Rodzina sztangą silna

Mikołaj Kowalik Katarzyna Kowalik Igor Kowalik
 fot. Archiwum Kowalików  /  źródło: SPORT

Na mistrzostwach Polski w Knurowie cała rodzina Kowalików dźwigała ciężary. Do domu w Tarnowskich Górach przyjechała z trzema medalami, złotymi Mikołaja i Igora oraz brązowym Katarzyny.

Kowalik to doskonale znane nazwisko w sportach siłowych. Mikołaj Kowalik z wykształcenia jest fizjoterapeutą z blisko 14-letnim stażem w służbie zdrowia. Przez lata pracował również jako specjalista ds. odnowy biologicznej w KKS Śląsk Tarnowskie Góry, czyli w bardzo mocnej w przeszłości sekcji podnoszenia ciężarów. Nie ograniczał się wtedy tylko do pomagania zawodnikom w regeneracji, ale także trenował trójbój siłowy. - Miałem okazję ćwiczyć oraz pomagać medaliście olimpijskiemu i mistrzowi świata w podnoszeniu ciężarów Andrzejowi Cofalikowi - wspomina. Sztangista zdobył brązowy medal na igrzyskach olimpijskich w 1996 roku, a rok później wygrał mistrzostwa świata. „Kola”, bo taki pseudonim nosi Mikołaj Kowalik, ćwiczył trójbój, ale skupił się na wyciskaniu sztangi leżąc na ławce. Od początku miał predyspozycje do sportów siłowych. Jako junior trenował koszykówkę w Stali Bobrek Bytom. W zespole był wtedy między innymi Mariusz Bacik, który święcił później triumfy w bytomskiej drużynie oraz grał w reprezentacji narodowej. Kowalik ustępował mu koszykarsko, ale w dźwiganiu ciężarów zdecydowanie przodował.

 

Wszystko przez koszulki mocy

Pierwszy Puchar Polski w wyciskaniu sztangi odbył się w 1996 roku w Chorzowie. Startował w nich młodszy brat Mikołaja, Tomasz. - Braliśmy udział w początkach tej dyscypliny w kraju. Tomek zapowiadał się na dobrego zawodnika, ale niestety zginął w wieku 20 lat w wypadku samochodowym - mówi ze smutkiem Mikołaj Kowalik, który w 1996 roku w Pułtusku został wicemistrzem Polski w wyciskaniu leżąc. Nieoczekiwanie dwa lata później zawiesił karierę. - Gdy w 1996 roku zdobyłem wicemistrzostwo kraju, miałem ogromną satysfakcję, bo radziłem sobie nawet z zawodnikami, którzy startowali w specjalnych koszulkach i dzięki nim mogli dźwigać o 30 procent więcej! Ja nigdy nie nakładałem ich, bo to nie mieści się w mojej filozofii sportu. Jeśli biorę udział w rywalizacji chcę mieć świadomość swojej realnej siły, bez pomocy jakiegoś sprzętu - podkreśla.
Niektórzy nazywają wspomniany trykot koszulkami mocy. To specjalna obcisła koszulka zrobiona ze sztucznego tworzywa. Zawodnik sam jej nie założy, potrzebuje do tego pomocy jednej lub dwóch osób. Trykot ma specjalne nici, które są sprężyste i bardzo wytrzymałe. Gdy już atleta ma ją na sobie, nie może opuścić rąk wzdłuż tułowia, ma usztywnione ramiona. - Przypomina to trochę zombie - uśmiecha się Kowalik. Górna część koszulki pod wpływem ciężaru odgina się i pomaga wypchnąć sztangę. Ile kilogramów więcej można uzyskać mając na sobie koszulkę mocy? - W niektórych przypadkach nawet 50-60! Średnio około 40-50. Rekordzista Polski i świata Jan Wegiera na jednych zawodach w klasyku wycisnął 220 kg, a dwa tygodnie później w koszulce już 305 kg – tłumaczy Kowalik, którego wątpliwości dotyczące tego sprzętu podzielał także przez pewien okres Polski Związek Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego. Działacze wysłali nawet do światowych władz wniosek dotyczący wydania zakazu startowania w takich koszulkach. Odpowiedz była odmowna, bo na całym świecie rywalizuje się w tym rynsztunku, poza tym producenci specjalnych trykotów sponsorują zawody.


Obecnie rywalizacja w wyciskaniu na ławeczce toczy się w stylu klasycznym (RAW), jak i w specjalnych koszulkach (EQ). Gdy w 1998 roku Kowalik wystartował w swoich ostatnich zawodach, zajął 3. miejsce w mistrzostwach Śląska. - Urodził mi się syn, miałem przed sobą już nowe wyzwania. W Dąbrowie Górniczej byłem niby tylko trzeci, ale walczyłem z wieloma zawodnikami w koszulkach. Dwójka, która mnie wyprzedziła, oczywiście korzystała z nich - dodaje.

 

Tata, mama i syn

Osiemnaście lat później w mistrzostwach Polski w wyciskaniu sztangi leżąc w stylu klasycznym w Knurowie wystartowała cała rodzina Kowalików! W październikowych zawodach Mikołaj wśród weteranów do 93 kg był najlepszy i obronił tytuł mistrza Polski sprzed roku, jego żona Katarzyna w rywalizacji weteranek kategorii open zdobyła brązowy medal. Ich syn 18-letni Igor w kategorii juniorów w wadze do 120 kg zdobył swój pierwszy tytuł mistrzowski. - To były dla nas wyjątkowe, rodzinne zawody. Igor zadebiutował miesiąc wcześniej, gdzie podczas ogólnopolskiego turnieju uplasował się na trzeciej pozycji - cieszy się głowa rodu Kowalików. On oraz jego żona od kilku lat są trenerami personalnymi, pracują obecnie w klubie fitness „Strefa Ruchu” w Tarnowskich Górach.

 

Jonak i metamorfozy

Kowalik na swojej stronie internetowej zamieszcza między innymi zdjęcia osób, którym pomógł w zrzuceniu wagi. Jak pozbyć się niepotrzebnych kilogramów, sprawdził... na sobie. - Pod koniec lat 90. w pewnym okresie przy wzroście 184 cm ważyłem blisko 130 kilogramów! Zacząłem zrzucać zbędny balast, pozbyłem się prawie 40 kilogramów i czułem się o wiele lepiej. Później już jako trener pomagałem i wciąż pomagam w tym innym osobom. Aby zrzucić tkankę tłuszczową nie wystarczą same treningi, trzeba przede wszystkim zmienić swoje podejście do nawyków żywieniowych - ocenia.
O tym, że zna się na tym co robi, świadczy jego współpraca z Damianem Jonakiem, niepokonanym na zawodowym ringu pięściarzem. Obaj w przeszłości pracowali jako... ochroniarze na dyskotekach. - Od wielu lat trenuję boks, ale Mikołaj pokazał mi trening siłowy od innej strony; jak wykonać dane ćwiczenie, aby jeszcze lepiej pracowały dane partie mięśni potrzebne w sportach walki - wyjaśnia Damian Jonak. „Kola” pomagał pięściarzowi w jego dwóch ostatnich walkach. Jonak mimo rozbratu z ringiem dalej aktywnie uczestniczy we wspólnych treningach z Mikołajem. Kowalik pojawił się także w popularnym programie „Metamorfozy”, który był emitowany na kanale TVN Style. W nim eksperci pomagali uczestnikom w poprawieniu fizycznej atrakcyjności. - Dwie panie trenowały na siłowni pod moim okiem. Pomagałem im pod kątem fizycznym, miały ustaloną dietę. W programie pomocą służyły im również panie kosmetolog i wizażystka - wspomina.

 

Zgrabna blondynka i ciężary

Wspomniany wcześniej syn państwa Kowalików ma 18 lat. Igor to potężny chłopak, ma 187 cm wzrostu i waży ponad 100 kilogramów. - Gdy w 2013 roku wróciłem do rywalizacji w wyciskaniu, Igor był ze mną na zawodach – mówi Mikołaj, który dwa lata temu został rekordzistą Polski weteranów (przedział wiekowy 40-49 lat, kategoria 105 kg) w klasycznym wyciskaniu leżąc. W zawodach, które odbyły się w Będzinie, wycisnął 185 kg. Czy jednak wyciskanie sztangi nie jest szkodliwe dla zdrowia? – W siłowni oraz w samym wyciskaniu jest wiele elementów zbliżonych do rehabilitacji ruchowej. Trening w pozycjach izolowanych, dbałość o prawidłową technikę ruchu z obciążeniem. Nacisk na prawidłową kolejność etapów - najpierw technika później ciężar. Zdrowe i prawidłowe podejście do treningów siłowych nie niesie za sobą ryzyka utraty zdrowia, o czym najlepiej świadczy trenowanie mojego syna – ocenia Mikołaj. Katarzyna Kowalik także specjalizuje się w ćwiczeniach siłowych. Zgrabna blondynka i ciężary? - Ciężary odpowiednio dawkowane są korzystne. Na siłowni można także ukształtować ładne ciało – przekonuje. - Wyciskanie dużych ciężarów? Jest to poprzedzone odpowiednimi treningami. Podobnie wygląda sytuacja z synem Igorem. Zresztą, gdy ćwiczymy razem, on mnie mobilizuje. Ślęczy nade mną i nie ma litości - dodaje z uśmiechem pani Kasia, która specjalizuje się w ćwiczeniach siłowych oraz prowadzi również zajęcia strechingu, jak i z kobietami w ciąży.

 

Rodzina Kowalików w przyszłym roku znowu zamierza wystartować w mistrzostwach Polski oraz powiększyć swoją kolekcję medalowa.

 

Z tej samej kategorii