"Gdyby trener nie ustąpił, sami byśmy to zaproponowali"

Miroslav Palgut
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

- To było najbardziej honorowe rozwiązanie - mówi Piotr Pluszyński, prezes BBTS-u, o dymisji Miroslava Palguta.

MICHAŁ TRELA: Był pan zaskoczony tym, że trener Miroslav Palgut tak szybko podał się do dymisji?

PIOTR PLUSZYŃSKI: - Tak, nie spodziewałem się, że podejmie taką decyzję. Wyniki oczywiście były kiepskie, ale dotychczas trener cały czas miał pomysły na to, jak poprawić grę tej drużyny i obudzić ją. Myślałem, że będzie chciał jeszcze wyciągnąć wnioski. Trener nie widział już jednak sposobu na wyjście z marazmu, więc nie było sensu tej współpracy kontynuować. Na spotkanie byliśmy umówieni już wcześniej. Nie było jednak sprecyzowanego terminu. Przyspieszył je nasz fatalny występ w Będzinie. W poniedziałek nie mogliśmy się spotkać, bo byłem na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy PLPS S.A. Szczerze mówiąc, gdyby trener sam nie podał się do dymisji, zaproponowalibyśmy mu takie rozwiązanie. Sam chyba czuł, że to honorowe wyjście z sytuacji.

 

To dla pana rozczarowanie, że trener pracował zaledwie dwa miesiące?

PIOTR PLUSZYŃSKI: - Trener Palgut miał wielkie plany i zaczął z bardzo wysokiego C. Okazało się jednak, że wygrana z Radomiem to był łabędzi śpiew. Nikt się nie spodziewał, że będzie nam szło tak trudno. Następowały sploty nieszczęśliwych okoliczności. Po sromotnej porażce z Jastrzębskim Węglem, gdy nikt nie zdawał sobie jeszcze sprawy, jak silny to rywal, zespół potrzebował spokoju, treningów, pracy. Wtedy jednak kalendarz to uniemożliwiał. Graliśmy mecze środa-sobota i nie dało się zespołu podnieść. Dlatego wszystko się porozłaziło, a trener nie miał już koncepcji, jak to skleić.

 

Wie pan już, co dalej?

PIOTR PLUSZYŃSKI: - Na razie zespół przejmie drugi trener Paweł Wrzeszcz. Najprawdopodobniej to on poprowadzi zespół w meczu z ZAKSĄ, chociaż od razu przystąpiliśmy do rozmów z potencjalnymi nowymi szkoleniowcami. Zatrudnienie stałego trenera to kwestia maksymalnie kilku najbliższych dni. Szukamy w kraju, choć niekoniecznie Polaków. Chcemy szkoleniowca, który zna PlusLigę i polskie realia. Nie ma wielkiego wyboru, ale jestem dobrej myśli, że znajdziemy odpowiednią osobę. Choć nikt tego nie jest w stanie przewidzieć. Gdybym wiedział, kto da radę podnieść tę drużynę, już byłby w Bielsku-Białej.

 

Z tej samej kategorii