Jacek Kasprzyk: Selekcjoner ma swobodę w działaniu, ale również twardą rękę!

Ferdinando De Giorgi
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Ferdinando De Giorgi ma pełną swobodę w podejmowaniu decyzji, nikt mu się nie będzie „wcinać” - zapewnia szef siatkarskiej centrali, Jacek Kasprzyk. Sięgając do wcześniejszych doświadczeń, zmiany trenera reprezentacji przynosiły nam sukces. Raul Lozano, Daniel Castellani, Andrea Anastasi i Stephan Antiga są tego przykładem.

SPORT: Niebawem, 7 czerwca, kończy pan rok pracy na stanowisku prezesa. Jaki jest największy problem, z którym przychodzi się panu borykać - od strony organizacyjnej czy może sportowej?
JACEK KASPRZYK: Nie czarujmy się - największym problemem są finanse. Ale był on od zawsze i to nie tylko w siatkówce. Zanim przejdę do meritum, trzeba podkreślić, że mocno rozbudowaliśmy strukturę szkolenia, czym trzeba się chwalić. Mamy 16 halowych reprezentacji w różnych kategoriach wiekowych, zaczynając od seniorów, a skończywszy na minikadetach. Możemy się również pochwalić szeroko rozbudowaną bazą siatkówki plażowej. Ale to wszystko kosztuje i nie byłoby tego bez wiernych nam sponsorów. Jednym z nich jest Plus, który współpracuje z nami bodaj od 1997 roku, zaś drugim Orlen. Ważne jest to, że obie te firmy nadal chcą z nami współpracować. Mamy ponadto długoletnią umowę z telewizją Polsat, dzięki czemu rywalizacja siatkarska jest pokazywana na bieżąco, co sprawia, że łatwiej rozmawiać ze sponsorami. Oczywiście, przy organizacji imprez najwyższej rangi rozmowy z innymi potencjalnymi sponsorami są konieczne, bo z własnych środków takich turniejów nie bylibyśmy w stanie zrealizować. W związku ze zbliżającymi się mistrzostwami Europy w Polsce podpisaliśmy umowy z miastami, związane z ich promocją. Jestem przekonany, że budżet mistrzostw Europy zostanie zamknięty, bo wszystko idzie we właściwym kierunku. Za sukces mogę uznać i to, że przez rok pracy udało mi się przekonać do obranej strategii moich konkurentów w wyborach.

 

A jak prezentuje się związkowy budżet? Zamknął się?
JACEK KASPRZYK: W zeszłym roku, niestety, zanotowaliśmy stratę. Jednak nie szukałbym w tym sensacji. Koszty były związane m.in. z tym, że wykupiliśmy licencję na organizację Final Six Ligi Światowej, czego nie musieliśmy robić, bo nie było żadnej presji, by tę imprezę organizować. Chcieliśmy jednak naszej przygotowującej się do igrzysk olimpijskich reprezentacji zaoszczędzić podróży do dalekiej Argentyny. Potem musiałaby wrócić do kraju, by za 2 tygodnie lecieć na igrzyska do Rio. To dlatego podjęliśmy się organizacji tego turnieju. Niestety, nasza drużyna nie zakwalifikowała się półfinału. No i ponieśliśmy stratę...

 

Ta wyrwa budżetowa została zasypana?
JACEK KASPRZYK: A myśli pan, że można ją zasypać w ciągu miesiąca. Na pewno jednak zostanie zlikwidowana do końca roku, jestem o to spokojny.

 

Zmienił się trener reprezentacji. I...?
JACEK KASPRZYK: Sięgając do wcześniejszych doświadczeń, zmiana trenera reprezentacji dawała nam sukces. Za czasów Raula Lozano zdobyliśmy wicemistrzostwo świata, kiedy drużynę prowadził Daniel Castellani sięgnęliśmy po mistrzostwo Europy. Z kolei Andrea Anastasi wygrał Ligę Światową. Natomiast za kadencji Stephana Antigi w „Spodku” - który kocha siatkówkę; z wzajemnością - zdobyliśmy mistrzostwo świata. To dlatego oczekujemy od Ferdinado De Giorgiego kolejnych sukcesów, przy czym w pierwszym roku jego pracy medalu mistrzostw Europy. W moim przekonaniu nie są to wygórowane cele.

 

Występom reprezentacji siatkarzy towarzyszy presja, zwłaszcza ze strony kibiców. Pan musi być ostrożniejszy.
JACEK KASPRZYK: Zapewniam, że z naszej strony nie ma żadnych nacisków, by osiągnąć znaczący wynik, przynajmniej w nadchodzącej Lidze Światowej. Oczywiście, sukces w tym sezonie jest nam potrzebny. Ale nie mówimy o złocie mistrzostw Europy, tylko o medalu; jest realna szansa, by po niego sięgnąć. Nasza reprezentacja, w porównaniu z innymi zespołami narodowymi, przeszła tylko lifting. To efekt ciężkiej pracy przez długie lata, dlatego też zmiany w reprezentacji przechodzą raczej bezboleśnie. To efekt piramidy szkoleniowej i pracy od podstaw nie tylko związku, ale również klubów. Nie da się ukryć, że mistrzostwo świata dało nam potężnego kopa. Teraz czekamy i na dziewczyny, by się odbiły...

 

Skoro tegorocznym priorytetem są mistrzostwa Europy, to co ze wspomnianą Ligą Światową?
JACEK KASPRZYK: Ma ona przede wszystkim skonsolidować zespół. Głównym zadaniem De Giorgiego jest wpojenie zawodnikom chęci wygrywania. Wiemy, jakim będziemy grali składem; „18” jest już wytypowana. Nikt nie będzie mówił, że kadra nie jest kompletna. Ta grupa docelowo na pewno wystąpi w mistrzostwach Europy, choć - w co jednak wątpię - trener może jeszcze kogoś dokooptować. Ta grupa, poza czekającym na artroskopię kolana Mateuszem Miką, wydaje się na tę chwilę najlepsza i w niej będzie się toczyć rywalizacja. Swoją drogą, dobrze się stało, że Mateusz w końcu zdecydował się na zabieg, bo ma on wszelkie dane, by odgrywać w reprezentacji znaczącą rolę.

 

Posada selekcjonera reprezentacji siatkarzy jest bardzo gorąca...
JACEK KASPRZYK: Przy wyborze trenera najpierw pracowała komisja, która analizowała „za i przeciw”. Potem, bodaj jednogłośnie, kandydaturę De Giorgiego zatwierdził zarząd związku. Oczywiście „zasięgnęliśmy języka” w ZAKSIE, skąd otrzymaliśmy informacje, że jest to człowiek niezwykle poukładany. Każde zajęcia ma z detalami rozpisane, niczego nie zdaje na przypadek. Ma swoją filozofię prowadzenia drużyny; z tego, co już do mnie dotarło, to sprawuje rządy twardej ręki. Ale... Na tę chwilę De Giorgi jest generałem naszej siatkówki i nikt mu nie zamierza się „wcinać”. Jeżeli ktoś nie chce, czy nie zamierza, dostosować się do tego modelu, ląduje poza szatnią. My możemy się wtrącać tylko w przypadku wykroczeń dyscyplinarnych, ale nie przypuszczam, by do takich doszło. Natomiast prawdą jest, że przyszłoroczne mistrzostwa świata będą ważną weryfikacją pracy De Giorgiego i jego sztabu szkoleniowego.

 

Grono współpracowników De Giorgiego to jego autorski pomysł? Czy na pewno działacze w jego decyzję nie ingerowali?
JACEK KASPRZYK: Gdy rozpisywaliśmy konkurs na selekcjonera, w regulaminie było tylko jedno zastrzeżenie: sztab szkoleniowy musi się składać z naszych rodzimych szkoleniowców oraz fizjoterapeutów. Kandydaci na to przystali, a po wyborze De Giorgiego przedstawiliśmy naszą listę kandydatów na współpracowników. Szkoleniowiec wskazał na Piotra Gruszkę oraz Oskara Kaczmarczyka i... wypada się z tego cieszyć. Z Oskarem przecież współpracował przez dwa minione lata, a Piotr ma wszelkie dane, by osiągnąć top trenerskiego wtajemniczenia. Pamiętajmy wszakże, że De Giorgi pracował przez dwa lata w ZAKSIE, więc sam doskonale się orientuje w naszej siatkówce.

