Kapela zamiast orkiestry

Polska - Slowenia
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Ma być medal - tak mówił prezes związku, Jacek Kasprzyk, na kilka miesięcy przed turniejem. Gdy jednak zobaczył zespół w akcji w pierwszym meczu z Serbią, jego oczekiwania nieco zmalały. - Wejście do strefy medalowej, grając na własnym parkiecie, wydaje się obowiązkiem - twierdził nieco później. Reprezentacja nie była dobrze przygotowana.

Dla wiernych fanów porażka ze Słowenią była jak grom z jasnego nieba, ale... jeszcze przed inauguracją wielu miało mocne wątpliwości, czy mistrzostwa Europy będą tak błyskotliwe w wykonaniu biało-czerwonych jak się powszechnie spodziewano. - Ma być medal - mówił prezes związku, Jacek Kasprzyk, na kilka miesięcy przed turniejem. Gdy jednak zobaczył zespół w akcji w pierwszym meczu z Serbią, jego oczekiwania nieco zmalały. - Wejście do strefy medalowej, grając na własnym parkiecie, wydaje się obowiązkiem - stwierdził. Tymczasem udział w ME zakończyliśmy zaledwie na barażach i najprawdopodobniej będziemy sklasyfikowani na 10. miejscu.

Zabrakło chemii
Wiele sobie obiecywano w momencie obejmowania reprezentacji przez Ferdinando De Giorgiego, liczono bowiem, że zapanują w niej nowe obyczaje i będzie inne, odświeżone spojrzenie na zawodników. Oczekiwaliśmy, że włoski szkoleniowiec z pomocą dwóch młodych naszych trenerów - Piotra Gurszki oraz Oskara Kaczmarczyka - dokona istotnych korekt kadrowych oraz stworzy odpowiednią atmosferę. Zresztą nie trzeba było przebywać na co dzień z kadrą, by jednoznacznie stwierdzić, że wcześniej nie było dobrej atmosfery w tej ekipie.
Gdy jednak tworzył się sztab kadry, już były jakieś dziwne sytuacje i długo zwlekano z jego ogłoszeniem. A gdy już to nastąpiło, między trenerami - śmiem twierdzić - też nie było właściwej chemii. Wystarczy tylko przeanalizować, jak reagowali podczas meczu i przerw. Sięgając do historii - po złocie mistrzostw Europy w 2009 roku spodziewano się udanych mistrzostw świata, a zakończyły się one klapą, bo też nie było więzi między szkoleniowcami; każdy ciągnął w swoją stronę. W efekcie Daniel Castellani i Krzysztof Stelmach przestali kierować kadrą.
Zwycięstwa - to podstawa właściwego klimatu w zespole. Ale tych było jak na lekarstwo, stąd też coraz bardziej widoczne były pęknięcia. Wygrana w meczu towarzyskim z Iranem i dobry początek Ligi Światowej sprawił, że wszyscy zaczęliśmy piać z zachwytu nad pracą, jaką wykonali w ciągu kilkunastu dni zawodnicy. Nikt wówczas nie spodziewał się późniejszego krachu.

Prawo wyboru
Przy okazji występów biało-czerwonych w kuluarach dużo mówiło się o ułożeniu drużyny przez De Giorgiego oraz jego współpracowników. Rolę pierwszego rozgrywającego powierzono Fabianowi Drzyzdze, a przypomnijmy, że wcześniej w MŚ był zmiennikiem Pawła Zagumnego i nawet trudno porównywać ich umiejętności. Grzegorz Łomacz cierpliwie czekał na swoją szansę i gdy tylko wchodził na parkiet, pokazywał się z niezłej strony. Jednak nigdy nie wyszedł w podstawowym składzie. Mamy młodych, zdolnych i z wielkim potencjałem rozgrywających - Marcina Komendę i Łukasza Kozuba. Może więc trzeba niebawem podjąć odważną decyzję i postawić na nich?
Włoski szkoleniowiec, wzorem pracy w Kędzierzynie-Koźlu, uważa jednak, że podstawowa „6” jest niezmienna, zaś ewentualne roszady są tylko wtedy, gdy pojawia się poważne zagrożenie. Jednak i wówczas niezbyt chętnie sięgał do zmienników. Jeżeli już reagował to - naszym zdaniem - za późno.
Największe kontrowersje w kadrze wzbudzali środkowi. Karol Kłos, wedle oficjalnych komunikatów, sam zrezygnował z kadry z powodów osobistych. Marcina Możdżonka nie powołano, choć nadal odgrywa ważną rolę w zespole klubowym. A Bartłomiej Lemański i Jakub Kochanowski to ciągle jeszcze inwestycja na przyszłość i wsparcie rutyniarza byłoby wskazane. Poniżej oczekiwań wypadł wreszcie atakujący Dawid Konarski, który sprawiał wrażenie przetrenowanego.

Trzeba ochłonąć
Po meczu ze Słowenią było niezwykle gorąco i już odezwały się głosy, że włoski szkoleniowiec powinien się podać do dymisji bądź należy go odwołać. Prezes Kasprzyk na gorąco tonował wszelkie wypowiedzi, a potem zarząd związku wydał oświadczenie, że dogłębna analiza występu w ME będzie podczas posiedzenia władz PZPS z udziałem trenera De Giorgiego. Wnioski będą na kolejnym posiedzeniu po zapoznaniu się z jego raportem i rozmowach z pozostałymi członkami sztabu oraz zawodnikami.
Nie jesteśmy zwolennikami ciągłych zmian na stanowisku selekcjonera, bo one teraz niewiele wniosą. Ciągle będziemy się jednak upierać, że Stadion Narodowy był kiepskim wyborem. Całkowicie się zgadzamy z trenerem Serbów, Nikolą Grbiciem, że taki stadion jest przeznaczony do innej dyscypliny. Wielu uważało też, że polska ekipa nie powinna tak wędrować, gdy turniej rozgrywany jest w kraju. Prezes Kasprzyk przekonuje, że siatkarze mają wiernych sympatyków w każdym zakątku, stąd też wybór Warszawy, Gdańska i Krakowa. Ponadto warto zauważyć, że graliśmy z Finlandią oraz Estonią, których kibice mieli najbliżej do Trójmiasta.
Problem miejsc rozgrywania meczów nie byłby pewnie podnoszony, gdyby nasi siatkarze byli odpowiednio przygotowani. Ale ci nie tylko źle wyglądali fizycznie, ale również nie byli odpowiednio przygotowani mentalnie. A to są naczynia połączone i stąd też trzeci kolejny kiepski występ w mistrzostwach Europy. Bo to nie była dobrze zgrana orkiestra, lecz kapela, która tylko od czasu do czasu właściwie czytała nuty. Jednak nie płaczmy za długo nad rozlanym mlekiem...

Z tej samej kategorii