Joanna Wołosz: Chcemy bić się o najwyższe cele

Polska - Wegry (Poland - Hungary)
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Dlaczego mamy nie myśleć o złocie mistrzostw Europy? Zawsze gra się o najwyższe cele i mamy zamiar się o nie bić - zapowiada rozgrywająca biało-czerwonych.

SPORT: W mocno odmłodzonej kadrze przypadła PANI rola liderki. Presja z tym związana jest duża?

JOANNA WOŁOSZ: Na pewno jest większa odpowiedzialność i stres. W większym stopniu jest się odpowiedzialnym za wynik, a czasami też i za młodsze koleżanki. Z drugiej jednak strony to fajne uczucie i cieszy, że ktoś docenia moją rolę i umiejętności.


Czasami korci panią, by krzyknąć na młodsze koleżanki na boisku?
JOANNA WOŁOSZ: Oczywiście. Zresztą czasami są krzyki i uwagi, ale podchodzimy do tego spokojnie. Nikt nie bierze tego do siebie. Nie ma się co obrażać, to jest sport i czasami trzeba krzyknąć.


Treningi w Szczyrku są ciężkie?
JOANNA WOŁOSZ: Na początku zgrupowania trenowałyśmy dłużej i intensywność była większa. W ostatnich dniach natomiast ciężko trenowałyśmy w siłowni. Nie ma się co oszukiwać, czujemy zajęcia w nogach. Ale tak ma być. Dopiero za tydzień, tuż przed samym turniejem eliminacyjnym do mistrzostw wiata powinna pojawić się świeżość.


We wspomnianym turnieju (początek 20 maja) niewielu widzi was w roli faworytek. Najwięcej szans daje się Serbii. Czy to zespół poza zasięgiem?
JOANNA WOŁOSZ: To bardzo mocna drużyna, wicemistrz olimpijski. W Warszawie ma zagrać jednak bez kilku czołowych zawodniczek, ale to wciąż bardzo mocna ekipa. Wiele dziewczyn gra w najlepszych ligach świata i mają ogromny potencjał. Nie oznacza to, że się poddamy. Nie składamy broni. Do Warszawy jedziemy w bojowych nastrojach. Musimy szukać szansy na zwycięstwo. Na dziesięć meczów z Serbkami możemy dwa wygrać. Może jedno z nich będzie właśnie podczas turnieju kwalifikacyjnego. Jedziemy z wiarą i na pewno będziemy walczyć.

 

Założyła się pani o wynik meczu z zespołem z Bałkanów ze swoimi serbskimi koleżankami z Chemika, Stefaną Veljković i Jeleną Blagojević?
JOANNA WOŁOSZ: Z nikim się już o nic nie zakładam. Ale dziewczyny powiedziały mi, że będą nam kibicować.


W lecie czeka was też prestiżowy turniej w Montreux, w którym grają czołowe drużyny świata, jak Brazylia czy Rosja. To będzie dobry sprawdzian przed World Grand Prix i mistrzostwami Europy?
JOANNA WOŁOSZ: Zdecydowanie, zagramy przecież z najlepszymi. A poza tym to piękne miejsce do grania. Niestety, podczas takich zawodów nie ma czasu na zwiedzanie. Kursujemy między halą a hotelem. Gdy jednak pierwszy raz grałam w Montreux, miałyśmy hotel z widokiem na Jezioro Genewskie. Cudowne miejsce i teraz na pewno zrobimy sobie fotki nad jego brzegiem.


Imprezą docelową są mistrzostwa Europy. Na co możemy w nich liczyć?
JOANNA WOŁOSZ: Jak zobaczyłam grupę, w której zagramy (Azerbejdżan, Niemcy, Węgry - przyp. red.) pomyślałam, że możemy powalczyć o coś więcej niż tylko 8. czy 9. miejsce, jak to było ostatnio.


Czyli złoto?
JOANNA WOŁOSZ: A czemu nie? Zawsze się gra o złoto. Będziemy się biły o jak najlepszy wynik.

 

Z tej samej kategorii