Bartłomiej Bonk: Już myślę o igrzyskach

Bartłomiej Bonk
 fot. VANO SHLAMOV  /  źródło: AFP
27-12-2015 | 21:34

Autor: Marek Hajkowski

Startem w Rio pożegnam się z olimpijskim pomostem, ale to mnie nakręca. Wiem, że wkrótce znów będę mógł dźwigać naprawdę duże ciężary.

Marek HAJKOWSKI: Zamiast włączyć się w przygotowania do świąt, pan sobie leży i odpoczywa...
Bartłomiej BONK: To prawda, ale nic nie poradzę, że prawy staw biodrowy odmówił posłuszeństwa. Konieczna była operacja, bo to biodro dokuczało mi już w marcu. Zastanawiałem się nawet, czy jechać na kwietniowe mistrzostwa Europy do Tbilisi, ale skończył się okres wypłacania ministerialnego stypendium, więc musiałem o nie znowu powalczyć.

 

Mimo bólu?
Bartłomiej BONK: Dokładnie. W trakcie przygotowań przyjmowałem zastrzyki z czynnikiem wzrostu. Pomogło, ale na krótko. Efekt jednak był taki, że w Gruzji zdobyłem złoty medal, lecz ostatnio to biodro mocniej dało mi się we znaki, więc musiałem trafić na stół.

 

Wszystko z myślą o igrzyskach w Rio de Janeiro?
Bartłomiej BONK: Oczywiście. To będą dla mnie najważniejsze zawody w przyszłym roku. Liczę, że przygotowania do nich rozpocznę od lutego. Operacja, którą przeprowadził doktor Michał Drwięga trwała 3 godziny i przebiegła bardzo sprawnie. Byłem przytomny, a całość obserwowałem na ekranie monitora.

 

Co wymagało naprawy?
Bartłomiej BONK: Na szczęście nie było ubytku chrząstki stawowej. Taka obawa istniała, a to oznaczałoby znacznie dłuższą przerwę w treningach. Obrąbek stawu był jednak rozwalony na 2,5 centymetra, więc musiał zostać zszyty specjalnymi kotwiczkami. Zostały umieszczone w takim miejscu, że w niczym nie będą przeszkadzać, a za jakiś czas mają się ponoć nawet roztopić...


I co teraz?
Bartłomiej BONK: Przez najbliższe 3 tygodnie mam odpoczywać. Po tym okresie powoli zacznę się ruszać, a za jakieś 5 tygodni będę już mógł łapać za sztangę.

 

Najpierw jednak przejdzie pan rehabilitację.
Bartłomiej BONK: Tak. Na święta dostanę przepustkę i spędzę je z rodziną, ale zaraz po nich mam się stawić w Warszawie, gdzie w klinice Carolina Medical Center spędzę kolejny tydzień. Poza rehabilitowaniem biodra podadzą mi zastrzyki, które podleczą mój obolały już kręgosłup. Nowy Rok przywitam więc w szpitalu, ale nie mam zamiaru narzekać. Wiem bowiem, że wszystko podporządkowane zostanie nie tyle powrotowi do treningów, co komfortowi w budowaniu formy na igrzyska.