Oskar Kaczmarczyk: Czas na prawdziwą zabawę!

Oskar Kaczmarczyk
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Rywale dokręcą nam śrubę. Dwa zwycięskie mecze to fundament, który został wylany pod kolejne wygrane. Zaczęło się tak, jak się zaczęło. Oczekiwania przed pierwszym meczem były olbrzymie, ale wiadomo, kto stał po drugiej stronie siatki. To przecież kandydaci do podium, z którymi nie wyszło tak, jakbyśmy chcieli. Jednak dla nas najważniejsze jest to jak przygotowaliśmy chłopaków do tego turnieju.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Czy jest pan zadowolony z meczów grupowych?

OSKAR KACZMARCZYK: - Zaczęło się tak, jak się zaczęło. Oczekiwania przed pierwszym meczem były olbrzymie, ale wiadomo, kto stał po drugiej stronie siatki. To przecież kandydaci do podium, z którymi nie wyszło tak, jakbyśmy chcieli. Jednak dla nas najważniejsze jest to jak przygotowaliśmy chłopaków do tego turnieju, a nie do jednego meczu z Serbami. Pragnę tylko przypomnieć, że nasi pogromcy byli blisko porażki z Estonią. Teraz wiemy, ile ich kosztował mecz z nami. Z porażką z Serbami pod względem mentalnym, jak i sportowym trudno było się pogodzić, ale szybko się odbudowaliśmy. Finlandia i Estonia to dla wielu jest drugi garnitur w Europie, ale ich charakteryzuje niesłychana walka. To prawdziwi wojownicy. Najważniejsze, że w obu potyczkach przetrwaliśmy trudne momenty i to jest nasza największa siła oraz zdobycz! Każdy z zawodników dołożył cegiełkę do tego zwycięstwa. Zwłaszcza w obronie spisywaliśmy się bez zarzutu. Tym elementem nadrabialiśmy braki, ale tego uczyliśmy się przez kilka tygodni w Spale. Może jeden element nie wychodzić, ale trzeba go nadrobić innym. Cieszymy się, że wygraliśmy dwa razy po 3:0, co wcale nie było takie pewne i proste. Teraz dopiero zaczynamy prawdziwą zabawę.

 

W siatkówkę nie wygrywa się marketingowo, lecz sportowo. Czy mecz z Serbią powinien odbyć się na Narodowym? Proszę odpowiedzieć z ręką na sercu.
OSKAR KACZMARCZYK: - Nie mnie to oceniać. Jednak powiem z perspektywy młodego trenera oraz zawodników: to coś wspaniałego! Być może były za duże oczekiwania wobec drużyny. Ponadto na ten mecz patrzyliśmy z perspektywy inauguracji mistrzostw świata, gdzie wynik był odwrotny. Potraktujmy to spotkanie jako inwestycję w przyszłość, w kolejne mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie, które są imprezą docelową. Popatrzymy na Serbów, którzy 3 lata temu na Narodowym dostali mocno po głowie. Teraz przyjechali na mistrzostwa Europy jako odrodzony zespół, z odpowiednim potencjałem i na topie. Przyjdzie im grać o medale, choć w ich składzie brakuje Marko Ivovicia. Oni 3 lata temu zainwestowali i teraz została im wypłacona nagroda. A swoją drogą, powszechnie się mówi, że faworyci mają jeden dzień w turnieju słabszy.

 

Sugeruje pan, że taki już mamy za sobą...
OSKAR KACZMARCZYK: - No, teraz już trochę czaruję... (śmiech). Te emocje jakie nam towarzyszyły podczas inauguracji, zostały już z boku. Teraz jesteśmy drużyną. Nie gramy idealnie, ale jako zespół jesteśmy silni. Teraz przyjdą rywale, którzy nam trochę dokręcą śrubę. Te dwa zwycięskie mecze to fundament, który został wylany pod kolejne wygrane. A w końcowym rozrachunku pod ewentualny sukces.

 

Siatkarze, moim zdaniem, ciągle mają gorące głowy. Czy nie odnosi pan takiego wrażenia?
OSKAR KACZMARCZYK: - Są jeszcze elementy w grze, nad którymi musimy popracować. To jest nowa drużyna, choć z kilkoma doświadczonymi zawodnikami, i ona ciągle musi tonować emocje. Są nowi, jest nowa filozofia gry i nie wszystko można wprowadzić od razu. Przyjechaliśmy na turniej, by walczyć o medale, ale nikt nie powiedział, że jesteśmy w 100% ukształtowaną drużyną. Chyba ma szanse stać się taką po tej imprezie.

 

Czy idziemy w górę? Zrobimy kolejny skok?
- Głęboko w to wierzę. Te 2 zwycięskie mecze pokazały, że jako drużyna idziemy do góry. Siatkarsko są braki i łatwo tego nie wyeliminujemy. Niemniej jako zespół robimy postępy i z meczu na mecz powinno być lepiej, choć teraz skala trudności się zwiększa. Zaczynają się mecze pod presją i tak naprawdę dzisiaj dowiemy co będzie dalej z nami.

 

Czy nasi siatkarze są pewni siebie? Czasami sprawiają wrażenie zagubionych...
OSKAR KACZMARCZYK: - Łatwo wydawać takie opinie, gdy się siedzi na trybunach, występuje w roli eksperta czy patrzy w telewizor. Myśmy wprowadzili wiele ćwiczeń, by tę pewność siebie wypracować. Nie to jest to wcale takie łatwe, bo nikt nie wymyślił patentu. Nie lubię porównań z mistrzostwami świata, ale wówczas wygraliśmy 9 z 12 takich ważnych końcówek. Każda z nich była cegiełką, która buduje poziom bezpieczeństwa zespołu. Brakowało nam pewności siebie z Serbami i wszyscy mówią, że graliśmy fatalnie. A gdyby tak nasza kontra zakończyła się powodzeniem i gdybyśmy wygrali 2. seta? A wygranie takiej końcówki sprawia, że drużyna staje się silniejsza. Oczywiście, że odpowiedzialność można zrzucać na trenerów, że nie wypracowali tego na treningach. To jednak niewykonalne zadanie. Twardość, pewność rodzi się w ferworze walki na parkiecie. Czasami najdrobniejszy zwrot akcji sprawa, że drużyna idzie w górę. Wygranie I seta z Finami dało nam moc, poczuliśmy się pewniejsi i wygraliśmy.

 

Eliminacje to już przeszłość. Przed nami Słowenia, z którą mamy rachunki do wyrównania.
OSKAR KACZMARCZYK: - Nie bez powodu zaprosiliśmy Słoweńców do Spały na mecze sparingowe, bo liczyliśmy się, że można z nimi się spotkać na jakimś szczeblu mistrzostw Europy. 2 lata temu przegraliśmy z nimi w Sofii, ale oni byli objawieniem turnieju. Wówczas im się nie postawiliśmy, a oni szli jak burza. Tylko się broniliśmy i w końcu znaleźliśmy się pod kreską. Słowenia to wicemistrz Europy, ale brak Klemena Cebulja jest widoczny. Niemniej Tine Urnaut jest mocniejszy niż był, zaś Mitja Gasparini jest znany z tego, że jak odpali, to sam potrafi wygrać mecz. Teraz gra słabiej. W Spale wygraliśmy 2 spotkania, bo w pierwszym trochę eksperymentowaliśmy. Słoweńcy są zadziorni i nigdy nie odpuszczają. Spotkanie będzie przypominało to z Sofii.

 

Uchyli pan rąbka tajemnicy jeżeli chodzi o skład. Wrócimy do podstawowej „6”?
OSKAR KACZMARCZYK: - Doskonale rozumiem dyskusje o składzie, zmianach, bo wszyscy lubią o tym dyskutować. Mamy 14 zawodników i każdy jest przygotowany do wejścia na parkiet. Skład dopasowujemy do rywala i zdecydujemy się na tych, którzy są pewni swego. O pewności siebie już sporo mówiliśmy. Na skład poczekajmy, bo nie chciałbym tego wcześniej zdradzać.

 

Jak pan ocenia ten turniej?
OSKAR KACZMARCZYK: - Powiem dość sztampowo, że poziom siatkówki w Europie się wyrównuje i ten turniej doskonale to ilustruje. To jednak wcale nie oznacza, że Turcja, Finlandia czy Czechy wskoczą na podium. Najsilniejsi przetrwają; będą grali o medale ci, którzy w końcówkach meczu włączają piąty bieg. Mecze są bardzo wyrównane. Jeszcze 2 lata temu nikt nie słyszał o Estonii. Dzisiaj wychodzi na parkiet i walczy z każdym rywalem i zyskuje sympatię widzów.

 

Czy pokusi się pan o wytypowanie zespołów w strefie medalowej? Oprócz Polski, oczywiście...
OSKAR KACZMARCZYK: - Zostawiam to wam, dziennikarzom. Jednak wcale nie ukrywam, że moim faworytem jest Francja, bo jest zespołem kompletnym. Może teraz trochę zawodzi, ale... tyle w tej kwestii.

 

Z tej samej kategorii