Zabrakło ducha - tak twierdzi były psycholog kadry, Jakub Bączek

Podczas mistrzostw Europy team spirit był na bardzo niskim poziomie, co mogło być być jedną z głównych przyczyn ostatnich niepowodzeń naszej drużyny - mówi Jakub B. Bączek, trener mentalny kadry siatkarzy z 2014 roku. Dzisiaj Bączek przygląda się kadrze z boku i - jak wszyscy kibice - mocno ubolewa nad niepowodzeniami w ostatnich latach.

Jakub Bączek
 źródło: Materiał prasowy

O Jakubie B. Bączku głośno zrobiło się w 2014 roku, gdy dołączył do sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski, która zdobyła mistrzostwo świata. Jego rolę doceniał selekcjoner Stephane Antiga, który zapewniał, że jego praca nad mentalnością zawodników okazała się ważnym składnikiem końcowego sukcesu. Dzisiaj Bączek przygląda się kadrze z boku i - jak wszyscy kibice - mocno ubolewa nad niepowodzeniami w ostatnich latach.

SPORT:Ostatni sukces reprezentacja Polski osiągnęła trzy lata temu, zdobywając w Katowicach mistrzostwo świata. Od tego czasu zawodzi na każdej kolejnej imprezie. Początkowo jako główny powód wskazywano zakończenie kariery przez podstawowych graczy "złotej drużyny" Stephane'a Antigi. A według pana?
JAKUB B. BĄCZEK: - Z jednej strony możemy iść na łatwiznę i mówić, że brak Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego czy Pawła Zagumnego robi różnicę. Z drugiej - chcąc być w stu procentach uczciwym - musimy obiektywnie spojrzeć na to, że zmiany pokoleniowe zaszły w każdej drużynie narodowej, nie tylko polskiej. Wielkie zmiany nastąpiły chociażby w reprezentacji Rosji, która zdobyła mistrzostwo Europy. Myślę, że nie ma co szukać racjonalnych argumentów, bo przyczyny obecnego stanu polskiej siatkówki mogą być zupełnie inne niż tylko braki kadrowe czy zakończenie karier przez kilku podstawowych zawodników.

Jakie to mogą być przyczyny?
JAKUB B. BĄCZEK: - Mogę powiedzieć co rzuciło mi się w oczy, gdy oglądałem mecze w telewizji. Wydaje mi się, że problemem naszej kadry może być team spirit. W biznesie często bywa tak, że młodzi menedżerowie idący do wielkich korporacji myślą, że w ich zespole duch stworzy się sam, że ludzie sami się „dotrą” i jakoś to będzie. Wszystkie badania psychologiczne i socjologiczne pokazują natomiast, że duch zespołu nie stworzy się sam. Tutaj wracam pamięcią do 2014 roku, kiedy razem ze Stephanem Antigą robiliśmy bardzo dużo, aby zawodnicy mieli wspólną obsesję zrobienia czegoś wielkiego i aby ten zespół był bardzo zżyty. Dbaliśmy o ich dobre relacje. Teraz widzę, nawet nie będąc z nimi, że ten team spirit nie jest na wysokim poziomie. Oczywiście sceptycy powiedzą, że wygrywa się zagrywką czy skutecznością w ataku i w pełni się z tym zgodzę, bo to co sportowe i fizyczne w siatkówce jest najważniejsze. Proszę mi jednak wierzyć, że jeśli team spirit jest na odpowiednim poziomie, to człowiek daje z siebie więcej. Zwłaszcza w sytuacji kryzysowej, czy gdy poziom obu drużyn jest wyrównany. Na takim etapie duch drużyny może decydować o tym kto wchodzi do finału mistrzostw Europy, a kto odpada już w barażach.
Taki stan rzeczy trwa od dawna?
JAKUB B. BĄCZEK: - Wydaje m się, że już w Memoriale Huberta Wagnera - mimo triumfu w turnieju - ten zespół nie był bardzo skonsolidowany. Gdy kończyła się akcja, to zawodnicy spotykali się na środku, przybijali piątki i szybko rozchodzili w swoją stronę. Kibice, którzy pamiętają mistrzostwa świata mają w pamięci, że po każdym zdobytym punkcie reakcja była inna. Nawet Mariusz Wlazły, który ma dość powściągliwy charakter, skakał jak piłeczka po ważnej i udanej akcji. Teraz czułem, że to zbiór indywidualności, a nie drużyna.

