Ferdinando De Giorgi: Chciałem wrócić pracować do Polski!

- Polska to świetnie miejsce dla kogoś, kto kocha siatkówkę. Prezes Jastrzębskiego Węgla zaproponował mi konkretną ofertę i, nie zastanawiając się długo, postanowiłem z niej skorzystać - mówi nowy trener "Pomarańczowych".

Ferdinando De Giorgi
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

MICHAŁ ZICHLARZ: Jak spędził pan kilka ostatnich miesięcy, po tym, jak przestał pan być trenerem reprezentacji Polski, a podjął pracę w Jastrzębskim Węglu? W domu we Włoszech?

FERDINANDO DE GIORGI: - Tak, byłem u siebie w domu w Squinzano, to na południu, niedaleko Lecce w Apulii, fantastyczne miejsce na wakacje, gdzie słońca nie brakuje, potrzebowałem tego. Mam zresztą dużą rodzinę, dwie siostry i sześciu braci. Miesiąc wystarczył. Po tym okresie chciałem wracać do pracy. To przecież moje życie.

 

Kiedy pojawiła się oferta pracy w Jastrzębskim Węglu, ponownie w Polsce, jak rodzina zareagowała?

FERDINANDO DE GIORGI: - Rodzina nie wtrąca się do tego co robię, gdzie pracuję. Nie dyskutujemy o tym, życzą mi tylko, żebym był zadowolony z warunków i z miejsca, gdzie przyjdzie mi pracować. A co do mnie, to jeszcze raz podkreślę, moim pragnieniem był jak najszybszy powrót do pracy, a najlepiej do Polski. To świetnie miejsce dla kogoś, kto kocha siatkówkę. Prezes Jastrzębskiego Węgla zaproponował mi konkretną ofertę i, nie zastanawiając się długo, postanowiłem z niej skorzystać.

 

Czy były i czy rozważał pan jakieś inne propozycje pracy z innych klubów, z innych krajów?

FERDINANDO DE GIORGI: - No cóż, rozważałem różne opcje. Gdybym poczekał dłużej, to na pewno pojawiłaby się jakaś propozycja pracy we Włoszech, myślę tutaj już o kolejnym sezonie. Nie chciałem jednak długo czekać, nasza praca polega na tym, żeby pracować, a nie robić sobie przerwy i czekać. Oferta z Jastrzębia była konkretna i pojawiła się w dobrym dla mnie momencie. Jak mówię, chciałem wrócić do Polski i udało się to zrealizować. Klub chce się rozwijać, chce iść do przodu, a ja, jako szkoleniowiec mam w tym pomóc.

 

Czy to, że Jastrzębski Węgiel ma tradycję zatrudniania szkoleniowców z Włoch, trenerami byli przecież Tomaso Totolo, Roberto Santilli, Lorenzo Bernardi czy Roberto Piazza, miało dla pana jakieś znaczenie?

FERDINANDO DE GIORGI: - Na pewno jest to jakaś wskazówka przy podjęciu decyzji. Jeśli wiesz, że już wcześniej pracował w tym miejscu trener z Italii, to w klubie wiedzą czego można się spodziewać, jakie są oczekiwania, mamy przecież swoją szkołę. To ważne.

 

Górnicze Jastrzębie-Zdrój różni się od pana domu na południu Włoch. Nie było obaw przed przeprowadzką?

FERDINANDO DE GIORGI: - Wcześniej byłem w Kędzierzynie-Koźlu, który leży przecież nie tak niedaleko od Jastrzębia. Dla mnie pierwszą i najważniejszą rzeczą jest zespół oraz klub, w którym przychodzi mi pracować. Kolejną rzeczą jest to, gdzie to jest. Nie jest najistotniejsze to, żeby to było jakieś atrakcyjne miejsce. Ja skupiam się na pracy, na zadaniu jakie mam przed sobą.

 

Z Jastrzębskim klubem podpisał pan 2,5 letni kontrakt. Co będzie celem? Takie same osiągnięcia, jakie notował pan jako szkoleniowiec w ZAKSIE?

