Kamil Stoch: Ktokolwiek obejmie kadrę, na pewno wniesie coś nowego

PUCHAR SWIATA W KLINGENTHAL
 /  fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Stefan Horngacher to profesjonalista. Potrafi w zawodniku wzbudzić zaufanie i szacunek - mówi podwójny mistrz olimpijski.

Co pan czuje po zakończonym właśnie sezonie? Smutek? Gorycz?

KAMIL STOCH: Wszystkiego po trochu. Było mnóstwo emocji. Trochę pozytywnych, więcej negatywnych. Z jednej strony żałuję, że sezon się kończy, bo widzę światełko w tunelu. I wierzę, że wkrótce wszystko będzie funkcjonowało tak, jak powinno. Z drugiej strony... Dobrze, że to już koniec. Będzie czas na analizę i pracę nad dobrymi skokami.

 

Wokół wszyscy mówią o kryzysie naszych skoków.

KAMIL STOCH: Każdy ma własną ocenę tego sezonu. Nie było w nim imprezy docelowej, chyba że mówimy o mistrzostwach świata w lotach, Pucharze Świata czy Turnieju Czterech Skoczni. Nie uważam jednak, że ten sezon był tragiczny. Miałem słabszy okres, nastąpiło załamanie formy, a jednak skończyłem Puchar Świata na 22. miejscu. W niektórych konkursach walczyłem przecież o czołowe miejsca. Zauważmy też, że dla niektórych zawodników miniony sezon był najlepszy w ich karierze. Stefan, Dawid czy Maciek mieli bardzo dobrą końcówkę zimy. Z dobrej strony pokazał się też Andrzej Stękała. Choć to junior, pokazał, że ma bardzo duży potencjał.

 

Nie były to więc cztery miesiące męczarni?

KAMIL STOCH: Raczej cztery miesiące pracy i walki.

 

Podobno dotknął pana poważny kryzys już w trakcie sezonu letniego. Czy miał duży wpływ na pańską dyspozycję w zimowych zawodach?

KAMIL STOCH: Być może tak. Pewnie wtedy doszukalibyśmy się błędów czy elementów, które można było zrobić inaczej i lepiej. Lato było okresem, w którym bardzo długo pracowałem nad pewnymi elementami. Najmocniej nad pozycją najazdową, z którą miałem problemy przez kilka miesięcy. Może mogłem odpuścić i zająć się czymś innym, a później wrócić do tych trening? Zawsze po mniej udanym sezonie pojawiają się takie pytania i wątpliwości. To nauka, która pewnie zaprocentuje w przyszłości.

 

Łukasz Kruczek kończy przygodę z reprezentacją. Kończy się pewna epoka.

KAMIL STOCH: Łukasz nie był jedyną osobą, która miała wpływ na rozwój mojej kariery czy sportowego życia. Byli też inni trenerzy, cały sztab szkoleniowców, którzy również ciężko pracowali. Łukasz tym wszystkim zarządzał. To była piękna przygoda, która właśnie dobiega końca. Teraz każdy z nas rozpocznie osobną podróż. Łukasz pójdzie w swoją stronę, my w swoją.

 

Jego odejście było naturalną koleją rzeczy?

KAMIL STOCH: Oczywiście, nie róbmy z tego sensacji. Zresztą Łukasz podszedł do mnie i sam mi powiedział, że potrzebuje zmiany. Chce odpocząć, popatrzeć na wszystko z dystansem. Absolutnie go rozumiem. Jego decyzja nie była pochopna. Przemyślał ją, więc tym bardziej nie chciałem jej podważać.

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii