Fricke przybędzie z odsieczą?

VIII Runda PGE Ekstraligi - KS ROW Rybnik - Wlokniarz Vitroszlif Crossfit Czestochowa
 fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

Wiemy, że nic nie wiemy – można podsumować niedzielny mecz pomiędzy ROW-em Rybnik, a Get Well Toruń. Przed ostatnią kolejką PGE Ekstraligi pewne jest tylko jedno. Uratował się już MrGarden GKM Grudziądz i elitę na pewno opuszczą albo torunianie, albo rybniczanie.

– Szkoda mi drużyny ROW-u, to nie jej wina, że znalazła się w takiej a nie innej sytuacji. Bolesne, iż któryś z tych klubów będzie musiał pożegnać się z PGE Ekstraligą, ale taki jest niestety regulamin – stwierdził po zawodach menedżer Get Well, Jacek Frątczak.


Do pełni szczęścia i uratowania PGE Ekstraligi, kosztem torunian, w niedzielę rybniczanie potrzebowali wygranej różnicą przynajmniej 17 punktów. Wygrali jednak tylko 49:41 i przed ostatnią rundą meczów, to oni są bliżsi degradacji. W niedzielę cieszyli się z wygranej, bo porażka, na którą po fatalnym początku meczu się zanosiło, pozbawiłaby ich jakichkolwiek nadziei, a tak wciąż są w grze. - Dosłownie wyrwaliśmy to zwycięstwo Aniołom z gardła. Na pewno na wyniku zaważyła kontuzja Pawła Przedpełskiego po starciu z Fredrikiem Lindgrenem. Szkoda chłopaka, ale my w tym sezonie też mamy strasznego pecha z kontuzjami. Powiem szczerze. Chcieliśmy wygrać z bonusem, ale w naszej sytuacji kadrowej te dwa punkty przed zawodami też już wziąłbym w ciemno – stwierdził szkoleniowiec ROW-u, Mirosław Korbel.

 

Byli zawodnicy ROW-u obecni na trybunach, w tym m.in. Andrzej Tkocz dwukrotny drużynowy mistrz Polski w rybnickich barwach, stwierdzili jednoznacznie, że gospodarze przekombinowali z torem i przez to stracili szansę na punkt bonusowy. - Zaczęli odjeżdżać rywalom dopiero, gdy na torze pojawiła się polewaczka i się odsypało – mówili byli żużlowcy.

 

- Nie chciałbym rozmawiać na temat toru, ani zdradzać naszej receptury. Okazało się, że przeciwnik był bardzo dobrze przygotowany na tą nawierzchnię, którą zastał. Nie spodziewaliśmy się tego. Faktem jednak jest, że z reguły w trakcie zawodów materiał się nieco odsypuje i rzeczywiście, to nas dziś uratowało – ocenił Korbel.

 

Rybniczanie, by utrzymać się w PGE Ekstralidze niezależnie od decyzji Polskiej Agencji Dopingowej (mogą stracić nawet 5 punktów za aferę dopingową z udziałem Grigorija Łaguty), potrzebują w ostatniej kolejce wygranej w Lesznie. Najlepiej z bonusem (wówczas nie musieliby czekać na korzystny wynik w spotkaniu Get Well Toruń – MrGarden GKM Grudziądz – przyp. red.) przy czym jaką różnicą musieliby zwyciężyć, aby ten dodatkowy punkt wywalczyć, to również rozstrzygnie (być może 17 sierpnia - to termin pierwszej rozprawy) POLADA. Łaguta w siebie z Lesznem wywalczył bowiem aż 13 punktów. Gdyby jego dorobek został odjęty od końcowego wyniku: 44-46, to ROW musiałby wygrać w Wielkopolsce różnicą aż 16 punktów.

 

- Pojedziemy z wiarą. Trzeba liczyć na to, że chłopcy z Leszna (Damian Baliński i Tobiasz Musielak – przyp. red.) na bardzo dobrze sobie znanym torze będą punktować znacznie lepiej niż w innych meczach wyjazdowych. Mam nadzieję, że swoje jak zwykle dołoży Kacper Woryna, w bardzo dobrej formie jest Fredrik Lindgren, a do tego jest jeszcze nieobliczalny Kurtz, który zanotował w niedzielę świetny debiut. Na pewno powalczymy – zapewnił Korbel.

 

Szanse rybniczan wzrosną jeśli potwierdzą się plotki o powrocie do składu Maxa Fricke i absencji jednego z liderów leszczynian – Piotra Pawlickiego (doznał w niedzielę w Grudziądzu uszkodzenia kości strzałkowej i noga została na kilka dni usztywniona – przyp. red.). Australijczyk obecnie leczy dwa pęknięte kręgi szyjne, ale podobno bardzo chce wystąpić w finale Grand Prix Challenge, który 19 sierpnia odbędzie się w rosyjskim Togliatti. Dzień później zaś rybniczanie będą walczyć w Lesznie. Z Australijczykiem w składzie? – Słyszałem o takiej opcji, a co będzie za tydzień? W tej chwili jeszcze nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie – przyznał trener Korbel.

Z tej samej kategorii