Maciej Kot: Stać mnie na więcej

Maciej Kot
 fot. RAFAL RUSEK  /  źródło: Pressfocus
07-03-2016 | 23:01

Autor: Dawid Bożek

W żadnym konkursie tego sezonu nie pokazałem tego, co potrafię. Mam nadzieję, że moje rezerwy są jeszcze głębokie - mówi polski skoczek.

DAWID BOŻEK: Nie udało się rozegrać całego weekendu w Wiśle. Musieliście być źli, bo czekaliście z niecierpliwością na polskie zawody.

MACIEJ KOT: Bardzo tego żałujemy, choć w sobotę nie było szans, aby konkurs się odbył. Każdy z nas był gotów do rywalizacji. Jak można nie chcieć skakać przed taką publicznością? Szkoda akurat, że wypadło to w Polsce. Mniej żałowalibyśmy, gdyby odwołano zawody za granicą.

 

W piątkowym konkursie był pan 19. Jak ocenia pan swój występ?

MACIEJ KOT: Mam mieszane uczucia... To były niezłe zawody, ale spodziewałem się troszkę lepszych wyników. Pod względem organizacji, atmosfery, ilości widzów na trybunach, ten weekend trzeba natomiast zaliczyć do udanych. Możemy być dumni z naszych kibiców. Nie mamy się czego wstydzić. Wisła zasługuje, by mieć osobny weekend w kalendarzu Pucharu Świata.

 

Zawody w Wiśle poprzedzała rywalizacja w Kazachstanie. Byliście mocno zmęczeni po powrocie do kraju?

MACIEJ KOT: Nie było wiele czasu na odpoczynek. W poniedziałek wieczorem wróciliśmy do domu. Następne dwa dni to na przemian treningi i regeneracja. Zmęczenie nie jest jednak żadnym wytłumaczeniem. W Ałmatach startowała prawie cała czołówka Pucharu Świata i była w stanie dobrze skakać.

 

Wielu uważa, że ten sezon dla polskich skoczków jest stracony. Pan zresztą sam użył tego stwierdzenia w jednym z wywiadów... Ale niektórzy z was mają najlepszy okres w karierze. Pan zaś skacze lepiej niż zeszłej zimy.

MACIEJ KOT: Rzeczywiście, w tym sezonie było kilka pozytywnych akcentów. Andrzej Stękała, Stefan Hula, Kuba Wolny czy Bartłomiej Kłusek skaczą naprawdę dobrze. Jeśli chodzi o mnie, zrobiłem w porównaniu z zeszłym rokiem krok do przodu, ale stać mnie na dużo więcej. Bywały lepsze sezony. Ten nazwałbym takim przejściowym, który może dać coś dobrego w przyszłości.

 

Zawodnicy, których pan wymienia, to skoczkowie kadry B. Pan wraz z Dawidem Kubackim zostaliście zresztą w zeszłym roku tam „zesłani”. Chyba wyszło wam to na dobre.

MACIEJ KOT: Często jest tak, że potrzeba jakiegoś nowego impulsu. Być może po tylu latach pracy z jednym sztabem szkoleniowym potrzeba było odświeżenia, innego spojrzenia na wszystko, zmiany otoczenia. To czasem pomaga. W wypadku Dawida Kubackiego czy moim zaczęło to funkcjonować. Myślę, że cała grupa fajnie działa. Jest dobra atmosfera, dobrze się rozumiemy i staramy się nawzajem motywować. Działa to bardzo dobrze.

 

Rozumiem, że Maciej Kot ma jeszcze jakieś rezerwy.

MACIEJ KOT: W tym sezonie jeszcze w żadnym konkursie nie pokazałem na co mnie stać. Po każdych zawodach znajduję coś, co mogłem zrobić lepiej. Mam nadzieje, że moje rezerwy są jeszcze głębokie i uda się coś z nich wyciągnąć.

 

Do końca sezonu już dwa tygodnie...

MACIEJ KOT: Teraz jadę z kadrą do Titisee-Neustadt, później - mam nadzieję - do Planicy. W ostatnim konkursie sezonu skacze najlepsza trzydziestka. Obecnie jestem 32. i trochę punktów mi brakuje (Kot ma 129 pkt, a 30. w PŚ Dawid Kubacki - 163, przyp. red.). Chciałbym się do niej załapać. Myślę, że wtedy będzie można mówić o udanym zakończeniu sezonu.

 

Ogłoszenie decyzji przez Łukasza Kruczka o jego rezygnacji z prowadzenia kadry oczyściła atmosferę w grupie?

MACIEJ KOT: Tak i nic się pod tym względem nie zmieniło. Chcemy dokończyć ten sezon, walczyć jak najmocniej w konkursach, które przed nami.

 

Myśli pan o tym, co się stanie po zakończeniu sezonu?

MACIEJ KOT: Nie.

 

To może spodziewa się pan kogoś w roli nowego trenera reprezentacji?

MACIEJ KOT: Nikogo. Obecnie jest głucha cisza. Żadne sygnały do nas nie dochodzą.