Rybnicki żużel znalazł się na krawędzi

4 kolejka PGE Ekstraliga - KS ROW Rybnik - MRGARDEN GKM Grudziadz
 fot. Michał Gołda  /  źródło: Pressfocus

Dopingowa wpadka Grigorija Łaguty dała argument wszystkim, którzy krytykują prezydenta miasta za prawie 3 miliony dotacji na "czarny sport".

"Owacje na stojąco, przepona wypluta, Spasiba Grigorij, Spasiba Łaguta (...) Nie trzeba dyskusji, daremna dysputa, wszyscy krzyczą jednomyślnie, Spasiba Łaguta". Od piątku rybniccy kibice słuchają tego popularnego przeboju zespołu "Beboki" i... płaczą. Łagucie dziękują już nie ci, którzy kochają rybnicki żużel, ale ci, którzy otwierają szampany na samą myśl o jego możliwym upadku.


Plotka gminna niesie, że rosyjski lider ROW-u Rybnik swego czasu narzekał na ból serca i bez konsultacji z lekarzem jednorazowo zażył lek, który mu pomógł. Miałoby to sens, gdyż meldonium, które wykryto u niego podczas kontroli antydopingowej po meczu domowym z Włókniarzem Częstochowa, wspiera ochronę układu kardiologicznego i przyspiesza regenerację organizmu.

 

Kary nie unikną
Niezależnie jednak od tego, czy było to jednorazowe bezmyślne działanie, czy regularne niedozwolone wspomaganie się, jedno jest pewne - Rosjanin kary nie uniknie. Ma jeszcze co prawda prawo do przebadania próbki "B", ale eksperci od spraw dopingowych przekonują, że w przypadku meldonium prawdopodobieństwo innego wyniku, niż pozytywny, jest praktycznie zerowe.


Łagucie grożą nawet 2 lata dyskwalifikacji, ale najgorsze, że niedawny idol rybnickich kibiców najbardziej zaszkodził klubowi.


Obecni w Lesznie na finale DPŚ działacze żużlowej centrali potwierdzali jednoznacznie, że po zakończeniu całej procedury odwoławczej rybniczanom zostaną odebrane punkty Łaguty w meczach z: Włókniarzem, leszczyńską Fogo Unią i Cash Broker Stalą Gorzów. W efekcie ekipa z Górnego Śląska straci pięć "oczek" i wyląduje na samym dnie ligowej tabeli.

 

Mizerny potencjał
Co gorsza, z marnymi szansami na utrzymanie. Niedzielny mecz we Wrocławiu pokazał, że potencjał rybniczan bez Rosjanina jest mizerny i cała nadzieja w tym, że Rafał Szombierski, Damian Baliński i Tobiasz Musielak na własnym torze prezentować się będą lepiej, niż na Stadionie Olimpijskim.
Kluczem do uratowania będą dla ROW-u bowiem właśnie trzy mecze przy ul. Gliwickiej: z Falubazem, Betard Spartą i Get Well Toruń. Najgorsze, że dwa z nich zostaną rozegrane w ciągu najbliższego tygodnia, w sytuacji gdy drużyna nie podniosła się jeszcze psychicznie po dopingowym nokaucie.
Na domiar złego rybniczanie nie mają się nawet kim wzmocnić. Nie dość, że okienko transferowe otworzy się dopiero po meczu z Zieloną Górą, to nie ma w kim wybierać. Sobotnie telefony do Craiga Cooka świadczą wyłącznie o desperacji.

 

Snuli plany o medalu
A miało być tak pięknie. Sprawa utrzymania w tym sezonie była praktycznie przesądzona i rybniccy działacze już snuli plany walki o medale w sezonie 2018. Miasto po cichu zapowiadało wyższą dotację (bo przecież w przyszłym roku wybory samorządowe i sukces by się bardzo przydał), doradca prezesa Krzysztofa Mrozka Marian Maślanka podobno dostał już nawet zadanie przekonania do przeprowadzki na Górny Śląsk Taia Woffindena, któremu kończy się kontrakt we Wrocławiu, a Kacper Woryna miał zapełnić lukę na krajowej pozycji seniorskiej.

 

Piłkarze ruszą do ofensywy
W weekend szampany otwierali jednak w Rybniku tylko ci, którzy żużla nie kochają. Dopingowa wpadka Łaguty dała mocny argument wszystkim tym organizacjom sportowym, które krytykują prezydenta miasta Piotra Kuczerę, że przekazuje prawie 3 miliony dotacji na "czarny sport". Gdy tylko informacja o dopingu ostatecznie się potwierdzi, ruszą do ofensywy. Zwłaszcza piłkarze, którzy po powrocie żużlowców do PGE Ekstraligi poczuli się najbardziej "okradzeni" z miejskich środków.


- Bez komentarza - ucinali w niedzielę we Wrocławiu wszystkie pytania o sprawę Łaguty i przyszłość klubu rybniccy działacze i trener Mirosław Korbel.

 

Najlepsi uciekną?
Oficjalne stanowisko zajęli wczoraj na konferencji prasowej, trudno jednak będzie ugasić im pożar, zwłaszcza że niektórym w Rybniku zależy na tym, żeby płomień tylko się wzmógł i spalił wszystko to, co w ostatnich latach udało się w sprawie odbudowy żużlowej świetności osiągnąć.
Spadek z PGE Ekstraligi to prawdopodobnie pożegnanie z elitą znów na lata. Odwróci się miasto, uciekną sponsorzy, a i drużynę przyjdzie budować od początku. O dwóch najlepszych "Rekinach" marzą już bowiem gdzie indziej.
Podczas meczu z Unią w loży sponsorskiej częstochowskiego Włókniarza podobno dyskutowano już nawet nad konkretną ofertą dla Kacpra Woryny, a w Toruniu, gdzie planują "pozamiatać" Chrisa Holdera, można śmiało zakładać, że szybko przypomną sobie o potencjale Maxa Fricke'a.

 

Zapłacą syzyfową pracą
Prezesowi Mrozkowi i reszcie rybnickich działaczy można współczuć. Wydobyli rybnicki żużel z niebytu, a teraz znaleźli się ledwie o krok, by wrócić do punktu wyjścia. Frustrujące jest jednak to, że być może przyjdzie im zapłacić "syzyfową pracą", za nieswoją winę. Przed sezonem zorganizowali nawet dla zawodników pogadankę ze specjalistą na temat niedozwolonych środków. Grigorija Łagutę też na nią zaprosili, ale ten miał odrzec, że wszystko wie i pozostać w Daugavpils.

 

Z tej samej kategorii