Możemy pójść krok dalej i stwierdzić, że w drużynie są konflikty?
JAKUB B. BĄCZEK: - Tego nie wiemy. Nie chcę spekulować, bo trzeba być w środku drużyny, aby to stwierdzić. Wygląda jednak na to, że zespół nie był tak zintegrowany jak dawniej. Gdy gramy z Estonią czy Finlandią, to na boisku decyduje sport. Gdy jednak gramy z równym sobie zespołem, jak chociażby Słowenią, to integracja, team spirit i psychologia mogą odgrywać niebagatelne znaczenie. I odegrały.
Odegrały, tak jak we wszystkich najważniejszych meczach ostatnich lat. Już dawno nie wygraliśmy spotkania o wielką stawkę.
JAKUB B. BĄCZEK: - Zgadza się. Dopóki nie gramy meczu pucharowego o stawkę, gdzie porażka oznacza wylotkę z turnieju, to psychologia aż tak bardzo nie gra. Zawsze jest czas, aby się poprawić i awansować do kolejnej rundy. Gdy przychodzi faza pucharowa, to robi się już ciepło, bo pojawia się widmo odpadnięcia z turnieju. Nasi siatkarze deklarowali przed meczem ze Słowenią, że nie było wielkiego stresu, ale myślę, że on jednak był. Podobnie było w każdym wielkim turnieju ostatnich lat. Zawodnicy się spinali, a jak się spinali to byli mniej kreatywni i co za tym idzie mniej skuteczni.

Po porażce w mistrzostwach Europy oberwało się wszystkim. Od trenera przez zawodników po siatkarskich działaczy. Słusznie?
JAKUB B. BĄCZEK: - Mam dość kontrowersyjną teorię, że człowiek gdy awansuje na stanowisko selekcjonera reprezentacji, dostaje się do sztabu lub zostaje działaczem ważnej federacji narodowej, to może szybko dojść do niebezpiecznego zjawiska dużej pewności siebie i izolowania się od ludzi, którzy mają inne zdanie, są krytyczni lub zadają niewygodne pytania. Doskonale to widać w polskiej polityce, ale w sporcie również. Mam wrażenie, że czasami ego w połączeniu dużą pewnością siebie i z otaczaniem się ludźmi, którzy tylko przytakują doprowadza do tego, że ludzie przestają widzieć rzeczy, które są niewygodne. W psychologii to zjawisko nazywa się ekonomią umysłu i udowodnił to noblista Daniel Kahneman. Stwierdził on, że umysł z natury rzeczy jest leniwy i jeśli mielibyśmy się długo głowić nad problemem, to wolimy udawać, że tego problemu nie ma i skupiamy się na tym, co najlepiej nam wychodzi. Niestety, mam wrażenie że zarówno w związku, jak i na ławce trenerskiej doszło do tego, że ludzie są tak pewni swojej posady, że przestali dostrzegać rzeczy ważne i to takie, które widać z boku. W siatkówce, podobnie jak w biznesie, sprawdziłaby się osoba zewnętrznego konsultanta, który jest poza układami i który mówi to co widzi, co nie gra. Gdyby ktoś był z tą drużyną już w Spale, to może by to zauważył i zainterweniował. Z resztą być może ktoś taki był, ale miał zbyt małą siłę przebicia.
Co teraz powinien zrobić PZPS?
JAKUB B. BĄCZEK: - Powinien doprowadzić do tego, by w dyskusje na temat tego, co dzieje się w kadrze włączyli się nie tylko działacze i trener, ale również zawodnicy oraz być może wspomniani obserwatorzy z boku. Teraz to się musi stać, bo trzeba znaleźć przyczyny ostatnich niepowodzeń. Jedną z nich będzie psychologia i wspomniany fakt, że zabrakło ducha zespołu.
Czy ta sama grupa ludzi, która przegrała wszystko w ostatnim czasie jest w stanie stworzyć prawdziwy team spirit czy może potrzeba nowych ludzi?
JAKUB B. BĄCZEK: - Być może inspiracją powinien być dla nas system amerykański, który wiąże się z odmładzaniem kadry co cztery lata czyli cyklem olimpijskim. To pasuje idealnie do obecnego stanu polskiej siatkówki, bo przecież mamy mistrzów świata w kategorii juniora. W tym roku pojawiły się już pierwsze „jaskółki”, ale być może młodych trzeba wprowadzić szerszą ławą.
Tyle, że w Stanach Zjednoczonych siatkówka nie jest tak popularna, jak w naszym kraju. My chcielibyśmy oglądać biało-czerwonych na podium każdej imprezy.
JAKUB B. BĄCZEK: - Ostatnie wyniki i niepowodzenia powinny być takim zimnym prysznicem dla kibiców. Wymagamy od kadry wyników na każdej imprezie, a to nie pomaga. Presja dociera do zawodników z każdej strony. Nawet podświadomie, gdy jadą autobusem na mecz i mijają tłumy kibiców. Być może powinniśmy wszystkich uświadomić, że kluczowe są imprezy pokroju igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata, na których oczekujemy medali, a cała reszta nie jest celem, ale środkiem do tego celu.

