Stadion Narodowy pogrążony w smutku. Polacy przegrali z Serbią 0:3

Poland vs Serbia - European Men's Volleyball Championships 2017 - Warsaw, Poland, 24 Augutst 2017
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Bolesny rewanż Serbów za mistrzostwa świata sprzed trzech lat. Już na samym początku mistrzostw Polacy stawiają się w bardzo trudnej sytuacji.

W 2014 roku na otwarcie mistrzostw świata, również na Stadionie Narodowym, Polacy rozbili Serbów, a potem zdobyli złoto. Kibice mieli nadzieję, że historia się powtórzy. Szkopuł w tym, że polska ekipa w ciągu trzech lat przeszła prawdziwą rewolucję. Zmienił się trener i zawodnicy. Z drużyny, która wówczas wyszła na mecz z Serbami, pozostał jedynie Paweł Zatorski. – Nie możemy się odnosić do tamtego spotkania – mówił Ferdinando De Giorgi, szkoleniowiec biało-czerwonych, przestrzegając przed zbytnim hurraoptymizmem.

 

Także Nikola Grbić, trener ekipy z Bałkanów, nie przywiązywał wielkiej wagi do tego, co się wydarzyło trzy lata temu. Znakomity przed laty rozgrywający nie martwił się też o odporność psychiczną swoich graczy. – Może przez pierwsze pięć minut będą mieli problemy z dopingiem kibiców i ogromem obiektu. Potem się przyzwyczają – dodał.

 

I miał rację. Jego podopieczni w pierwszych minutach byli zdeprymowani, co skrzętnie wykorzystali Polacy. Świetnie, bo od asa serwisowego zaczął spotkanie Bartosz Kurek. W ataku jak zwykle nie zawodzili Michał Kubiak oraz Dawid Konarski. Na pierwszej przerwie technicznej nasi zawodnicy prowadzili 8:5 i wydawało się, że nic złego im się nie stanie.

 

Niestety, z czasem Serbowie opanowali nerwy. Przede wszystkim poprawili swoją zagrywkę. I to jak poprawili! Kompletnie odrzucili od siatki Polaków. Byli sprytniejsi oraz dokładniejsi. Mieli również zdecydowaną przewagę na środku siatki. Srecko Lisinac i Marko Podrascanin to gracze światowego formatu. Choć Bartłomiej Lemański oraz Łukasz Wiśniewski – zastąpił w szóstce nie w pełni zdrowego Mateusza Bieńka – robili co mogli, to jednak do klasy Serbów im jeszcze sporo brakuje.

 

Polacy bez dokładnego przyjęcia niewiele mieli do powiedzenia. Fabian Drzyzga, nasz rozgrywający rzadko miał okazję do „zatrudniania” środkowych. Zwykle był zmuszony wystawić wysoką piłkę do skrzydłowych. A tam na Kurka, Konarskiego i Kubiaka czekał już blok Serbów. Niestety, nasi gracze kilkakrotnie boleśnie przekonali się o jego sile. Biało-czerwonych stać było jedynie na pojedyncze akcje. A nawet gdy udawało im się wygrać kilka trudnych akcji, podawali pomocną dłoń rywalom. Tak było choćby w drugim secie. „Wyciągnęli ze stanu 18:23 na 21:23, po czym zepsuli zagrywkę i atak oddając Serbom partię.

 

W trzecim secie, przy stanie 11:16, De Giorgi, nie mając nic do stracenia postawił na rezerwowych. Weszli: Bieniek, Łomacz, Kaczmarek i Buszek. I wrócił entuzjazm w grze naszego zespołu. Doprowadzili do remisu 18:18. W końcówce górę jednak wzięło większe doświadczenie rywali.

 

POLSKA – SERBIA 0:3 (22:25, 22:25, 20:25)

 

POLSKA: Drzyzga, Kurek, Lemański, Konarski, Kubiak, Wiśniewski, Zatorski (libero) oraz Kaczmarek, Łomacz, Bieniek, Buszek. Trener Ferdinando De GIORGI.

SERBIA: Jovović, Kovacević, Lisinac, Luburić, Petrić, Podrascanin, Rosić (libero) oraz Okolić, Skundrić, Trener Nikola GRBIĆ.

Sędziowali Andriej Zenowicz (Rosja) i Fabrizio Saltalippi (Włochy). Widzów: 60000.

Przebieg meczu

I: 9:10, 14:15, 16:20, 22:25.

II: 10:8, 13:15, 18:20, 22:25.

III: 8:10, 11:15, 18:20, 20:25.

Bohater – Uros KOVACEVIĆ.

Z tej samej kategorii