Ireneusz Kłos: Skąd ta bojaźń?

Postawa Malwiny Smarzek nie jest żadną niespodzianką. Jak ktoś jest dobry, to poradzi sobie na każdej pozycji - mówi były znakomity rozgrywający, a następnie m.in. trener reprezentacji Polski siatkarek.

Michał MICOR: Jak podoba się panu postawa biało-czerwonych w mistrzostwach Europy?
Ireneusz KŁOS: - Szczerze mówiąc, nie podoba mi się. Po zwycięskim otwarciu z Niemkami miałem nadzieję, że pójdą za ciosem. Nie wiem, co było powodem - zmęczenie, zlekceważenie rywalek - ale w spotkaniu z Węgierkami wyglądały fatalnie. Na szczęście siatkówka to nie skoki narciarskie czy jazda figurowa na łyżwach i nie ocenia się wrażenia artystycznego. Liczy się wynik. Nieważne zatem, jak nasze dziewczyny grają, ważne, żeby wygrywały, a Węgierki udało się pokonać. Liczyłem też, że z Azerbejdżanem będą w stanie prowadzić wyrównaną walkę. Niestety, niewiele miały do powiedzenia. W drużynie Azerbejdżanu atak jest rozłożony na trzy zawodniczki, czasami w razie potrzeby zaatakować może też czwarta. U nas jest tylko Malwina Smarzek (na zdjęciu powyżej).
Wydaje mi się, że nasze dziewczyny miały za mało czasu, by się ograć z trudnymi rywalkami. Do starcia z Azerkami wyszły bardzo przestraszone. Grały bojaźliwie i za miękko. Jedynie w trzecim secie trochę powalczyły, ale dwie pierwsze partie w ich wykonaniu były po prostu słabe.

 

Fot. Piotr Kucza / źródło: newspix.pl

 

Nie ma pan wrażenia, że gra naszej drużyny jest zbyt schematyczna i że Smarzek nie ma odpowiedniego wsparcia?
Ireneusz KŁOS: - Jak najbardziej. Malwina spisuje się bardzo dobrze, ale nie można opierać gry tylko na jednej siatkarce. To powoduje, że naszą grę bardzo prosto rozszyfrować. Malwina cały czas musi walczyć z podwójnym blokiem, a wówczas o zdobycie punktów jest bardzo trudno. Pokazały to doskonale Azerki, które wybroniły lub wyblokowały mnóstwo uderzeń Smarzek. Jeśli nie dostanie pomocy na skrzydłach, to obawiam się, że kolejny mecz będzie ostatnim w naszym wykonaniu. Ale obym się mylił.
Poza tym chciałbym, abyśmy w barażu zagrali z Ukrainą (rozmowa odbył się przed meczem Turcja - Ukraina - przyp. red.), bo to słabszy zespół niż Turcja, która jest dla nas bardzo niewygodna. Generalnie chciałbym przez całe mistrzostwa widzieć tak grające dziewczyny, jak w dwóch ostatnich setach z Niemkami. Zaprezentowały się wspaniale.

 

Największy mankament w grze biało-czerwonych?
Ireneusz KŁOS: - Jak już mówiłem, niemile zaskoczyły mnie swoją bojaźnią. Nie wiem, skąd się to bierze? Nie rozumiem tego. Nasz zespół nie jest przecież faworytem i na dziewczynach nie ma przesadnej presji. Powinny grać rozluźnione; jak wyjdzie, to wyjdzie, a jak nie, to trudno. Tymczasem są bardzo spięte.

 

Gwiazdą naszej drużyny jest Malwina Smarzek, która co chwila jest przesuwana z przyjęcia na atak i z powrotem. Tak dobra jej gra to spora niespodzianka?
Ireneusz KŁOS: - Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Po prostu jak ktoś jest dobry, to sobie poradzi na każdej pozycji. Podobnie było z Kasią Skowrońską. Najpierw była środkową, potem zrobiono z niej przyjmującą, a w końcu wylądowała na ataku. I na każdej z tych pozycji radziła sobie znakomicie.
Należy się tylko cieszyć, że mamy taką zawodniczkę jak Smarzek. To młode dziewczę (ma 21 lat - przyp. red.), mnóstwo grania przed nią i oby dalej tak się rozwijała.

 

A czyją grą jest pan rozczarowany?
Ireneusz KŁOS: - Jako były rozgrywający, największe pretensje mam do Asi Wołosz. Piłki za bardzo rzuca w siatkę. A to przecież bardzo doświadczona zawodniczka, z niejednego pieca chleb jadła i spodziewałem się po niej więcej spokoju i dokładności. Niestety, przy jej wystawach nie mogą się rozwinąć w ataku ani Natalia Murek, ani Roksana Brzóska.

 

Stać tę drużynę, by z mistrzostw wrócić z sukcesem?
Ireneusz KŁOS: - Jak najbardziej, ale jestem pesymistą. Jeśli nasze zawodniczki nie przełamią swojej bojaźni, kolejny mecz będzie ich ostatnim w mistrzostwach.

 

Obecna reprezentacja ma szansę nawiązać do sukcesów naszych „Złotek” Andrzeja Niemczyka?
Ireneusz KŁOS: - Ten zespół ma potencjał, to nie podlega dyskusji, ale powinniśmy dać spokojnie pracować Jackowi Nawrockiemu. Wykonuje dobrą robotę, a dziewczyny go słuchają. Ta drużyna potrzebuje czasu i ogrania. Praktycznie tylko Asia Wołosz ma międzynarodowe doświadczenie, pozostałe to debiutantki na tak dużej imprezie. Bo nawet jeśli wcześniej któraś z nich jechała na mistrzostwa, to przestała je w kwadracie dla rezerwowych. Ale my, Polacy, jesteśmy niecierpliwi, o czym mogliśmy się przekonać niedawno. Nasza męska reprezentacja przegrała jeden turniej i od razu zwolniono trenera Ferdinando De Giorgiego.

 

Z tej samej kategorii