Nie takie Dynamo straszne. ZAKSA nie do zatrzymania

ZAKSA - Dynamo Moskwa
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Kędzierzynianie wciąż niepokonani w Lidze Mistrzów. Po raz drugi pokonali potentata z Rosji i zapewnili sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek. – Cel minimum został zrealizowany – cieszył się Mateusz Bieniek, środkowy ZAKSY.

Choć w poprzedniej kolejce mistrzowie Polski wygrali w Moskwie 3:1, w Kędzierzynie-Koźlu zdawali sobie sprawę, że czeka ich ogromnie trudne zadanie. Zawodnicy i sztab szkoleniowy ZAKSY zwracali przede wszystkim uwagę na siłę Rosjan w polu zagrywkowym i ataku. I faktycznie podczas rozgrzewki gracze z Moskwy mogli wzbudzić respekt. Zwłaszcza Konstantin Bakun. Wyglądał jak gladiator, ponad 200 cm wzrostu, potężne ramiona i klatka piersiowa. Piłka po jego zbiciach leciała wręcz z prędkością światła. Miejscowi fani z niedowierzaniem patrzyli jak mocny ma atak ten gracz.


Pierwsze piłki meczu jeszcze spotęgowały te lęki. W pierwszych akcjach Kevin Tillie dwukrotnie nadział się na blok rywali, a Sam Deroo raz. Do tego Bakun popisał się kapitalnym atakiem. I na tym popisy Rosjan się skończyły. Bakun choć piłkę w ataku łapał bardzo wysoko, wcale skuteczny nie był, a nawet kilka razy nadział się na pojedynczy blok. Szybko, bo już na początku drugiej partii został zmieniony, co mu się wybitnie nie spodobało, bo wdał się w dyskusję ze swoim szkoleniowcem Jurijem Mariczewem.

Technika nad siłę
Kędzierzynianie nie mogąc równać się z rywalami siłą, postawili na spryt i technikę. Kevin Tillie obronie uwijał się jak w ukropie, raz za razem podbijając wydawałoby się piłki nie do podbicia, Benjamin Toniutti rozgrywał szybko i dokładnie, a jego koledzy nie atakowali silnie, ale obijając blok Rosjan, raz za razem zdobywało kolejne punkty. Świetnie też prezentowali się na zagrywce. Najwięcej kłopotów przyjezdnym sprawiały tzw. floty. Za nic nie potrafili dokładnie ich przyjąć. A już pojawienie się w polu zagrywki Mateusza Bieńka, u przyjmujących Dynama, na pewno wywoływało szybsze bicie serca. Reprezentant Polski szczególnie w drugiej partii dał prawdziwy popis. ZAKSA seryjnie zdobywała punkty. I na nic zdawały się zmiany. Ani Jurij Bierieżko, ani Dmitrij Ilnych, ani Aleksander Markin nie znaleźli sposobu na floty naszych zawodników. – Trener często zwraca mi uwagę bym serwował agresywnie, a nie zagrywał flotów. Staram się to robić – mówił środkowy ZAKSY. O jego umiejętnościach z uznaniem wypowiadał się Roman Bragin, libero Dynama. – Nie do końca potrafimy przyjmować takie zagrywki, skróty, floty. W naszej lidze tak się nie serwuje. Trenowaliśmy ten element, ale widocznie zbyt mało – przyznał.

Spokój Wołkowa
ZAKSA kontrolowała mecz. Prowadziła w setach 2:0 – w drugim kędzierzynianie odrobili nawet 5 punktów straty – a w trzecim już 10:5. Wydawało się, że już nic złego nie może jej się przytrafić, tym bardziej, że przyjezdni wyglądali na pogodzonych z losem. Wtedy na parkiecie pojawił się Aleksander Wołkow. Mistrz olimpijski z Londynu z powodu kontuzji nie prezentuje już tak wysokiego poziomu, co przed laty, ale umiejętności ma jednak ogromne. Do tego wniósł sporo spokoju w poczynania swoich kolegów. Dobrą zmianę dał też Denis Biriukow. I nagle gra moskwian zaczęła się kleić. Poprawili przyjęcie i od razu przyniosło to efekt w ataku. Odrobili straty, do tego w końcówce, po twardej wymianie ciosów wygrali seta.

Nie pękli
Kędzierzynianie choć mocno przeżyli porażkę w trzeciej odsłonie, nie pękli. W kolejnym secie znów podjęli walkę. Rozgorzała walka na całego. Z jednej strony efektownymi atakami popisywali się Paweł Krugłow i Bierieżko, z drugiej Dawid Konarski, Deroo oraz Łukasz Wiśniewski. I z tej wymiany ciosów zwycięsko wyszli kędzierzynianie. Od stanu 15:14 zdobyli trzy punkty z rzędu. Tym razem szansy na wygraną nie wypuścili z rąk. – Szkoda, że nie udało się wygrać do 0, ale pocieszające jest to, że nie pękliśmy w czwartym secie – ocenił Bieniek.

 

ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE – DYNAMO MOSKWA 3:1 (25:17, 25:22, 27:29, 25:21)

 

ZAKSA: Toniutti (4), Tillie (12), Wiśniewski (7), Konarski (21), Deroo (14), Bieniek (8), Zatorski (libero) oraz Czarnowski, Buszek. Trener Ferdinando DE GIORGI.
DYNAMO: Grankin (4), Bierieżko (9), Ostapienko (3), Bakun (6), Markin (5), Szczerbinin (7), Bragin (libero) oraz Ilnych (6), Krugłow (18), Wołkow (5), Biriukow (5), Antipkin (1). Trener Juri MARICZEW.
Sędziowali: Vitor Alexandre Goncalves (Portugalia) i Tiit Koiv (Estonia). [Widzów:] 3000.

Przebieg meczu
I: 10:8, 15:11, 20:11, 25:17.
II: 5:10, 12:15, 20:19, 25:22.
III: 10:5, 15:13, 19:20, 24:25, 27:29.
IV: 8:10, 15:14, 20:16, 25:21.
Bohater – Kevin TILLIE.

Z tej samej kategorii