Kłopot bogactwa? Jak pogodzić „Gonzo” z „Zahorem”?

Tomasz Zahorski
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Marketingowo ten transfer wygląda znakomicie: oto na Bukową przychodzi były reprezentant kraju, uczestnik finałów Euro 2008, mający na koncie blisko półtorej setki występów w ekstraklasie i triumf w Pucharze Polski.

„Na końcu - a de facto: na początku, bo przecież to wynik przyciąga widzów na trybuny - jest jednak zawsze boisko” - zwykli powtarzać ci, którzy na futbolu (i fizycznie - na murawie) zęby zjedli. Pomysł zakontraktowania Tomasza Zahorskiego będzie więc można ocenić dopiero po jego pierwszych ligowych występach. A tak naprawdę - po całej rundzie.

 

Wielka niewiadoma

- Przy całym szacunku dla niego: wraca do polskiej piłki „z niebytu”, bo jak inaczej nazwać trzeci poziom rozgrywkowy w Stanach Zjednoczonych? - zastanawia się były trener „GieKSy”, Rafał Górak. A przecież dorobek napastnika w roku 2015 na tymże poziomie też nie jest przesadnie imponujący: 17 gier, 3 gole - w tym jeden strzelony rezerwom FC Toronto. I jeszcze ponadpięciomiesięczna przerwa w grze o punkty (ostatni mecz w United Soccer League drużyna Charlotte Independence rozegrała 20 września)... - Myślę, że najbliższa runda poświęcona będzie na ponowne doprowadzenie Tomka do formy wymaganej na naszych boiskach - dodaje Górak.


Tym, którzy mogliby oburzyć się z powodu niedocenienia talentu „Zahora” warto jednak przypomnieć, że on sam... chyba podobnie postrzega kolejne miesiące. Kontrakt obowiązujący do końca czerwca nazwał przecież „uczciwą umową”. - Klauzula o jego przedłużeniu wejdzie w życie, jeśli zagram odpowiednią liczbę spotkań. Na razie czeka mnie zaś trochę indywidualnego nadrabiania tego, co drużyna wypracowała na pierwszym zgrupowaniu - mówił Tomasz Zahorski już po związaniu się z GKS-em. A więc i dla niego powrót na ojczyste boiska to wielka niewiadoma...

 

To uniwersalny zawodnik, ale...

Równie dużą zagadką (choć jej rozwiązanie - z powodu kontuzji zawodnika - zapewne zostanie odłożone w czasie...) jest rola, jaka zostanie Zahorskiemu przypisana w zespole i na boisku. - Jak daleko sięgam pamięcią, a moją uwagę zwrócił w Górniku Łęczna (wiosna 2007 - dop. red.), zawsze grywał wyłącznie „na szpicy” - wspomina kolejny z byłych opiekunów katowiczan, Kazimierz Moskal. Sęk w tym jednak, że - również za jego sprawą - od ponad dwóch lat pozycja „dziewiątki” jest przy Bukowej mocno obsadzona i raczej niepodważalna.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii