Dźwigać każdy może

Pod opieką medalistów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, Europy i Polski uczestnicy zgrupowań BMZ Teamu przez kilka dni mogą się czuć jak członkowie kadry narodowej.

Bonk, Michalski, Zwarycz
 fot. Facebook  /  źródło: Facebook

Jesteśmy od tego, żeby pomagać - podkreślają zgodnie Bartłomiej Bonk, Arkadiusz Michalski i Krzysztof Zwarycz. Z początkiem minionego roku tercet utytułowanych sztangistów wpadł na pomysł zarejestrowania spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. - Nazywamy się BMZ Team. Skrót wziął się od naszych nazwisk. Nie pamiętam, kto go wymyślił, ale przyjmijmy, że litery zostały zestawione w porządku alfabetycznym i w tej konfiguracji najbardziej pasują - uśmiecha się Bonk, brązowy medalista olimpijski z Londynu w kategorii 105 kg.

 

Z duchem czasu
Mobilizacja do stworzenia czegoś nowego była ogromna. - Można powiedzieć, że poszliśmy z duchem czasu - dodaje Zwarycz, tegoroczny wicemistrz świata w kategorii 85 kg, mając na myśli powstające jak grzyby po deszczu siłownie, rojące się od chętnych do dbania o tężyznę fizyczną. Tego rodzaju instytucje zatrudniają instruktorów, trenerów personalnych, którzy udzielają wskazówek, jak należy ćwiczyć, jakie zakładać obciążenia, jakiego rodzaju wysiłku unikać, jaką dietę i suplementację stosować. - My postanowiliśmy pójść dalej i tym, którzy już mają jako takie pojęcie w tej kwestii, chcemy pomóc oraz nauczyć czegoś więcej. Mamy tu na myśli wprowadzenie w tajniki dwuboju olimpijskiego, czyli rwania i podrzutu - wyjaśnia Michalski, dwukrotny medalista mistrzostw Europy w kategorii 105 kg.

 

Powoli do celu
Pewnym ułatwieniem w powołaniu do życia BMZ Teamu był fakt, iż cała trójka reprezentuje klub Budowlani Opole, ale - znając upór i konsekwencję sztangistów - rozproszenie po kraju nie stanowiłoby wielkiego problemu w działalności. - Powoli się rozkręcamy, ale wachlarz naszych usług i tak jest już dość szeroki - podkreśla Michalski. Sporym zainteresowaniem cieszą się zwłaszcza treningi personalne. - Wygląda to tak, że zgłasza się do nas jeden czy drugi chętny i - po szczegółowym poznaniu jego parametrów oraz możliwości - układamy mu plan treningowy, który obejmuje pewien okres. Postępy są monitorowane na bieżąco. Korzystający z naszych porad przysyłają nam filmy, na których pokazują, jak ćwiczą, a my - w mniejszym lub większym stopniu - je korygujemy, chwaląc za to co robią prawidłowo i ganiąc za popełniane błędy - dodaje Arkadiusz.

 

Doświadczenie w cenie
Tworzenie planów treningowych i obserwacja postępów to zaledwie jeden z elementów projektu grupy BMZ. Jej członkowie wychodzą bowiem z założenia, że najkorzystniejsza jest praca na „żywym organizmie”. Wpadli więc na pomysł organizowania zgrupowań dla tych, którzy chcą lepiej poznać dwubój olimpijski. - Doświadczenie jest dziś w cenie, a my je mamy. Sumując wszystkie lata, jakie nasza trójka spędziła w salach treningowych, na obozach, zawodach i generalnie na ciężarowych pomostach, zebrałoby się ich 60. W tym tkwi nasza siła - zauważa 33-letni Bartłomiej Bonk, który jako jedyny z teamu zakończył już długą i pełną sukcesów karierę, choć oficjalnego pożegnania z pomostem nie miał. - Jestem najstarszy, więc jako pierwszy zaczynałem dźwigać. Ale dziś zdrowie już mi na to nie pozwala. Zdobyłem jednak dyplom trenera i nabytą wiedzą chcę się podzielić z innymi - mówi medalista mistrzostw świata i Europy.

 

Bez terminowej kolizji
Dobry nastrój go jednak nie opuszcza, bo stan zdrowia zupełnie nie przeszkadza w przekazywaniu wiedzy tym, którzy jej łakną. - Na filmikach doskonale widać, jakie błędy popełniają ćwiczący. Wiele z nich jest rażących i grozi kontuzjami. Wpadliśmy więc na pomysł, by zaprosić ich na zgrupowanie. Uznaliśmy, że kilka dni na sali treningowej może im dać znacznie więcej niż konsultacje telefoniczne czy mailowe - podkreśla Bartłomiej Bonk. BMZ Team ma za sobą dwa obozy. Pierwszy odbył się latem we Władysławowie, a drugi - krótko przed świętami Bożego Narodzenia - w Spale. Chętnych nie brakowało, bo któż by nie chciał uczyć się od najlepszych... - Ustalając terminy, musieliśmy wziąć pod uwagę fakt, że razem z Arkiem jesteśmy zawodnikami kadry narodowej. Zgrupowania te nie mogły więc kolidować z naszymi przygotowaniami do najważniejszych zawodów w sezonie, a były nimi mistrzostwa świata w Anaheim. Na szczęście wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik - podkreśla Krzysztof Zwarycz.

 

Dyscyplina musi być
Choć do udziału w zgrupowaniach członkowie grupy namawiają wszystkich chętnych - niezależnie od prezentowanego poziomu - biorą w nich udział głównie ci, którzy znają już zapach siłowni i sztanga nie jest im obca. Nie da się również ukryć, że cena za udział w obozie jest wygórowana. Za ten grudniowy wahała się od 1500 do 1800 złotych i uzależniona była od terminu wpłaty; im wcześniej się jej dokonało, tym była niższa. - Zdajemy sobie sprawę, że nie są to tanie rzeczy i nie wszystkich na nie stać - potwierdza Bartłomiej Bonk. - Owszem, moglibyśmy ustalić niższą stawkę i mieć więcej uczestników, ale przy przepełnionej sali zajęcia niejako mijałby się z celem. Mniejszą grupę znacznie łatwiej okiełznać. Gdy na pomoście trenuje jedna osoba, można jej poświęcić odpowiednio sporo czasu - wyjaśnia były reprezentant Polski, który sprawia wrażenie najbardziej wymagającego z całej trójki. O ile Michalski i Zwarycz traktują ćwiczących łagodnie, o tyle Bonk często podnosi głos, przykładając szczególną wagę do dyscypliny oraz porządku. - O której to się przychodzi na trening?! Poranne zajęcia zaczynamy o 10.30! - wita dwóch spóźnionych uczestników zgrupowania. Ci tylko spuszczają głowy i niemal natychmiast rozpoczynają rozgrzewkę. - A gdzie ty się wybierasz? Jak skończyłeś trening, to posprzątaj po sobie! - ruga innego, który po zakończonych ćwiczeniach rusza w kierunku wyjścia.

 

Gość z Monaco
Członkowie teamu wychodzą z założenia, że ciężary może dźwigać każdy, bez względu profesję. I taka też idea przyświeca ćwiczącym pod ich okiem. W 12-osobowej grupie trenujących w Spale był zarówno 18-letni uczeń liceum, 33-letni biznesmen, jak i 42-letni pracownik firmy transportowej. Nie mogło też zabraknąć trenerów personalnych, pragnących poszerzyć swoją wiedzę, by następnie przekazać ją swoim podopiecznym. - Jest z nami na przykład osobisty trener żony Kamila Glika, który przyjechał specjalnie z Monaco - chwali się Arkadiusz Michalski, odpowiedzialny za przygotowywanie planów treningowych. Gdy cała trójka przebywała na wspomnianych MŚ w Stanach Zjednoczonych, Arek siadał do laptopa i - po konsultacjach z Bartkiem oraz Krzyśkiem - szczegółowo rozpisywał to, co uczestnicy obozu realizowali przez 5 dni. - Do każdego podchodziliśmy indywidualnie i wszystko musiało być doprecyzowane, ze szczególnym uwzględnieniem rwania i podrzutu, bo taki był cel obozu. Sporo uwagi poświęciliśmy ćwiczeniom pomocniczym, takim jak prawidłowe wykonanie przysiadu czy podciąganie sztangi, by zapobiec kontuzjom - wyjaśnia 27-letni sztangista.

 

Zazdrosnych nie brakuje
Cena, jaką uczestnicy zgrupowania za niego zapłacili - poza dwoma treningami dziennie - obejmowała noclegi w komfortowych pokojach, pełne wyżywienie, odnowę biologiczną w postaci sauny i wanien z hydromasażem. - Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że po wysiłku regeneracja jest niezbędna - mówi Zwarycz, który sięgając po srebrny medal niedawnych mistrzostw świata udowodnił, że realizowanie planów treningowych BMZ Teamu przynosi efekty. - Eksponowanie działań naszej grupy nie wszystkim się jednak podoba - przyznaje ze smutkiem 27-latek. - Gdy całą trójką byliśmy w Stanach i wrzucaliśmy do sieci fotki oraz filmiki, to otrzymywaliśmy sygnały z PZPC, byśmy tego zaprzestali. To było dziwne zachowanie zwyczajnie zazdrosnych ludzi - uważa Krzysztof, ale nie ma zamiaru tych uwag brać na poważnie. Wychodząc z założenia, że reklama jest dźwignią handlu, po ostatnim podejściu w Anaheim krzyknął do kamery „BMZ”!

 

Medal na licytację
Tercet z Opola funkcjonuje jak dobrze naoliwiona maszyna i to nie tylko na sali treningowej. Bonk, Michalski i Zwarycz dobrze rozumieją się również poza nią. Jeden drugiego nakręca do działania. Z tego narodził się pomysł wzięcia udziału w akcji „Szlachetna paczka”. „Mały gest z naszej strony, ale pomoc dla rodziny w bardzo trudnej sytuacji bezcenna” - napisali na swoim profilu. Zwarycz chce pójść dalej - na jednym z balów charytatywnych planuje wystawić wywalczony w USA srebrny medal MŚ. Michalski te zawody zakończył na 5. miejscu. Już powiedział, że jest znacznie mądrzejszy i przyszłoroczne rozegra zupełnie inaczej, a dźwigający duet największe wsparcie będzie miał w Bonku, który wierzy, że jego partnerzy również są w stanie sięgnąć po olimpijskie krążki.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~fan podnoszenia ciężarówUżytkownik anonimowy
~fan podnoszenia ciężarów :
No photo~fan podnoszenia ciężarówUżytkownik anonimowy
BMZ Team - piękna inicjatywa wspaniałych facetów!!!
Sukcesów i dumy z podopiecznych.
2 sty 20:20
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii