Biało-czerwoni udowadniają, że niemożliwe nie istnieje

Kamil Stoch i Piotr Żyła
 fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl
08-01-2017 | 22:21

Autor: Dawid Bożek

Szesnaście lat temu Polacy pokochali skoki narciarskie dzięki jednemu, niepozornemu chłopakowi z Wisły. Dziś skoczkowie narciarscy ponownie przeżywają wielkie chwile. Nie za sprawą jednego człowieka, a całej drużyny dowodzonej przez pewnego Austriaka, który czego się nie dotknie, zamienia w złoto.

To był turniej nieprzewidywalny, pełen dramaturgii, wzlotów i upadków jego głównych bohaterów. Kto przypuszczał, że będącego w gazie Stefana Krafta z walki o końcowy triumf wyeliminuje choroba? Kto był przekonany, że skaczący z kontuzjowaną kostką Daniel-Andre Tande do końca będzie zagrażał Stochowi? W końcu, kto był spokojny o to, że Kamil Stoch po upadku w Innsbrucku będzie jeszcze silniejszy, a obok niego na podium całego konkursu stanie jego kolega z kadry?


Dwa lata temu podczas mistrzostw świata w Falun na drzwiach do szatni biało-czerwonych widniał napis: „Normalnie wystarczy”. Gdyby dziś trzeba było wymyślić jakieś motto ekipy Stefana Horngachera, być może najbardziej odpowiednim byłby hasło: „Niemożliwe nie istnieje”. Polscy skoczkowie przez dziewięć miesięcy pracy z Austriakiem przełamywali kolejne bariery. Po ostatniej, ciężkiej zimie powoli odbudowywali swoją pozycję. A przecież jeszcze nie tak dawno Kamil Stoch był cieniem dawnego mistrza, Piotr Żyła kompletnie się pogubił, a Maciej Kot miał poczucie, że jego kariera nie podąża w takim kierunku, w jakim powinna.


Horngacher na każdy problem znalazł właściwą receptę. Kot w cuglach wygrał Letnie Grand Prix, a niedawno po raz pierwszy stanął na pucharowym podium, Żyła przeżywa jeden ze swoich najlepszych okresów w karierze, a Kamil Stoch po zwycięstwie w Turnieju Czterech Skoczni zapewnił sobie w światowych skokach status legendy. Nie zapominajmy również o Dawidzie Kubackim i Stefanie Huli, którzy jeszcze nigdy nie skakali tak dobrze.


- Stefan przyniósł zmiany. W przygotowaniu motorycznym, w kontakcie między skoczkami. Postawił chłopakom trudne warunki, kontrolował każdy trening. Cała masa niuansów podniosła i scaliła zespół. Panowie się wspierają, a wcześniej tak nie było. Był potencjał, ale też podziały. Stefan ten potencjał wykorzystał. Kogoś takiego właśnie potrzebowaliśmy - chwali Horngachera prezes PZN, Apoloniusz Tajner.

 

Polacy znów są razem. - W ostatnim czasie nie było dobrej atmosfery. Teraz jest znakomita. W takich warunkach dużo łatwiej odnosi się sukcesy - zwraca uwagę Piotr Żyła.


Okazało się także, że Austriak to znakomity organizator. Wokół siebie stworzył zespół zaufanych sobie ludzi, prawdziwych fachowców w swojej dziedzinie. Większość z nich pracowała jeszcze w sztabie Łukasza Kruczka. Do dziś Stoch jest ogromnie wdzięczny dwóm osobom: dr Aleksandrowi Winiarskiemu i fizjoterapeucie Łukaszowi Gębali, którzy po upadku w Innsbrucku postawili go na nogi. A oprócz nich asystenci, specjaliści od sprzętu i serwismeni. Każdy z nich ma ważną robotę do wykonania.


Dość znamienne było jednak to, że triumfator Turnieju Czterech Skoczni po konkursie w Bischofshofen nie zapomniał o jednej postaci - byłym trenerze reprezentacji, z którym Kamil Stoch znalazł się na sportowym Olimpie. - Z Łukaszem Kruczkiem wykonaliśmy kawał dobrej pracy, która ukształtowała mnie jako sportowca i człowieka - podkreślał 29-latek. Być może gdyby nie Kruczek, Kamil nie byłby tam, gdzie obecnie jest.

 

Kiedy 6 stycznia 2001 roku Adam Małysz triumfował w Turnieju Czterech Skoczni, przez myśl mu nie przeszło, że 16 lat później o reprezentacji Polski będzie się mówić: „dominatorzy”. - Teraz już wszyscy będą się nas bać. Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, to teraz zostały rozwiane. Mamy najlepszą drużynę na świecie - przyznał dyrektor-koordynator w PZN.


A kadrowicze są przekonani, że to jeszcze nie koniec. - Mam nadzieję, że zyskaliśmy szacunek. A chcemy być jeszcze lepsi. Widać, że nastraszyliśmy rywali, bo pojawiły się u nich nerwowe ruchy i chyba nie do końca wiedzą, co robić. Zaczęli się koncentrować na nas, a nie na sobie - mówi Maciej Kot.


Polacy, na szczęście, nie patrzą na innych. Horngacher nauczył ich, że droga do sukcesu czasem jest długa i wyboista, ale ważne jest to, by po prostu robić swoje. - Przed nami kolejne konkursy Pucharu Świata i to co najważniejsze – mistrzostwa globu. Musimy wrócić na ziemię i twardo po niej stąpać - podkreśla trener kadry. Znając naszych zawodników, bujanie w obłokach w najbliższych tygodniach na pewno im nie grozi.

Z tej samej kategorii