Jacek Nawrocki: Zadowolony będę gdy pokażemy dobrą siatkówkę

Polska - Bialorus
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Awans do przyszłorocznych mistrzostw świata i wejście do czołówki światowej, o co walczymy od kilku lat, byłyby niezwykłym sukcesem. Czy stać nas na to? Trudno wyrokować - mówi trener kobiecej reprezentacji Polski.

MICHAŁ MICOR, WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: W lecie naszą drużynę czeka kilka bardzo ważnych turniejów, m.in. kwalifikacje do mistrzostw świata, World Grand Prix i na końcu mistrzostwa Europy. Nie za dużo tych wyzwań?
JACEK NAWROCKI: Faktycznie, ten sezon reprezentacyjny różni się od poprzednich. Jedyną wspólną cechą jest chyba tylko skład kadry. Staramy się iść drogą, którą obraliśmy w zeszłym sezonie. Postawiliśmy na grupę zawodniczek i 90 procent z tych, które zaczęły ten projekt, nadal jest z nami. Co do treningu, to jest on zupełnie inny. Już za tydzień mamy kwalifikacje do mistrzostw świata, więc Szczyrku pracowaliśmy przede wszystkim nad taktyką. Nie ma natomiast mowy o budowaniu wielkiej formy sportowej czy redukowaniu błędów technicznych u dziewczyn, jak to było przed rokiem, bo po prostu nie ma na to czasu. Wszystko, co robiliśmy na zgrupowaniu w Beskidach, było podporządkowane jak najlepszemu przygotowaniu się do kwalifikacji. Była to zupełnie inna praca niż przed rokiem. Czasami może intensywniejsza, ale zdecydowanie krótsza i oparta na taktyce. Potem też nie będziemy się zajmowali budową formy. Będzie można mówić jedynie o jej podtrzymywaniu. Między jednymi a drugimi zawodami dzielą nas raptem trzy, może trzy i pół mikrocyklu, więc na treningi nie ma szans. To powoduje, że tak naprawdę obecny sezon reprezentacyjny bardzo przypomina ligowy. Nie ma mowy, by trafić na okres ośmiu, dziewięciu tygodni na przygotowanie się do danej imprezy.


Personalnie drużyna jest jednak trochę zmieniona. Brakuje między innymi Kamili Ganszczyk...
JACEK NAWROCKI: Oczywiście, że są zmiany, ale nie mieliśmy na nie wpływu. Nie wynikły one z selekcji, a ze zdarzeń losowych. Brakuje kilku kontuzjowanych. Nie ma wspomnianej Ganszczyk czy Ani Grejman, która przez uraz stawu barkowego straciła praktycznie cały sezon ligowy. Potrzebuje więc adaptacji i wejścia w trening.


Po raz pierwszy spotyka się pan z takim natłokiem ważnych imprez?
JACEK NAWROCKI: Nie. Już podczas pracy w klubie bywały momenty, że graliśmy superpuchar, rozpoczynaliśmy ligę i graliśmy Puchar Świata, wiele przy tym podróżując. Nie jest to więc dla mnie nowa sytuacja. Wymusza ona jednak inne podejście do selekcji. Musimy postawić na jedną drużynę. Nie możemy się podzielić. Nie ma bowiem Ligi Europejskiej, nie ma innych zawodów, a wszystkie imprezy, w których wystąpimy, są ważne, co wymaga gry jednym zespołem. Oczywiście nie mówię, że będzie to 12 czy 14 zawodniczek. Myślę o 18 dziewczynach. Na pewno będą roszady, ale szkielet będziemy chcieli mieć taki sam. Z pewnością będzie to oznaczać większe obciążenia... Inne reprezentacje też tak grają, więc nie ma co narzekać.


Ten szkielet ma pan w głowie?
JACEK NAWROCKI: Tak. O tym, na kogo mogę liczyć, wiedziałem już w październiku.


Sprawdzają się pańskie wybory?

JACEK NAWROCKI: To nie była wielka trudność. Rozgrywki ligowe pokazały, kto powinien ten zespół ciągnąć, być jego kręgosłupem. Czy to wystarczy na zawody, w których będziemy brali udział, czas pokaże. Na pewno nie będzie łatwo. Myślę, że czeka nas jeden z najtrudniejszych sezonów reprezentacyjnych w ostatnich latach.


Przerwa między końcem rozgrywek ligowych a zgrupowaniem kadry była bardzo krótka. Jest pan zadowolony z dyspozycji zawodniczek?
JACEK NAWROCKI: W ogóle jestem zadowolony z dziewczyn…


Że przyjechały?
JACEK NAWROCKI: Nie, nie, może nie tak drastycznie! O jakimkolwiek zadowoleniu będziemy mogli mówić dopiero wtedy, kiedy wyjdziemy na parkiet przeciwko drużynom, z którymi będziemy nam rywalizować, i pokażemy dobrą siatkówkę. Skupiamy się na pracy, będziemy się starali zrobić wszystko, co możliwe, by ten zespół przygotować najpierw do kwalifikacji, a później do kolejnych turniejów.


