Siatkarzy ZAKSY równy krok po złoto

AKSA Kedzierzyn-Kozle - PGE Skra Belchatow
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Kędzierzynianie po raz drugi z rzędu i siódmy w historii mistrzami Polski. Trener Ferdinando De Giorgi w wielkim stylu pożegnał się z zespołem.

Na przełomie XX i XXI wieku zespół z Kędzierzyna-Koźla w kraju nie miał sobie równych. W latach 1998-2003 aż pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo Polski. Tylko raz w 1999 roku jego hegemonię przerwał AZS Częstochowa. Wówczas o sile ZAKSY - wtedy klub nosił nazwę Mostostal Azoty - stanowili m.in. Duszan Kubica, Marek Kardos, Paweł Papke, Robert Szczerbaniuk, Rafał Musielak czy Sebastian Świderski. Potem nastały chude lata, a rozgrywki o mistrzostwo kraju zdominowały Skra Bełchatów oraz Asseco Resovia.

 

Powrót Świderskiego
Karta się odwróciła dopiero dwa lata temu, gdy prezesem ZAKSY został Świderski. Na nowym stanowisku spisał się znakomicie, a najlepszym posunięciem było zatrudnienie na stanowisku trenera Ferdinando De Giorgiego. Włoch z ZAKSY uczynił maszynę do wygrywania. Już w pierwszym sezonie zdobył mistrzostwo Polski, a teraz potwierdził klasę, ponownie sięgając po złoto i dokładając triumf w Pucharze Polski. - Kędzierzynianie grali najrówniej z czołówki i na przestrzeni całego sezonu prezentowali bardzo dobry i równy poziom. Obronili tytuł i mogę im tylko pogratulować - z uznaniem o sile ZAKSY mówił Karol Kłos, środkowy PGE Skry Bełchatów, która przegrała finałową batalię.

 

Czas na kadrę
Dla włoskiego trenera był to jednak pożegnalny mecz. Teraz czeka go praca z reprezentacją Polski siatkarzy. Został godnie pożegnany, szampanem i okolicznościowym tortem. - To mistrzostwo smakuje szczególnie, bo nie jest łatwo powtórzyć sukces. Panuje tu wspaniała atmosfera. Trudno opuszczać Kędzierzyn, ale idę spełniać kolejny wielki sen, obejmując silną, świetną reprezentację w tym samym kraju - stwierdził Ferdinando De Giorgi.
Sukces jest tym cenniejszy, że kędzierzynian nie oszczędzały kontuzje. Przed decydującą częścią rozgrywek stracili świetnego Francuza, Kevina Tillie, a przez kilka tygodni nie mógł grać Grzegorz Bociek. Okazało się, że problemy ich scementowały.
Mistrzom Polski nie wyszedł jedynie start w Lidze Mistrzów, zwłaszcza że mocno rozbudzili nadzieje po świetnej postawie w fazie grupowej, którą wygrali w cuglach. Odpadli już w ćwierćfinale, dwukrotnie ulegając Biełogorje Biełgorod.

 

Bez wpadki
ZAKSA w całym sezonie prezentowała się zdecydowanie najrówniej. Z 34 meczów przegrała tylko cztery, w sezonie zasadniczym dwukrotnie ze PGE Skrą oraz Asseco Resovią, czyli drużynami o porównywalnym potencjale. Uniknęła natomiast wpadek. Zwyciężyła we wszystkich meczach ze słabszymi drużynami. To pozwoliło jej wygrać sezon zasadniczy z przewagą 5 punktów nad drugą ekipą z Rzeszowa. Była liderem od 7. kolejki.
O sile kędzierzynian zdecydował przede wszystkim zbilansowany i wyrównany skład. Nie znaczy to, że w ich szeregach nie było indywidualności. Przede wszystkim Benjamin Toniutti. Francuz na rozegraniu jest wirtuozem, w PlusLidze nie ma sobie równych. Wystawia szybko, dokładnie i niezwykle trudno rozszyfrować jego zamierzenia. W klasyfikacji na najlepszego rozgrywającego zajął pierwsze miejsce. Jego skuteczność rozegrania wynosiła 56,62 procent.
W ofensywie gra ZAKSY oparta była natomiast na Dawidzie Konarskim, najlepszym atakującym ligi. Sezon zakończył z dorobkiem 455 punktów (378 zdobył atakiem, zaserwował 26 asów i miał 51 bloków).

 

Klubowe MŚ w nagrodę
ZAKSA, dzięki zdobyciu mistrzostwa Polski, będzie gospodarzem Klubowych Mistrzostw Świata, które odbędą się w dniach 11-17 grudnia. Oprócz kędzierzynian udział w zawodach zapewniły sobie już Sada Cruizero (mistrz Ameryki Południowej i obrońca trofeum) i Sarmayeh Bank Volleyball Club (mistrz Azji). Dołączą zwycięzca Ligi Mistrzów (w Final Four Ligi Mistrzów w dniach 29-30 kwietnia zmierzą się: Cucine Lube Civitanova, Sir Safety Perugia, Zenit Kazań i Berlin Recycling Volleys), a także mistrzowie krajów z dwóch państw najwyżej sklasyfikowanych w rankingu FIVB (obecnie są to Brazylia oraz Polska i USA) oraz dwie ekipy z „dzikimi kartami”.

Z tej samej kategorii