Tomasz Kalembka - "Drzewo" i filar. Ale na początku była "noga"

PGE Skra Belchatow - GKS Katowice
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Słynie z efektownych bloków, świetnej zagrywki i „gwoździ” wbijanych rywalom. Dołączył do grona czołowych polskich środkowych. Bez niego trudno dziś wyobrazić sobie drużynę beniaminka z Katowic.

Słynie z efektownych bloków, świetnej zagrywki i „gwoździ” wbijanych rywalom. Tomasz Kalembka dołączył do grona czołowych polskich środkowych. Bez niego trudno dziś wyobrazić sobie drużynę beniaminka z Katowic. Gdy podczas grudniowej gali „Złote Buki” odbierał nagrodę dla najlepszego siatkarza roku w GKS-ie Katowice, został zapytany, skąd wzięła się jego ksywka „Drzewo”. Odpowiedź brzmiała: - To durne przezwisko ciągnie się za mną od prawie 20 lat. Miałem może z sześć, siedem lat gdy próbowałem grać w piłkę. Nie wychodziło najlepiej, więc koledzy wiedzieli jak mnie nazwać - zdradził z uśmiechem Tomasz Kalembka.

 

Jego długie ręce...

Brak talentu do piłki nożnej okazał się szczęśliwym zrządzeniem losu. 25-latek rodem z Dąbrowy Górniczej poszedł w stronę siatkówki i z całą pewnością jest teraz jednym z bardziej wyróżniających się zawodników młodego pokolenia. Ksywka „Drzewo” pasuje zresztą do niego idealnie. Ale nie z powodu „drewnianego” stylu gry, jak w piłce nożnej. Rosły środkowy i jego długie ręce w bloku są dzisiaj postrachem atakujących wszystkich drużyn PlusLigi.

Kalembka dał się poznać szerszej siatkarskiej publiczności już kilka lat temu. Najpierw, jako uczeń Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale, występował w młodzieżowych reprezentacjach kraju. Po ukończeniu spalskiej szkoły, w przeciwieństwie do niektórych kolegów, nie poszedł do drużyny z PlusLigi. Wylądował w BBTS-ie Bielsko-Biała, który wówczas znajdował się w I lidze. Pod Dębowcem szybko przebił się do pierwszego składu i po krótkiej grze na zapleczu ekstraklasy wraz z BBTS-em cieszył się z gry w PlusLidze. Choć był młodym zawodnikiem, to już się wyróżniał. Nie tylko dobrą grą, ale i charakterystycznymi długimi włosami. - Nauczyłem się z nimi grać i dobrze się w nich czuję. A jakiego szamponu używam? Najczęściej cudzego, czyli od kolegów z szatni - śmiał się w pamiętnym wywiadzie dla klubowej telewizji.

 

Kariera? Śmieszy go to...

Środkowy spędził w Bielsku-Białej kilka lat i były to jego pierwsze kontakty z siatkówką na najwyższym szczeblu, choć BBTS nigdy nie walczył o czołowe lokaty. To na Podbeskidziu zaczął na dobre swoją karierę, choć - jak mówił wówczas - to dla niego obce słowo. - Słowo kariera strasznie mnie śmieszy. Dla mnie karierę zrobili tacy zawodnicy, jak Mariusz Wlazły czy Paweł Zagumny. Ten drugi to człowiek, który gra długie lata w najwyższej klasie rozgrywkowej, jest wiodącą postacią swojego zespołu, a samo jego nazwisko już jest marką. Ja jej jeszcze nie mam - podkreślał wówczas Kalembka, który stawia przede wszystkim na swój rozwój. - Wszystko trzeba robić krok po kroku. Zagrać jeden mecz, potem drugi i pokazać się z dobrej strony. Co będzie potem, zobaczymy - dodaje.

 

Krok w tył, dwa w przód

Nie wszystkie ruchy zawodnika wydawały się krokami naprzód. Po epizodzie w Bielsku-Białej Tomasz Kalembka zdecydował się na powrót na pierwszoligowe parkiety. Wybrał nyską Stal, która była prowadzona przez Janusza Bułkowskiego, z którym znał się z BBTS-u. Sezon 2014/15 należał jednak do niego. Był jednym z najlepszych środkowych rozgrywek, przez co nie umknął uwadze drużynie z Katowic. Mający ekstraklasowe ambicje TKKF Czarni (chwilę później przeobrażeni w GKS), ściągnęli Kalembkę do stolicy Górnego Śląska i trafili w dziesiątkę. „Drzewo” znów błyszczał na pierwszoligowych parkietach i był jednym z najjaśniejszych punktów drużyny, która w wielkim stylu wygrała pierwszoligowe rozgrywki, a następnie przystąpiła do rywalizacji w PlusLidze.

Z tej samej kategorii