W Rybniku wciąż tli się nadzieja

Ekantor.pl Falubaz Zielona Gora - ROW Rybnik
 fot. Piotr Jedzura  /  źródło: Pressfocus

- Wygramy z bonusem i będzie święty spokój – mówił przed meczem kapitan ROW-u Rybnik, Kacper Woryna.

Przetrzebiona przez kontuzje drużyna z Górnego Śląska potrzebowała zwycięstwa różnicą wyższą niż 16 punktów, by zapewnić sobie ligowy byt bez czekania na decyzję Polskiej Agencji Dopingowej w sprawie Grigorija Łaguty (za doping Rosjanina rybniczanie mogą stracić aż 5 punktów w ligowej tabeli). Torunianie nie zamierzali jednak im ułatwiać zadania, bo sami walczyli o przetrwanie w elicie.

Mark Courtney – mechanik Maxa Fricke w boksie Brady’ego Kurtza, a leczący urazy barków: Greg Hancock i Adrian Miedziński ze swoim sprzętem w parku maszyn Get Well Toruń. Już przed rozpoczęciem spotkania było wyraźnie widoczne, że dwie najbardziej w tym sezonie pokrzywdzone przez los ekipy, czyli ROW Rybnik i Get Well Toruń zrobią w niedzielę wszystko by zachować szanse na pozostanie w PGE Ekstralidze.

Ku rozpaczy miejscowych kibiców od pierwszego biegu zdecydowanie lepsze wrażenie sprawiali goście. Drugi bieg – młodzieżowy, który dla rybniczan miał być szansą na rozpoczęcie budowania przewagi, zakończył się ledwie wygraną 4:2, bo na ostatnim okrążeniu Kopeć-Sobczyński wydarł drugie miejsce Robertowi Chmielowi.

Potem było jeszcze gorzej. Nowy wynalazek ROW-u – Mads Korneliussen pokazał, że jeden trening nie pozwolił mu na dopasowanie się do miejscowego owalu i daleko snuł się za całą stawką, a że bez pomysłu próbował walczyć na dystansie także Tobiasz Musielak, to skończyło się podwójną wygraną Get Well. W 4. biegu znów błysnął Kopeć-Sobczyński i ROW, który miał budować swą przewagę, nagle znalazł się nad przepaścią, przegrywając 6 punktami (9:15).

Trener Mirosław Korbel rozpoczął kombinowanie z rezerwami taktycznymi, ale niewiele to pomagało, bo nawet liderzy miejscowych zawodzili. Kacper Woryna kompletnie zaspał na starcie w 6. wyścigu, a bieg wcześniej wykluczenie i żółtą kartę zarobił Fredrik Lindgren, który na wyjściu z pierwszego łuku nie zostawił miejsca Pawłowi Przedpełskiemu, w wyniku czego 22-latek wpadł w bandę. Zawodnik długo leżał na torze, zdaniem sztabu szkoleniowego gości narzekał nawet na kręgosłup, ale ostatecznie skończyło się odnowieniem kontuzji lewej nogi.

Musiał się jednak udać na dokładne oględziny do szpitala i menedżer Jacek Frątczak był zmuszony w drugiej fazie zawodów desygnować w jego miejsce juniorów. Mimo, że ci, nieprzyzwyczajeni do takich obciążeń, słabli ze startu na start, to goście nie tracili prowadzenia. Wielka w tym zasługa perfekcyjnego w tym dniu Chrisa Holdera (startował na silnikach Miedzińskiego) i Grzegorza Walaska.

Dopiero wygrana w 9. wyścigu Kurtza sprawiła, że rybniczanie zbliżyli się na dystans czterech punktów, a po 11. biegu doprowadzili do remisu po podwójnej wygranej pary: Woryna-Kurtz (Australijczyk wykonał cudowną akcję na przeciwległej prostej pierwszego okrążenia wjeżdżając pomiędzy duet Jack Holder – Michael Jepsen Jensen).

Przed biegami nominowanymi rybniczanom w końcu udało się zbudować skromną przewagę, bo Woryna z Musielakiem w 12. wyścigu łatwo poradzili sobie z parą toruńskich juniorów. Te zaś nie odwróciły już losów pojedynku. ROW powiększył przewagę i wygrał, ale nie tak wysoko jak powinien. W związku z tym sprawa bezpośredniego spadku z żużlowej elity wciąż nie została rozstrzygnięta. Toruńskim kibicom przyjdzie teraz trzymać kciuki za to, że Get Well w ostatniej kolejce nie przegra wysoko u siebie z Grudziądzem. Rybniczanie muszą zaś pokładać nadzieje w tym, iż albo jakiś cudem wygrają w Lesznie, albo ściskać kciuki za to, że POLADA nie okaże się surowa i nie odbierze im aż 5 punktów meczowych za sprawę dopingową Łaguty.
- Niestety bonus pojechał do Torunia, ale ogromne podziękowania dla kibiców. Gdy dzisiaj stałem pod taśmą, to przechodziły mnie ciarki. Bardzo wam dziękuję. Obojętnie co się stanie ja zostaję w Rybniku - zadeklarował po meczu Kacper Woryna.

ROW RYBNIK – GET WELL TORUŃ 49:41


ROW: Lindgren 10+2 (3, w, 1*, 1, 3, 2*), Baliński 0 (0, -), Musielak 13+1 (1, 3, 2, 2, 2*, 3), Korneliussen 1+1 (0, -, 1*, 0), Kurtz 11+1 (1, 3, 2, 3, 2*, 0), Woryna 13+1 (3, 0, 1*, 3, 3, 3), Chmiel 1 (1, 0). Trener Mirosław Korbel.
GET WELL: Przedpełski 1+1 (1*, u/-), J. Holder 7 (2, 1, 3, 0, 1), Jepsen Jensen 5+1 (3, 1*, 0, 1, 0), Walasek 9+2 (2*, 2, 2, 2, 1*), C. Holder 11+2 (2*, 3, 3, 1*, 2), Kaczmarek 2 (0, 2, 0, 0), Kopeć-Sobczyński 6 (2, 3, 0, 0, 1). Menedżer Jacek Frątczak.
WYŚCIGI: 3:3, 4:2 (7:5), 1:5 (8:10), 1:5 (9:15), 3:3 (12:18), 3:3 (15:21), 3:3 (18:24), 3:3 (21:27), 4:2 (25:29), 3:3 (28:32), 5:1 (33:33), 5:1 (38:34), 3:3 (41:37), 5:1 (46:38), 3:3 (49:41).
Sędziował: Paweł Słupski (Lublin). Widzów: 10 000. Najlepszy czas: 65,86 s. (Kurtz, 9. bieg). W pierwszym meczu: 37:53 (bonus dla Get Well).

 

Z tej samej kategorii