Ten pierwszy raz...

Polska - Francja
 fot. Jakub Piasecki  /  źródło: Cyfrasport

Medale mistrzostw Europy z 2009 i 2011, choć minęło parę lat, wciąż są w żywej pamięci kibiców. Pora jednak napisać nową historię!

Argentyńczyk Raul Lozano doprowadził polskich siatkarzy do wicemistrzostwa świata w 2006 r. w Japonii. Jak to jednak zwykle bywa, pewien układ funkcjonujący między trenerem i zawodnikami się wyczerpał i trzeba było szukać selekcjonera, który poprowadziłby drużynę do kolejnych sukcesów. W styczniu 2009 r. działacze związkowej centrali ogłosili, że następcą Lozano będzie jego rodak Daniel Castellani, który zaliczył wiele sukcesów z PGE Skrą Bełchatów. Argentyńczyk o ujmującym uśmiechu miał być przeciwieństwem Lozano, który rządził kadrą silną ręką i każde nawet najdrobniejsze przekroczenie dyscypliny wiązało się z surowymi karami. Nikt nie miał więc gwarancji, że poradzi sobie na tym stanowisku, bo przecież w kadrze znajdowało wielu indywidualistów i niewątpliwie charyzmatycznych postaci.

 

Mistrzostwa „Gruchy”
W rozgrywkach prestiżowej Ligi Światowej biało-czerwoni wypadli kiepsko, bo 7. miejsce było dalekie od oczekiwań. A przegrana z nisko notowaną Finlandią tylko dopełniła czary goryczy. Ekipa biało-czerwonych jechała na mistrzostwa Europy do Izmiru w minorowych nastrojach i na dodatek mocno osłabiona. Kontuzjowani byli: pierwsza „strzelba” reprezentacji Mariusz Wlazły oraz dwaj światowej klasy przyjmujący: Michał Winiarski i Sebastian Świderski. Z atakujących pozostał mało stabilny Jakub Jarosz i trener Castellani zdecydował się na wręcz pokerową zagrywkę, przesuwając na pozycję atakującego Piotra Gruszkę. Siatkarza obdarzonego niespotykanym talentem, potrafiącym grać niemal na każdej pozycji, bo w juniorskich drużynach, gdy zachodziła potrzeba występował również w roli środkowego. Ten manewr okazał się niesłychanie skuteczny.
Gruszka, jak się później okazało, zaprezentował się wręcz fenomenalnie. Był nie tylko kapitanem, ale również niekwestionowanym wodzirejem w tym turnieju. To były mistrzostwa „Gruchy”, który zarówno zdobywał decydujące punkty dla biało-czerwonych. Czy w tej sytuacji trudno się dziwić, że zdobył nagrodę MVP dla najlepszego zawodnika turnieju?
- 32-letni MVP. To jest dopiero numer! Zostałem już kiedyś najlepszym atakującym na seniorskich ME, ale nie cieszyłem się specjalnie, bo zajęliśmy piąte miejsce. Teraz życzę tym wszystkim młodym, którzy tutaj byli, żeby im się jeszcze powtórzyły takie chwile, żeby polska siatkówka stawała się coraz większą potęgą - powiedział wtedy ze złotym medalem na szyi Piotr Gruszka, który teraz znów ma szansę na mistrzostwo Europy, już jako drugi trener kadry.

 

Od Francji...
Polska czekała na medal mistrzostw Europy od 26 lat i nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczaliśmy, że Gruszka i jego kompani zaliczą turniej bez porażki. - Czujemy, że mamy niepowtarzalną szansę, że w losowaniu się poszczęściło. Nie ma wyboru, po prostu musimy to wykorzystać! - mówił przed turniejem Gruszka.
W eliminacjach zaczęliśmy od wygranej z Francuzami 3:1, a potem uporaliśmy się z Niemcami 3:1 oraz gospodarzami Turkami 3:0. Gruszka był wodzem tej ekipy, ale dyrygował nią Paweł Zagumny. Dobrze spisywał się duet przyjmujących Michał Bąkiewicz - Bartosz Kurek. Ten drugi mocno w ataku wsparł Gruszkę. Środkowi: Daniel Pliński i Marcin Możdżonek również wywiązywali się ze swoich zadań. Jako libero fruwał w powietrzu Piotr Gacek.
Turniej był rozgrywany nieco innym systemem niż obecne mistrzostwa Starego Kontynentu. W drugiej fazie, po zaliczeniu wyników z Francuzami oraz Niemcami, przyszło biało-czerwonym potykać z reprezentacjami teoretycznie niżej notowanymi. Jednak na zwycięstwa trzeba było solidnie zapracować, bo z Hiszpanami i Słowakami wygraliśmy po tie-breaku. Dopiero na zakończenie tej części wygrana z Grecją już nie podlegała żadnej wątpliwości.
- Mimo braku kilku wydawałoby się podstawowych zawodników nasza drużyna jest kompletna. Wzajemnie się uzupełniamy i krok po kroku idziemy do celu. Wiemy, że półfinał to jeszcze nie szczyt naszych możliwości - powiedział popularny „Grucha”, który z każdym kolejnym meczem zdobywał coraz więcej punktów.
Biało-czerwoni weszli do półfinału z pierwszego miejsca, a z drugiego Francuzi. Z drugiej grupy awans wywalczyły Rosja oraz Bułgaria. W czołowej „4” zabrakło Serbów oraz Włochów, którzy przez fachowców byli typowani jako pewni kandydaci do strefy medalowej. Bułgarzy jeszcze przed inauguracją ME w lekceważący sposób wypowiadali się o umiejętnościach polskich siatkarzy. Przed półfinałem również byli pewni swego, a dostali takiego łupnia, że go jeszcze przez kilka lat pamiętali. 0:3 pozbawiło ich złudzeń o finale i na otarcie łez, zgodnie z niepisaną tradycją tych turniejów, wygrali z Rosją, zdobywając brązowy medal.

