Zagar na dywaniku, terapia szokowa zadziała?

W niedzielę Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa wybiera się do Leszna. Przed sezonem faworyt tego pojedynku był tylko jeden – naszpikowana gwiazdami światowego speedwaya ekipa gospodarzy.

VIII Runda PGE Ekstraligi - KS ROW Rybnik - Wlokniarz Vitroszlif Crossfit Czestochowa
 fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

Dziś sprawa nie jest już taka jednoznaczna. U gospodarzy wciąż brak leczącego uraz szyi Nickiego Pedersena (lekarze zabronili mu startu w kolejnym Grand Prix w duńskim Horsens – 24.06), a wyniki ligowe wskazują, że w Lesznie może i mają nazwiska, ale nie mają atmosfery w drużynie i formy. Tym samym spotkanie z beniaminkiem PGE Ekstraligi urosło dla miejscowych do miana pojedynku o uratowanie sezonu. Jeśli faworyt przegra, to szanse podopiecznych Piotra Barona na awans do najlepszej czwórki zostaną zredukowane radykalnie.
Szansa zaś otworzy się dla rybnickiego ROW-u (jego mecz 9. rundy z Betard Spartą Wrocław zaplanowano dopiero na 9 lipca) i właśnie częstochowian. Terminarz tak ułożył się dla ekipy Lecha Kędziory, że jeśli wygrają w Lesznie, a w przyszłym tygodniu wykorzystają atut własnego toru (jeszcze na nim nie przegrali) w starciach z Gorzowem i Grudziądzem, to mogą się znaleźć nie na ścieżce, ale wręcz na autostradzie do play off.
Jest tylko jeden problem, który spędza sen z powiek trenera częstochowian – Matej Zagar. Słoweniec, najlepiej opłacany żużlowiec w teamie, kreowany przed sezonem na lidera ekipy, regularnie zawodzi na wyjazdach. Gdyby nie zawalił meczów we Wrocławiu, Zielonej Górze i Rybniku, to przynajmniej dwa z nich częstochowianie pewnie by wygrali, a wówczas pod Jasną Górą już by otwierano szampany. - Ten żużlowiec musi dołączyć do reszty, bo tak to będziemy rozgrywali tylko emocjonujące spotkania, a to nam nic nie da – stwierdził po przegranej w Rybniku trener Lech Kędziora, a już dzień później Słoweniec podobno musiał się stawić na „dywaniku” prezesa Michała Świącika. Paść miały mocne słowa, a wobec Zagara zastosowana została „terapia szokowa”. W meczu z Fogo Unią już nie będzie liderem prowadzącym parę. Pojedzie jako jej uzupełnienie, przez co nie będzie mógł już liczyć na łatwe ciułanie punktów na juniorach. Częstochowianie muszą obudzić Słoweńca, bo są na niego skazani. Chętnie by go zastąpili Andreasem Jonssonem, który jednak leczy złamanie obojczyka. Wrócić ma najwcześniej 30 czerwca na pierwszy z finałowych turniejów o mistrzostwo Europy. Wówczas jednak losy play offów dla Włókniarza będą rozstrzygnięte.
W Lesznie częstochowianie, przed rozgrywkami lekceważeni przez wszystkich ekspertów i skazywani na spadek z PGE Ekstraligi, nie mogą liczyć na ulgowe potraktowanie. - Nie będzie to łatwy mecz. Na papierze niby jesteśmy faworytem, ale to nic nie znaczy. Włókniarz udowodnił już swoją jazdą, że jest w stanie stawić bardzo mocny opór. We Wrocławiu zaprezentowali się znacznie lepiej niż my. Nie możemy ich zlekceważyć. Zrobimy co w naszej mocy by wygrać. Czeka nas wiele pracy, by dobrze przygotować się do tego pojedynku – stwierdził po bolesnej, wyjazdowej, przegranej z Betard Spartą Wrocław (39:51) Grzegorz Zengota, który przed sezonem nie mieścił się w składzie leszczynian, a teraz – wobec problemów pozostałych – wyrasta na „ratownika” faworytów.


FOGO UNIA LESZNO - WŁÓKNIARZ VITROSZLIF CROSSFIT CZĘSTOCHOWA
Niedziela, godz. 16.30, transmisja nSport+
FOGO UNIA: 9. Emil Sajfutdinow, 10. Peter Kildemand, 11. Piotr Pawlicki, 12. Grzegorz Zengota, 13. Janusz Kołodziej, 14. Bartosz Smektała. Trener: Piotr Baron.
WŁÓKNIARZ VITROSZLIF: 1. Leon Madsen, 2. Karol Baran, 3. Sebastian Ułamek, 4. Matej Zagar, 5. Rune Holta, 6. Oskar Polis. Trener: Lech Kędziora.
Sędziuje: Krzysztof Meyze (Wtelno/Bydgoszcz).

 

Z tej samej kategorii