 

A czy doczekamy się takiej chwili, że reprezentację biało-czerwonych poprowadzi rodzimy trener?
JACEK KASPRZYK: Również chciałbym się cieszyć z naszego rodzimego trenera. Może w przyszłości. Najważniejsze, że mamy fajnych chłopaków, to zresztą szeroka grupa. Piotr i Oskar już pracują z kadrowiczami, ale przecież są jeszcze Wojciech Serafin czy Jakub Bednaruk lub Krzysztof Stelmach, których do trenerskich „staruchów” nie można zaliczyć. Chcieliśmy powierzyć Wojtkowi Serafinowi reprezentację do lat 23, ale zrezygnował, bo zdecydował się na samodzielną pracę w Effectorze Kielce. I to ona, co zrozumiałe, jest w tej chwili dla niego priorytetem. Nasz problem polega na tym, że swego czasu trenerzy stracili zaufanie zawodników i teraz muszą je odzyskać. A ponadto zagranicznemu szkoleniowcowi w Polsce jest zdecydowanie łatwiej, bo przychodzi, wykłada kawę na ławę, a działacze to realizują. Ale nie można powiedzieć, że nie mamy trenerów, bo byłoby to niesprawiedliwe. Od trzech lat kadeci, a teraz juniorzy nie przegrali meczu, a przecież prowadzą ich nasi szkoleniowcy (Sebastian Pawlik i Maciej Zendel – przyp. red.). Jeżeli trener solidnie wykonuje swoją pracę, to jest akceptowany przez grupę. Mamy szeroki i nowatorski program szkolenia oraz sporo kandydatów na przyszłych trenerów. Zdają egzaminy, które nie są łatwe i otrzymują związkową licencję. Mam taką cichą nadzieję, że - tak jak w latach 70. poprzedniego stulecia - nasza myśl szkoleniowa znów będzie cenna. Wówczas to my trenowaliśmy Włochów, a teraz to oni przyjeżdżają do nas...

 

W mistrzostwach świata w 2014 roku zanotowaliśmy sukces sportowy oraz organizacyjny. Czy jesteśmy w stanie dokonać kolejnego skoku jakościowego?
JACEK KASPRZYK: Mistrzostwo można tylko powtórzyć... A od lat śnimy o medalu olimpijskim. Teraz mamy rok poolimpijski, dość specyficzny, ale od reprezentacji, która zdobyła mistrzostwo świata, musimy wymagać, by nie schodziła poniżej określonego poziomu. Tego oczekujemy po występie w mistrzostwach Europy. A od strony organizacyjnej o przebieg tego turnieju jestem spokojny, bo mamy ogromne doświadczenie. Poza tym wypracowaliśmy swój styl i nasi rywale z chęcią przyjeżdżają do nas na mecze Ligi Światowej czy też towarzyski Memoriał im. Huberta Jerzego Wagnera. Nasz kraj gwarantuje bowiem jakość – i sportową, i organizacyjną. Na marginesie - nie obawiam się o potencjał sportowy naszej męskiej siatkówki, bo przecież jeszcze do końca nie została uruchomiona w dorosłej siatkówce grupa juniorów, która w minionym sezonie już odgrywała znaczącą rolę w rozgrywkach PlusLigi. Jeśli jeszcze swoją pracę uwiarygodnimy wynikami żeńskiej reprezentacji, która ma przed sobą trudny sezon, to będziemy bardzo zadowoleni. Poza tym, daj Boże, by wszystkie związki prowadziły szkolenie na takim, jak siatkówka, poziomie. Wówczas nasz sport rzeczywiście byłby doskonałym ambasadorem Polski w świecie.

Z tej samej kategorii