FERDINANDO DE GIORGI: - Było najlepiej, gdybyśmy zanotowali takie wyniki. Wiadomo jednak, że nie będzie to łatwe. Przychodzę do klubu w trakcie trwania rozgrywek. Pierwszy raz mam do czynienia z takim doświadczeniem. Drużyna nie jest zbudowana przeze mnie. Mamy jednak projekt polepszenia wszystkiego w kolejnych dwóch latach, tak, żeby osiągnąć szczyt. Mogę zapewnić, że ze swojej strony zrobię wszystko, żebyśmy byli na tym najwyższym poziomie. Teraz celem jest miejsce w czołowej szóstce i walka o drugą rundę w Lidze Mistrzów.

 

Ambicje w jastrzębskim klubie są duże, ale w tym sezonie, o czym świadczy choćby zmiana na ławce trenerskiej, zespół ma problemy. Z czego to wynika?

FERDINANDO DE GIORGI: - Dla nas najważniejsze teraz jest to, żeby skupić się na swojej grze. Musimy być uważni w każdym elemencie i musimy poprawić standard tego, jak gramy. Teraz każdy mecz jest ważny. Jak mówię, celem w lidze jest walka o miejsce w szóstce, a jest osiem, dziewięć zespołów, który pretendują do tego. ZAKSA skończy pewnie na pierwszej pozycji. Co do pozostałych miejsce to wszystko jest otwarte.

 

Walczycie na dwóch frontach, z jednej strony PlusLiga, a z drugiej Champions League. Jak patrzy pan na rozgrywki w Lidze Mistrzów, gdzie już w środę czeka was mecz z klubowym mistrzem świata Zenitem Kazań?

FERDINANDO DE GIORGI: - Dla zawodników to wspaniałe doświadczenie, to maksimum tego, gdzie mogą grać. Z drugiej strony oznacza to też to, że jest mniej czasu na regenerację i odpowiednie treningi. Dlatego tak ważne jest właściwe zorganizowanie wszystkiego, tak, żeby był czas i na właściwy odpoczynek i na odpowiednią pracę. Muszę jednak powiedzieć, że ja jestem wielkim zwolennikiem rozgrywek w Lidze Mistrzów. Masz wtedy możliwość zmierzenia się z najlepszymi.

 

Jest jednak wiele zastrzeżeń co do siatkarskiej Ligi Mistrzów, która nijak ma się, porównując pieniądze, do piłkarskiego odpowiednika.

FERDINANDO DE GIORGI: - Na pewno federacja powinna coś zrobić i zmienić, tak, żeby ten bilans wydatków, związany choćby z dalekimi oraz drogimi wyjazdami, był zbalansowany z zyskami klubów.

 

Będąc w domu z pewnością zastanawiał się pan nad swoim kilkumiesięcznym okresem pracy z reprezentacją Polski. Jakie wnioski pan wyciągnął?

FERDINANDO DE GIORGI: - [uśmiech] Przepraszam, ale nie chciałbym o tym rozmawiać. Spędziłem odpowiedni okres czasu, żeby wszystko przeanalizować, ale nie chcę wiele o tym mówić. To dla mnie zamknięty temat. Na pewno było to dla mnie ważne doświadczenie, ale niestety zbyt krótkie. Teraz życzę tego, żeby znalazł się odpowiedni kandydat na trenera reprezentacji. Dla całej dyscypliny, także dla nas, osób pracujących w klubach, to ważne, żeby reprezentacja odniosła sukcesy i notowała dobre wyniki. Jak jednak podkreślam, nie chcę o tym za dużo mówić, bo to już dla mnie zamknięty okres. Teraz koncentrują się na pracy w Jastrzębskim Węglu.

 

Trefl Gdańsk z Andreą Anastasim właśnie zdobył Puchar Polski. To zaskoczenie?

FERDINANDO DE GIORGI: - ZAKSA była faworytem finałowego turnieju, ale trzeba pamiętać o tym, że takie zawody rządzą się swoimi prawami. Dwa dni, dwa mecze, wiele może się zdarzyć, tym bardziej, że ta różnica w poziomach czołowych drużyn jest minimalna. To, że wygrał Trefl nie jest jakąś wielką niespodzianką, bo w drużynie Andrei nie brakuje dobrych czy bardzo dobrych zawodników, mają może problem z tym, żeby utrzymać stałą formę, ale teraz udało im się wspiąć na szczyt.

 

Z tej samej kategorii