W ubiegłym roku formę budowaliście przez dłuższy czas. W tym do osiągnięcia wysokiego poziomu muszą wam wystarczyć trzy tygodnie. To spory problem?
JACEK NAWROCKI: Faktem jest, że to dodatkowa trudność, bo turniej kwalifikacyjny odbywa się około 10 dni wcześniej niż inne. Tego czasu rzeczywiście jest bardzo mało, więc - tak jak mówiłem wcześniej - nie ma mowy o przygotowaniu motorycznym, fizycznym czy wytrzymałościowym. Praktycznie jest tylko mowa o taktyce. Nie mamy wpływu na dyspozycję fizyczną dziewcząt. Musimy bazować na tym, w jakim stanie przyjechały na zgrupowanie. Czy ten stan będzie wystarczający, zobaczymy bezpośrednio w graniu. W tej chwili musimy też bardzo uważać na obciążenia, bo jedne dziewczyny grały w play offie więcej, a inne mniej. Podczas tego okresu w klubach zwykle trenuje się bardzo lekko.


Ale za to często się gra.
JACEK NAWROCKI: Tak, tyle że formuła, która obowiązywała w tym sezonie, czyli rozgrywanie tylko dwóch spotkań, nie była dla dziewczyn aż tak eksploatująca, jak było to w poprzednich rozgrywkach.


Jest pan zadowolony z tej formuły?
JACEK NAWROCKI: Myślę, że była dobra dla... reprezentacji i dla tych, co wygrali.

 

A jak pan ją ocenia, bo wśród ekspertów i trenerów, delikatnie mówiąc, nie wzbudziła entuzjazmu?
JACEK NAWROCKI:  Hmm…


Musimy wyłączyć dyktafon?

JACEK NAWROCKI: Nie (śmiech). Mówiąc szczerze, to poza kuriozalnymi przypadkami, które mały miejsce np. w finale, gdy znany był już mistrz Polski, a trzeba było grać sety, tegoroczny play off był dużo bardziej dynamiczny. Każdy mecz się liczył. Ale za to był krótki. Trzeba znaleźć pośredni sposób, czyli np. play off do dwóch wygranych spotkań. Na to stać naszą ligę i to byłby idealnie dobrany play off do tak długiej ligi, jak nasza. Gdyby jednak znalazło się takie rozwiązanie, w którym zawodniczki podczas sezonu regularnego nie będą tak obciążone, można sobie wówczas pozwolić na wyczerpujący play off, który będzie również dobry dla kibiców.


Już za dwa tygodnie pierwsze wyzwanie - kwalifikacje mistrzostw świata 2018. To... Mont Blanc czy Mount Everest?
JACEK NAWROCKI: Awans i wejście do czołówki światowej, o co walczymy od kilku lat, byłby niezwykłym sukcesem. Czy stać nas na to? Trudno wyrokować. Niestety, w naszej lidze bardzo rzadko, poza kilkoma zawodniczkami - nawet tymi, które są w Szczyrku - Polki pełnią rolę liderek pod względem technicznym, taktycznym i mentalnym swoich zespołów. Takich dziewczyn na pewno nam brakuje. Wprawdzie reprezentacja nie jest miejscem do kreowania podobnych postaw, ale na pewno niektórym z tych dziewczyn pomoże.


W kwalifikacjach zagracie z Serbią, Czechami, Słowacją, Islandią i Cyprem. Do mistrzostw awansuje tylko zwycięzca, a druga drużyna wystąpi w barażu. Jak pan oceni rywalki?
JACEK NAWROCKI: Serbki, wicemistrzynie olimpijskie, obecnie są najmocniejsze w Europie i zdecydowanie należą do światowej czołówki. Dla kibiców będzie to atrakcyjny spektakl. Mam nadzieję, że nasze dziewczyny staną na wysokości zadania i zagrają dobre spotkanie, a przede wszystkim pokażą wiarę. Kluczowymi meczami powinny być te z Czechami i Słowacją. Ekipy te są na podobnym poziomie co my i zdecydowanie leżą w naszym zasięgu. Cypr i Islandia są słabsze, co będzie widać na boisku.


Malwina Smarzek będzie grać jako atakująca, czy - tak jak w klubie - przyjmująca?
JACEK NAWROCKI: Malwina już w zeszłym roku reprezentacyjną przygodę zaczęła na przyjęciu, grając na tej pozycji przez całe kwalifikacje. Pytanie tylko, jak sobie poradzi w rywalizacji z innymi przyjmującymi? Wiem jedno - jest zdeterminowana i chce grać na tej pozycji. Chce pokazać, że jest zawodniczką, na którą warto stawiać. Wierzę, że to jest dobry wybór.


Ale predyspozycje do gry w ataku ma.
JACEK NAWROCKI: Ma i zresztą grała jako atakująca. Ale atak z pozycji 1 i 2 jest zupełnie inny pod względem technicznym niż z pozycji 4. O ile w przyjęciu z dużą dozą cierpliwości możemy patrzeć na jej ewentualne postępy, o tyle w ataku chcielibyśmy, aby zdziałała cuda. Malwina jest sportsmenką z krwi i kości i myślę, że da radę.

Z tej samej kategorii