Włókniarz zachował szansę na play off

Leon Madsen
 /  fot. Piotr Jędzura  /  źródło: Pressfocus

Żużlowcy Włókniarza dokonali wielkiej sprawy i po raz pierwszy w historii zdobyli MotoArenę. - Zwycięstwo dedykujemy naszym wiernym kibicom, wszystkim niedowiarkom i naszym sąsiadom z południa, rybniczanom. Teraz możemy myśleć o czymś więcej - stwierdził po zawodach szczęśliwy prezes częstochowian, Michał Świącik.

Get Well Toruń - jedna z najbogatszych ekip w PGE Ekstralidze, własność urodzonego w Wodzisławiu Śląskim przedsiębiorcy i senatora, Przemysława Termińskiego - przystępował do sezonu z marzeniami o mistrzostwie Polski. Tymczasem rozgrywki są dla niego jednym wielkim rozczarowaniem. Torunianie, którzy przed rokiem finiszowali na 2. miejscu, zamykają tabelę i zagraża im wizja spadku.

Okazją do wyjścia z kryzysu i oddalenia groźby degradacji miał być niedzielny mecz z Włókniarzem Vitroszlif Crossfit Częstochowa. Tymczasem znów przegrali 41:49. A goście zaliczyli kapitalne zawody.


Abstrahując od ogromnych problemów kadrowych gospodarzy (z powodu urazów barków nie pojechali Greg Hancock i Adrian Miedziński), częstochowianie dokonali wielkiej sprawy i po raz pierwszy w historii zdobyli MotoArenę.

Wspaniałymi akcjami popisywał się Rune Holta, prawie nieosiągalny dla rywali (tylko Paweł Przedpełski znalazł na niego sposób) był Leon Madsen, wyjazdową formę odnalazł Matej Żagar, a w końcówce „lwi pazur” pokazał nawet Sebastian Ułamek, któremu wielokrotnie w tym sezonie zarzucano zbyt asekuracyjną jazdę.

- Zwycięstwo dedykujemy naszym wiernym kibicom, wszystkim niedowiarkom i naszym sąsiadom z południa, rybniczanom. Teraz możemy myśleć o czymś więcej - stwierdził po zawodach szczęśliwy prezes częstochowian, Michał Świącik.

 

Rozstrzygnie ostatnia kolejka?


Beniaminek, przed sezonem przez większość ekspertów skazywany na spadek, w dwóch ostatnich kolejkach ma jeszcze teoretyczne szanse na zaatakowanie pierwszej czwórki. Gdyby częstochowianom doliczono 3 pkt za mecz z ROW-em, podczas którego na dopingu przyłapany został Grigorij Łaguta, to mieliby jeszcze możliwość wyrzucenia poza play off mistrzów Polski - Cash Broker Stal Gorzów Wlkp.

Ci drudzy wprawdzie także mają jeszcze nadzieję na 2 pkt kosztem rybniczan, ale jeśli za tydzień przegrają derby w Zielonej Górze, a Włókniarz zdoła pokonać u siebie z bonusem Betard Spartę Wrocław (muszą wygrać 11 pkt), to o wszystkim rozstrzygnie ostatnia kolejka, w której częstochowianie musieliby wygrać w Gorzowie.

 

Sztuczki menedżera

 

Przed porażką z Włókniarzem torunian nie uratowały nawet sztuczki nowego menedżera Jacka Frątczaka, który po 11. biegu zakwestionował gaźnik w motocyklu Madsena. Kontrola sprzętu Duńczyka trwała 10 minut, a w tym czasie polewaczka zmieniała specyfikę nawierzchni MotoAreny.

- To troszkę zabawne. Nawet nie wiem, co mam powiedzieć. Teraz przynajmniej wszyscy wiedzą, że używałem dozwolonego sprzętu, takiego jak pozostali. Mówi się, że złodziej zawsze będzie myślał, iż wszyscy kradną. Nie mam z tym większego problemu. Tyle że lekko się uśmiałem - przyznał na pomeczowej konferencji prasowej, Leon Madsen.

U torunian widać ogromną determinację w walce o zachowanie ligowego bytu. Chwytają się każdej szansy! Przed meczem prezes Przemysław Termiński wyłożył podobno spore pieniądze, by zagwarantować sobie udział w ostatnich meczach sezonu zasadniczego Jacka Holdera.

 

Z tej samej kategorii