Joanna Łochowska: Niech mnie ktoś uszczypnie!

Joanna Łochowska
 fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Miałam się cieszyć dźwiganiem, zaliczać podejścia, a że stanęłam na podium, tym większa moja radość - mówi trzecia zawodniczka Europy w kategorii 58 kg.

MAREK HAJKOWSKI: Serdeczne gratulacje. Jest pani trzecią sztangistką mistrzostw Europy...

JOANNA ŁOCHOWSKA: … i chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Jestem bardzo zadowolona. Cieszę się niezmiernie i nie do kończ wierzę w to, co się stało. Niech mnie ktoś uszczypnie! Dałam z siebie wszystko i jestem z siebie bardzo dumna. Ten brązowy medal jest ukoronowaniem mojej długoletniej pracy. Walczyłam sama z sobą, wygrałam i to w tym wszystkim jest najpiękniejsze.


W rwaniu trochę nerwów było, ale potwierdziła pani mocną psychikę.
JOANNA ŁOCHOWSKA: Wiedziałam, że sztanga jest bardzo lekka. Nigdy w takiej dyspozycji się nie czułam. Podeszłam do niej w sposób mechaniczny, ale dopiero trzecie podejście do 90 kg zostało zaliczone. Nie wiem, co było nie tak w pierwszym. Może rzeczywiście sztanga zadrżała. Trudno mi teraz powiedzieć, ale widać sędziowie dopatrzyli się błędów. Trochę wybiło mnie to z rytmu i w drugim chciałam to wyrwać zdecydowanie i... zdecydowanie mi nie wyszło. W trzecim musiałam wyłączyć myślenie i zrobić swoje.


W podrzucie był już koncert.
JOANNA ŁOCHOWSKA: Nad jego poprawą bardzo dużo ostatnio pracowałam i to przyniosło efekty. Nie od dziś wiadomo, że tym bojem się wygrywa ja tym zawodami to udowodniłam sama przed sobą.


Po 112 kg trener Ireneusz Pepłowski zdarł gardło, a potem wziął panią na ręce niczym pannę młodą.
JOANNA ŁOCHOWSKA: Byłam tym zaskoczona, bo tak naprawdę nie wiedziałam, że po tym podejściu na pewno będę miała medal. Prawdę mówiąc nie myślałam o nim. Miałam się cieszyć dźwiganiem, zaliczać podejścia, a że stanęłam na podium, tym większa moja radość.


Komu dedykuje pani swój pierwszy medal w seniorskiej karierze?
JOANNA ŁOCHOWSKA: Rodzinie, która cały czas mnie wspiera i we mnie wierzy, bardzo przeżywa moje starty, dzielnie znosząc rozłąkę.


Myśli pani o igrzyskach w Rio?
JOANNA ŁOCHOWSKA: Na razie nie, bo nie mamy jeszcze kwalifikacji. Dopiero rozpoczęłyśmy walkę o nią. Szkoda mi Oli (Aleksandra Klejnowska-Krzywańska spaliła rwanie i nie została sklasyfikowana - przyp. red.), bo punktów, które mogła zdobyć być może będzie brakować... Mamy jednak mocny skład, więc mam nadzieję, że pozostałe dziewczyny, za które mocno trzymam kciuki, sobie poradzą i wywalczymy to upragnione miejsce na igrzyska.


Jeśli się uda, to jest pani główną kandydatką do startu w Brazylii.
JOANNA ŁOCHOWSKA: Nie myślę o tym. Żyję chwilą i cieszę się z medalu. To jest mój sukces.

Z tej samej kategorii