Gdyby zaproponowano panu powrót do sztabu, jaka byłaby odpowiedź?
JAKUB B. BĄCZEK: - Trudno w tej chwili powiedzieć. Robię parę projektów sportowych na poziomie olimpijskim czy reprezentacyjnym, ale nie ukrywam, że do siatkówki mnie ciągnie. Do dziś mam kontakt i pracuję wraz z siatkarzami i siatkarkami. Czy wróciłbym do kadry? Być może tak, ale pewnie oczekiwałbym tego, żeby była większa wolność słowa, przestrzeń i otwarte umysły na to, aby szukać przyczyn także na peryferiach, a nie tylko w tej przestrzeni, którą widzą kibice. Za to właśnie bardzo cenię Stephane'a Antigę, bo on potrafił słuchać, zastanawiać się i sam zadawał dużo pytań. To cechy bardzo cenne u trenera. Być może teraz sztab i federacja przez ekonomię umysłu wielu problemów nie widzą lub nie chcą widzieć.
Ostatnio w kadrze nie było trenera mentalnego, ale włoski psycholog. To dobry pomysł?
JAKUB B. BĄCZEK: - Myślę, że utrudnienie, bo jeśli pracował z chłopakami, to miał potrójny kłopot. Nawet jeśli komunikował coś cennego, to myślał po włosku, tłumaczył na angielski, a zawodnik z angielskiego przekładał na polski. W momencie gdy rozmawia się o uczuciach i emocjach, to taka potrójna robota może doprowadzić do nieporozumień i katastrof.
Co zatem zrobić, abyśmy mogli spotkać się za rok i świętować sukces na mistrzostwach świata?
JAKUB B. BĄCZEK: - Odmłodzić kadrę i dać odpocząć zawodnikom, którzy są zmęczeni i sfrustrowani. Myślę, że część sama to zgłosi, bo granie na zmęczeniu fizycznym i psychicznym mija się z celem. Oprócz tego trzeba popracować nad team spirit. Jeśli te wszystkie tryby zaskoczą, to może być bardzo dobrze. Na papierze ten zespół ze sportowego punktu widzenia może wygrywać medale każdej imprezy. I to już w naprawdę niedługim czasie.

Z tej samej kategorii