 

… do Francji
Francuzi po kierunkiem Philippe Blaina, z doskonale nam znanym Stephanem Antigą w składzie, w półfinale pokonali po niezwykle emocjonującym meczu Rosję 3:2 (w tie-breaku 17:15!) i po raz drugi w tym turnieju byli rywalami biało-czerwonych, tym razem w potyczce o złoto. To było spotkanie godne finału. Dwa z czterech setów zakończyły się naszym zwycięstwem na przewagi. Decydujące o zwycięstwie punkty, podobnie jak w półfinale, zdobył Gruszka i po chwili pofrunął w powietrzu, zaś i w ekipie zapanowała euforia. - Ale numer wycięliśmy! Czekaliśmy na to złoto tyle lat, ale za to smakuje wyjątkowo - powiedział MVP turnieju.
Castellaniego, który w krótkim czasie, mimo przeciwności losu, stworzył mistrzowski zespół, wychwalano pod niebiosa. Rok później, mniej więcej o tej samej porze, we Włoszech były rozgrywane mistrzostwa świata, które dla Polaków zakończyły się klapą i znów trzeba było szukać nowego selekcjonera.

 

Słowacki manewr
Owe poszukiwania nie trwały jednak długo. Następcą Argentyńczyka został Andrea Anastasi, który jako trener reprezentacji Włoch i Hiszpanii zdobywał medale każdej wielkiej imprezy. Sukcesy przyszły również z biało-czerwonymi. Już w pierwszym roku swojej pracy Anastasi sięgnął po historyczny, bo pierwszy medal - brązowy - Ligi Światowej, podczas turnieju finałowego w Gdańsku. Kilka tygodni później nasza drużyna wypadła bardzo blado podczas Memoriału Huberta Wagnera w Katowicach, zajmując ostatnie miejsce i w minorowych nastrojach udała się na mistrzostwa Europy, które tym razem odbywały się w Czechach i Austrii.
Zmagania w Pradze rozpoczęliśmy od zwycięstwa nad Niemcami 3:1, ale porażka w czterech setach z Bułgarami pokrzyżowała nam plany. W ostatnim meczu ze Słowacją Anastasi celowo wystawił rezerwy, bowiem porażka i zajęcie trzeciego miejsca pozwalały nam uniknąć Rosjan w barażu. Zabieg ten udał się w stu procentach. Potem w Karlowych Warach pokonaliśmy gospodarzy 3:1, a w ćwierćfinale zrewanżowaliśmy się Słowakom, triumfując 3:1.

 

Brąz jak złoto
Na finałowy weekend do Wiednia zjechało kilka tysięcy polskich kibiców, którzy w półfinale przełknęli jednak gorzką pigułkę, jaką była porażka z Włochami 0:3. Anastasi pytany, co było główną przyczyną tak słabego występu odpowiedział krótko: „To wina Italii”.
Mecz o trzecie miejsce wszystko jednak wynagrodził. Biało-czerwoni dobili Rosjan, którzy byli podłamani po półfinałowej porażce z Serbią 2:3. Nasza drużyna pokazała charakter i zagrała jedno z najlepszych spotkań w historii, a już na pewno jedno z najbardziej pamiętnych. Po ostatniej akcji nasza drużyna cieszyła się tak jakby znów wywalczyła mistrzostwo Europy. Ten brąz smakował bowiem jak złoto.

 

 

Decydujące mecze Eurovolley 2009
Półfinał
Polska - Bułgaria 3:0 (25:19, 30:28, 25:20)
Polska: Zagumny, Kurek, Pliński, Gruszka, Bąkiewicz, Możdżonek, Gacek (libero) oraz Woicki i Nowakowski.
Finał
Polska - Francja 3:1 (29:27, 25:21, 16:25, 26:24)
Polska: Zagumny, Kurek, Pliński, Gruszka, Bąkiewicz, Możdżonek, Gacek (libero) oraz Ruciak, Woicki, Nowakowski.


Co robią mistrzowie Europy?
Zbigniew BARTMAN UPCN Volley Club San Juan (Argentyna)
Michał BĄKIEWICZ trener, w poprzednim sezonie prowadził AZS Częstochowa
Piotr GACEK w minionym sezonie zakończył karierę sportową
Marcel GROMADOWSKI Volejbalovy Klub Kladno
Piotr GRUSZKA asystent De Giorgiego, trener GKS Katowice
Krzysztof IGNACZAK zakończył karierę
Jakub Jarosz gra w Asseco Resovii
Bartosz KUREK - Ziraat Bankasi Ankara
Marcin MOŻDŻONEK - Asseco Resovia
Piotr NOWAKOWSKI Lotos Trefl Gdańsk
Daniel PLIŃSKI - Indykpol AZS Olsztyn
Michał RUCIAK - Espadon Szczecin
Paweł WOICKI - Indykpol AZS Olsztyn
Paweł ZAGUMNY - dyrektor sportowy ONICO Warszawa

Daniel CASTELLANI - trener Funvic/Taubate (Brazylia)

 

Z tej samej kategorii