Zwarci i gotowi do walki. Biało-czerwoni rozpoczynają dziś walkę o medal mistrzostw Europy

MECZ POLSKA - SERBIA
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Wierzymy w zespół i wiemy na co nas stać. Jesteśmy gotowi - powiedział przed inauguracyjnym meczem z Serbią Ferdinando De Giorgi, trener biało-czerwonych.

Dzisiaj o godzinie 20.30 na Stadionie Narodowym w Warszawie zainaugurowane zostaną mistrzostwa Europy. Jak trzy lata temu podczas mistrzostw świata staną naprzecie siebie Polska i Serbia. Wtedy wygrali nasi siatkarze 3:0, a dwa tygodnie później biało-czerwoni zdobyli pierwszy po 40 latach złoty medal tej imprezy.

 

Powtórka wskazana
W naszej ekipie zdają sobie sprawę, że o powtórzenie tamtego wyniku będzie niezwykle trudno, co jednak nie jest niemożliwe. - Bardzo dobrze przepracowaliśmy ostatnie siedem tygodni. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Serbia to mocny zespół, a mecz będzie bardzo trudny, ale pracowaliśmy długo, wierzymy w nasz zespół i wiemy, na co nas stać - podkreślił Ferdinando De Giorgi, włoski szkoleniowiec reprezentacji Polski. - Czekamy na inaugurację długo i z niecierpliwością. Oczywiście padały pytania, czy nie będzie za zimno, ale przecież obie drużyny będą miały takie same warunki. Na pogodę nie mamy wpływu. U Serbów nie widzę potencjału większego niż u nas, mecz jest więc do wygrania, zwłaszcza z pomocą kibiców - wtórował mu Michał Kubiak, przyjmujący naszej kadry.  

 

Serbowie do tego starcia także podchodzą z optymizmem. - Musimy być przygotowani na 60 tys. kibiców, niską temperaturę i dużą przestrzeń. Mamy za sobą takie doświadczenia, wiemy jak grać na takich obiektach. Rywalizowaliśmy w Warszawie trzy lata temu, a w tym sezonie wystąpiliśmy w Final Six Ligi Światowej w Kurytybie, gdzie też mecze rozgrywane były na boisku piłkarskim - powiedział kapitan Serbów, Dragan Stanković.

 

Szybkie ozdrowienie
Ostatnie dni przed inauguracją mistrzostw w naszej ekipie były bardzo nerwowe. Wszystko przez kontuzję Mateusza Bieńka. Nasz środkowy podczas sobotniego treningu tak nieszczęśliwie wylądował na parkiecie, że skręcił nogę. Jego udział w Eurovolleyu stanął pod wielkim znakiem zapytania. Ostatecznie fizjoterapeutom udało się postawić go na nogi i Bieniek wspomoże kolegów w walce o mistrzostwo Starego Kontynentu.

 

- W mojej wieloletniej karierze zawodowej nie spotkałem się z przypadkiem tak szybkiego dochodzenia do sprawności, po tak poważnym urazie. Jak się okazuje, organizm człowieka, a szczególnie sportowca, pozostaje wielką zagadką - powiedział lekarz kadry, Jan Sokal.

 

- Bardzo dziękuję naszemu doktorowi i fizjoterapeutom Tomkowi Pieczce i Michałowi Roczkowi za to, że doprowadzili mnie do takiej dyspozycji, która pozwoli zagrać w mistrzostwach. Naprawdę to ich wielka zasługa - skomentował Bieniek.

 

Gdańscy rywale
Po warszawskiej inauguracji Polacy i Serbowie udadzą się do Gdańska. W kolejnych dniach w ErgoArenie zmierzą się z Finlandią i Estonią. Finowie w ME grają po raz szósty z rzędu, a 16. w historii, ale tylko raz, w 2007 r. znaleźli się w czołowej czwórce. W półfinale przegrali jednak z Hiszpanią 2:3, a o trzecie miejsce z Serbią 1:3. - To odległe czasy, a nie żyje się wspomnieniami – zauważył Tuomas Sammelvuo, fiński szkoleniowiec. - Liczy się tu i teraz. Zdajemy sobie sprawę do jakiej grupy trafiliśmy i nasi rywale są niezwykle wymagający. Polska i Serbia mają renomę i uznaną klasę, zaś Estończycy ostatnio poczynili postępy i będą równie groźni. Naszym atutem jest zespołowość i w tym widzę naszą siłę. Chcemy się pokazać z jak najlepszej strony, choć zdajemy sobie sprawę z ciężaru gatunkowego tej pierwszej potyczki - dodał.

 

Finowie tuż przed przylotem do Gdańska wygrali dwumecz ze Słowakami po 3:1. W pierwszej potyczce wystąpiła teoretycznie najsilniejsza „6”, zaś w drugiej Sammelvuo dokonywał roszad w składzie.

 

- Gra i wyniki na pewno mnie trochę „uzbroiły” w optymizm, ale to tylko mecze kontrolne. Inaczej zawodnicy prezentują się, gdy dochodzi presja oraz świadomość w jak ważnym turnieju się uczestniczy - ocenił Sammelvuo. Warto dodać, że jego podopieczni mogą liczyć na ogromne wsparcie fanów. Fińska kolonia kibiców liczy około 2,5 tys. i jest dobrze znana z entuzjastycznych reakcji, Jednak kto wie, czy Estończycy nie będą dysponowali jeszcze większą siłą, bo - wedle szacunkowych danych - sympatyków z Estonii ma przyjechać około 5,5 tys.

 

Gheorge Cretu, trener reprezentacji Estonii, w naszym kraju znany z pracy m.in. w Cuprum Lubin, liczy, że jego podopieczni wyjdą z grupy i są do tego odpowiednio przygotowani. Pod koniec lipca brali udział w turnieju eliminacyjnym do mistrzostw świata i zajęli w nim drugie miejsce. - W Belgii zagraliśmy dobry turniej i niewiele zabrakło do wywalczenia awansu. Zespół prezentował wysoką formę i tylko wypada żałować, że przegraliśmy z Niemcami 2:3. Podczas przygotowań do występu w Gdańsku staraliśmy się wyeliminować niedostatki. Nie wiem, na ile nam się to udało, ale przekonamy się już niebawem - powiedział Cretu.

Z tej samej kategorii