowie sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Mogłem zostać, ale pojawiła się fajna propozycja z Rybnika. Mam nadzieję, że w 2018 roku będę jeszcze skuteczniejszy i razem z ROW-em uda mi się awansować do elity. Wtedy, o ile w Rybniku będą mnie chcieli, już na pewno będę chciał pojechać w PGE Ekstralidze. Marzy mi się zostać w ROW-ie na kilka sezonów i powalczyć z tą drużyną o najwyższe cele.

 

Z tej samej kategorii