„Chciałem napisać książkę. I parę pomników by runęło...”

40 lat temu w Berlinie w odstępie 92 sekund dwaj Polacy ustanowili rekord świata w podnoszeniu ciężarów. W rocznicę tego wydarzenia odwiedziliśmy jednego z bohaterów tych wydarzeń.

W „lamusowych” wspomnieniach wracaliśmy już do kwietniowych wydarzeń sprzed 40 lat i meczu hokejowego w Katowicach, który w naszym kraju obrósł legendą: jedynego w historii zwycięstwa polskiej reprezentacji nad „Sborną”.

 

Kilkanaście godzin wcześniej - i kilkaset kilometrów na zachód - w pierwszej dekadzie kwietnia 1976 roku miało miejsce jeszcze jedno znaczące dla polskiego - i nie tylko - sportu wydarzenie. W Berlinie Zbigniew Kaczmarek - tarnogórzanin z urodzenia, siemianowiczanin z zamieszkania - po raz pierwszy w karierze sięgnął po mistrzostwo Europy, zresztą mając za plecami innego Polaka, nieżyjącego już Jana Łostowskiego.

 

Obaj biało-czerwoni w odstępie... 92 sekund - jak donosił w „Sporcie” prosto z berlińskiego pomostu nieodżałowany redaktor Grzegorz Stański - ustanowili dwa rekordy świata! Ale to wynik Kaczmarka pozostał w światowych tabelach - bo to on był tym drugim, który wynik młodszego kolegi śrubował. Generalnie ów rok w życiu Kaczmarka był wyjątkowy. I... przeklęty, o czym jednak w kwietniu jeszcze nie wiedział.

 

Powstaniec i emigrant

Życie wielokrotnie bywa mocno przekorne... Zbigniew Kaczmarek już od 35 lat mieszka w Niemczech. W Kassel, w Wolfsburgu, w Hanowerze - parę razy przenosił się z miasta do miasta; za pracą, ale przede wszystkim - za możliwością przedłużenia swej kariery. Wyjeżdżał z kraju w wieku 35 lat, ale aktywny był jeszcze na niemieckich pomostach przez kolejną dekadę.

 

A kiedy po zjednoczeniu wschodnich i zachodnich landów otworzyła się również polsko-niemiecka granica, był jeszcze wsparciem dla całej masy swych młodszych „kolegów po fachu” znad Wisły, którzy z paszportami w ręku ruszyli na Zachód w poszukiwaniu „dojczmarek” za starty w Bundeslidze i za trenerską wiedzę. - Wielu z nich pomieszkiwało u mnie krócej bądź dłużej; żywiłem ich, załatwiałem kontakty - wspomina rekordzista świata, który w tym roku (21 lipca) obchodzić będzie 70. urodziny.


A ta wspomniana życiowa przekora? Cóż, ujawnia się przynajmniej w dwóch aspektach. Raz - że kiedy w owym 1981 roku, po trzecich w życiu igrzyskach, a na kilka miesięcy przed wprowadzeniem w Polsce rządów wojskowej junty wybrał z rodziną emigrację, środowisko - którego przedstawicielom w latach 90. pomagał - skazało go na zapomnienie.


I aspekt drugi - w rodzinnych Tarnowskich Górach jest dziś ulica Augustyna Kaczmarka. To dziadek bohatera tej opowieści, powstaniec śląski, którego z owego okresu kojarzył doskonale sam Jerzy Ziętek - o czym niejednokrotnie pana Zbigniewa podczas spotkań w Urzędzie Wojewódzkim informował.

Komentarze (87)

Napisz komentarz
No photo
No photo~HenrykUżytkownik anonimowy
~Henryk :
No photo~HenrykUżytkownik anonimowy
Milo slyszec o Zbyszku.
Nieraz myslalem o nim jak mu sie zyje co porabia i jak zdrowko.
Gornik Siemianowice to byl moj klub i nieraz spotykalem sie ze Zbyszkiem.
Trenowalem i podnosilem ciezary jako junior w drugiej druzynie Gornika.
To byl wspanialy klub, wiele pomostow i nie bylo nigdy problemu z treningiem.
Wspaniali trenerzy Skrzypiec i Richter.
Szkoda ze zniknal ze sceny i niewiem dlaczego bo wyjechalem do USA bardzo dawno temu.
Ogladalem film ze Smalcerzem ktory jest trenerem kadry USA.
Ciesze sie ze jest cos na temat mojego zyciowego sportu.

Dzieki za artykul
4 maja 16 17:28 | ocena:100%
Liczba głosów:23
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~TadeuszUżytkownik anonimowy
~Tadeusz
No photo~TadeuszUżytkownik anonimowy
do ~Maniuś:
No photo~ManiuśUżytkownik anonimowy
4 maja 16 10:40 użytkownik ~Maniuś napisał
Czyżby ? ......a koneksje pana Waldemara, czemu akurat wykryto "gopng" gdy pokonał go Kaczmarek, czyżby zbieg okoliczności ?
Baszanowski był najwybitniejszym polskim sztangistą, pięciokrotnym mistrzem świata i sześciokrotnym mistrzem Europy. Łącznie na podium tych imprez stanął 19-krotnie. Złote medale olimpijskie zdobył w Tokio (1964) i Meksyku (1968). Rekordy świata poprawiał 24 razy, a kraju – 61.
Pismo ”World Weightlifting” w 1997 roku uznało go za trzeciego najlepszego sztangistę wszech czasów, za Turkiem Naimem Suleymanoglu oraz Węgrem Imre Foeldim.
Urodził się 15 sierpnia 1935 roku w Grudziądzu. Przez 15 lat kariery sportowej był wierny barwom AZS AWF Warszawa, uczelni, której był absolwentem i pracownikiem naukowym (Instytutu Naukowego Kultury Fizycznej). Startował w czterech igrzyskach (1960-1972), a na trzech był chorążym polskiej reprezentacji podczas ceremonii otwarcia – w Tokio, Meksyku i Monachium. Po tych ostatnich igrzyskach zakończył karierę sportową.
4 maja 16 12:02 | ocena:98%
Liczba głosów:178
98%
2%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~zniesmaczonyUżytkownik anonimowy
~zniesmaczony
No photo~zniesmaczonyUżytkownik anonimowy
do ~jabba:
No photo~jabbaUżytkownik anonimowy
4 maja 16 17:12 użytkownik ~jabba napisał
niemiecko-żydowska strategia, pozbawić Polaków bohaterów, etosu, historii. Dla hartmana to nie warte wspominania 'legendy'. Ciekawe kto inspiruje takie artykuły?
Nie mieszałbym w to polityki, ot jakaś ostatnia próba zaistnienia , rozliczenia się z historią. Szkoda tylko,że wciągnęli w to uczciwe i pracowite osoby. Przypominam ,że do końca swoich dni Pan Baszanowski walczył z dopingiem , że był przez dwie kadencje prezydentem Europejskiej Federacji Podnoszenia Cieżarów , no i przyjaźnił się z Panem Zielińskim wspierając go w cieżkiej chorobie.
Obaj Panowie zajmują poczytne miejsce w Centrum Olimpijskim...
Ten wywiad czy artykuł jest po prostu niesmaczny , i nie jestem pewien czy w ogóle należy to dalej komentować.
Nie jestem także pewny czy Panowie dziennikarze , wymieniając te nazwiska , zgłębili na pewno życiorysy obu tych postaci , z resztą innych wymienionych też.
4 maja 16 17:26 | ocena:94%
Liczba głosów:53
94%
6%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii