Kręta i wyboista droga polskich siatkarzy. Dziś z Finami o baraż

Polska - Serbia
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

W meczu z Finami trzeba być skoncentrowanym od początku i wykazać się cierpliwością, czego zabrakło w spotkaniu z Serbami.

Nie było powtórki sprzed trzech lat i tym razem Serbowie ustawili biało-czerwonych w kącie. Odnieśli pewne zwycięstwo i teraz są w uprzywilejowanej sytuacji, bo mają szansę awansu bezpośrednio do ćwierćfinału. Polscy siatkarze po ewentualnej wygranej mieli wjechać na autostradę i mknąć do czołowej „4”, bo przecież medal miał być niemal obowiązkiem. A tymczasem po tej porażce nasza reprezentacja znalazła się na krętej i pewnie momentami wyboistej drodze. Sprawa ewentualnego awansu do strefy medalowej mocno się skomplikowała, bo przecież najprawdopodobniej czekają nas baraże. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by niezwykle silni Serbowie mieli stracić punkty z Estonią czy Finlandią. Wczoraj polska ekipa przeniosła się do Gdańska, gdzie czeka ją, wbrew pozorom, wcale niełatwe spotkanie z walecznymi Finami.

 

Bez paniki

Wszyscy polscy siatkarze schodzili z parkietu ze zwieszonymi głowami, bo przecież nie tak sobie wyobrażali ten inauguracyjny mecz. Niemniej nikt nie wpadł w panikę, bo na razie nie ma powodów. Owszem, przegrana została ważna potyczka, ale trzeba spojrzeć w najbliższą przyszłość. - Serbowie rozegrali bardzo dobre spotkanie, na niezwykle wysokim poziomie i w pełni zasłużyli na wygraną. Oni wykorzystali wszystkie najmocniejsze strony, a my nie potrafiliśmy się im przeciwstawić. To spotkanie przegraliśmy siatkarsko. Mentalnie nadal jesteśmy mocni. Teraz spokojnie przygotowujemy się do kolejnych występów, bo wiemy, że jesteśmy dobrze przygotowani do tego turnieju - stwierdził podczas konferencji prasowej trener Ferdinando De Giorgi.

 

Zagrywka w wykonaniu Serbów była kluczem do wygranej. - W tym elemencie nad nami wyraźnie górowali, a z naszej strony zabrakło urozmaiconej, silnej zagrywki. Szybko nas odrzucili od siatki i już mieliśmy poważne tarapaty. Na razie przegraliśmy jedną bitwę, a tutaj trzeba stoczyć ich kilka, by znaleźć się w eksponowanym miejscu - powiedział 28-letni środkowy Łukasz Wiśniewski, dla którego był to 53. występ w reprezentacji.

 

Brak cierpliwości

Wydawało się, że 10-minutowa przerwa odmieni biało-czerwonych. Owszem, gra się zazębiała i już to nieźle wyglądało. W III secie chyba naszym siatkarzom zabrakło cierpliwości, bo wiele akcji ofensywnych wykonywali zbyt szybko, spiesząc się, by uzyskać przewagę nad przeciwnikiem. Serbowie to jednak wytrawni gracze, potrafiący umiejętnie analizować wydarzenia na parkiecie i wykorzystywali najdrobniejsze potknięcie Polaków. Z ich strony nie było żadnej fuszerki i po ostatniej zwycięskiej piłce w ich obozie zapanowała szaleńcza radość.

 

- Serbowie poczuli się pewnie i stąd też oni górowali nad nami, tak jak my trzy lata temu nad nimi - przekonywał atakujący Dawid Konarski, który dzień przed meczem narzekał na drobne skręcenie kostki. - Niestety, zaprezentowaliśmy się słabiej i nie mogliśmy stawić większego oporu rywalowi. Były okazje ku temu, ale nam zabrakło skuteczności, by w tych kluczowych momentach zapisać seta po naszej stronie. Popełniliśmy błędy czysto siatkarskie i trzeba je zminimalizować w kolejnych spotkaniach z Finami czy Estończykami. Takie słabsze spotkanie już nie może się powtórzyć i mogę tylko zapewnić, że umiemy grać i pokażemy to w następnych występach.

 

Bać się Finów?

Tuomas Sammelvuo, selekcjoner Suomi, to spokojny i opanowany szkoleniowiec, ale podczas meczu z Estonią cały czas był „podłączony” do prądu. Reagował niezwykle spontanicznie, a po zwycięskiej piłce wyskoczył do góry tak wysoko, jakby miał przeprowadzić atak ze skrzydła. Finowie zaczęli mecz z Estonią niezwykle pechowo, bo w pierwszej swojej akcji kontuzji doznał środkowy Tommi Siirila i już do końca nie zobaczyliśmy go na parkiecie. Finowie mają niezwykle waleczny zespół, który jednak nie ustrzegł się wahań formy. Dwa wygrane pierwsze sety - choć były wyrównane - pokazały, że dysponują odpornością psychiczną w końcowych fragmentach. Rozgrywający Eemi Tervaportti, atakujący Olli-Pekka Ojansivu oraz niezwykle skuteczny w obronie libero Lauri Karminen - to trzy czołowe postaci ekipy Suomi. W meczu z Estonią przez cały czas nieźle funkcjonowało przyjęcie, ale skuteczność z seta na set spadała i stąd też po 10-minutowej przerwie dwa przegrane sety. Jednak tie-break był znów popisem Finów, którzy odnieśli cenną wygraną. Ona pozwala im realnie myśleć o grze w barażach. Ojansivu, najskuteczniejszy w fińskiej ekipie, podejmował również spore ryzyko w polu serwisowym. Na 19 zagrywek, popełnił 8 błędów, ale również zdobyły 3 pkt, zaś w ataku grał nierówno, ale i tak zdobył „swoje” 20 „oczek”. Czy należy się bać Finów? Pewnie nie, ale trzeba być skoncentrowanym od początku i również wykazać się cierpliwością, czego zabrakło w meczu z Serbami.

Z tej samej kategorii