Polskie przekleństwa są lepsze

Możemy jeszcze lepiej jechać u siebie. Ważne, byśmy stanowili monolit - mówi Grigorij Łaguta, żużlowiec drużyny z Rybnika.

Grigorij Łaguta w akcji.
 /  fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

 

Michał STENCEL: W meczu z GKM Grudziądz (55:35) pokazał pan wszystkie zalety przebudowanego toru w Rybniku, który pozwala na takie akcje, z jakich dotąd słynęła przede wszystkim Motoarena.
Grigorij ŁAGUTA: Znam rybnicki tor już dość dobrze, stąd też wiem, jak i gdzie na nim zaatakować. W jednym biegu jechałem chwilę za rywalami, bo choć sam moment startowy nie był zły, to nie przypilnowałem krawężnika i wjechał tam Krzysiu Buczkowski. Miałem jednak swój plan na jazdę na dystansie, który zrealizowałem w stu procentach.

 

Co się dzieje z pańskim bratem Artiomem? Na razie, delikatnie mówiąc, nie błyszczy. W Grudziądzu mają prawo być zawiedzeni...
Grigorij ŁAGUTA: - Zgadza się. Coś jest nie tak. Dużo o tym rozmawiamy, bo mnie również zależy na tym, żeby Artiom jechał dobrze. W zeszłym roku był świetny, wygrywał starty. W tym sezonie tego elementu brakuje, wyjścia spod taśmy już tak nie wychodzą. W dzisiejszym żużlu, po przegranym starcie, musisz być idealnie spasowany, żeby cokolwiek zrobić na trasie. Jemu tego brakuje. Szuka rozwiązania w silnikach, zobaczymy, jaki będzie tego efekt.

 

Chcieliśmy wrócić do pierwszego meczu w Zielonej Górze, bo tam pan chyba pomylił okrążenia i drużyna straciła punkt w trzynastym biegu.
Grigorij ŁAGUTA: - Tak było. Myślałem, że to koniec wyścigu. Popatrzyłem zresztą na kolegę z drużyny Damiana Balińskiego i wydawało mi się, że on też zamknął gaz. Potem jednak okazało się, że jest jeszcze jedno okrążenie. Byłem zły na siebie jak diabli, ale takie sytuacje czasami się zdarzają. Nie chcę się tłumaczyć fatalnymi warunkami torowymi czy zachlapanymi goglami, ale to też miało wpływ na to co wtedy zrobiłem.

 

A co pan sobie pomyślał, jak Dudek, korzystając z pańskiego gapiostwa, pojechał po punkt? Były jakieś rosyjskie przekleństwa?
Grigorij ŁAGUTA: - Polskie są lepsze, ale ja wtedy nie przeklinałem. Raczej śmiałem się ze swojej pomyłki. Patryk Dudek zapytał mnie wówczas, czy jakiś defekt miałem. Odpowiedziałem mu, że nie potrafię liczyć do czterech.

 

Początek sezonu jest dla ROW-u obiecujący. Niska przegrana w Zielonej Górze, teraz zwycięstwo z Grudziądzem.
Grigorij ŁAGUTA: - W Zielonej Górze mogliśmy nawet wygrać, choć wielu kibiców stawiało, że tam przegramy bardzo wysoko. Zdaję sobie sprawę z tego, że pogoda troszkę pokrzyżowała zielonogórzanom szyki i teoretycznie mieliśmy łatwiej, ale najważniejsze, że nie przynieśliśmy wstydu. Inna sprawa, że taka mała przegrana z jednej strony daje satysfakcję, a z drugiej człowiek żałuje, że nie udało się zdobyć czegoś więcej. Co do wygranej w meczu z GKM-em, uważam że możemy jeszcze lepiej jechać u siebie. Ważne, byśmy stanowili monolit.


Z tej samej kategorii