Jakub Bednaruk: Nie latałem za dziennikarzami

- Mnie nie trzeba było zachęcać, czułem się na siłach, by spróbować i sam się zgłosiłem. Ale zdaję sobie sprawę, że przede mną długa droga. Mam w sobie dużo pokory, nie ma się czego bać - mówi trener Łuczniczki Bydgoszcz i były kandydat na selekcjonera reprezentacji Polski siatkarzy.

GKS Katowice - Luczniczka Bydgoszcz
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Jakub Bednaruk nie zostanie trenerem reprezentacji Polski. Jego obecność w gronie siedmiu kandydatów potwierdzała jednak opinię, że wychowanek Włókniarza Bielsko-Biała ma ambicję kierowania w przyszłości biało-czerwoną drużyną.

 

JERZY MUCHA: W grze o posadę trenera naszej kadry pozostały trzy osoby: Vital Heynen, Piotr Gruszka i Andrzej Kowal. Ma pan swojego kandydata na trenera reprezentacji Polski?

JAKUB BEDNARUK: - Mam. I nie powiem (śmiech! - red.).

 

Może jednak rozwinie pan swoją odpowiedź?

JAKUB BEDNARUK: - Mam jednego z tych trzech, ale całą trojkę bardzo szanuję, doceniam ich pracę. Może z innego poziomu startuje ta trójka, bo „Grucha" to legenda polskiej reprezentacji, Andrzej to aktualnie najbardziej utytułowany polski trener. Z kolei Vital Heynen ma największe doświadczenie na arenie międzynarodowej. Każdy z nich ma niewątpliwie swoje atuty.

 

W takim razie proste pytanie, to będzie Polak czy Heynen?

JAKUB BEDNARUK: - Ja bym się ucieszył, gdyby to Polacy prowadzili reprezentację. Przykładowo Serbowie nie dopuszczają zagranicznych trenerów, a Rosjanie zrobili to tylko raz. Oni stawiają na swoich. Ważne jest to, byśmy dobrze grali w siatkówkę, by nasi trenerzy się rozwijali.

 

PZPS zachęcił pana do złożenia oferty na stanowisko trenera kadry. Jest pan teraz rozczarowany, że się nie udało?

JAKUB BEDNARUK: - Mnie nie trzeba było zachęcać, czułem się na siłach, by spróbować i sam się zgłosiłem. Ale zdaję sobie sprawę, że przede mną długa droga. Mam w sobie dużo pokory, nie ma się czego bać... Trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczkę. Ostatnio konkurs na trenera jakby mniej mnie interesował, skupiałem się na pracy w klubie. Nie latałem więc za dziennikarzami, nie udzielałem wywiadów, starałem się ich unikać, by nie powstało wrażenie, że robię sobie dodatkowe punkty... Było o mnie cicho. Każdy z tej trójki, która została ma swoje atuty i wady i w zasadzie już wiem, kogo wybierze PZPS. Ale nie powiem kogo! Jak zobaczyłem wcześniej listę kandydatów to byłem przekonany, że zostanie ta właśnie trójka. Może przyjdzie kiedyś na mnie czas!

 

Ale co z tym rozczarowaniem?

JAKUB BEDNARUK: - W żadnym wypadku nie można mówić o rozczarowaniu, że nie znalazłem się w tej trójce. Jeżeli związek wykorzysta chociaż jeden pomysł z tych, które wcześniej zaproponowałem, to ja się będę cieszył. Ale znam swoje ograniczenia i wady.

 

PZPS poinformował pana o tym, że nie zostanie trenerem reprezentacji, czy też z mediów dowiedział się pan o tym fakcie?

JAKUB BEDNARUK: - Myślę, że związek do nikogo nie dzwonił. Ja zresztą nie miałem takiej potrzeby, by to związek do mnie dzwonił. Dowiedziałem się o tej trójce z prasy, podobnie jak inni. A co do mediów, to teraz dziennikarze zamiast informować, lobbują swojego kandydata, lobbują swoje pomysły. A ja bardzo spokojnie do tego wszystkie podchodzę, bez szczególnych emocji.

 

Wystartuje pan w kolejnym konkursie na trenera reprezentacji Polski, jeśli będzie on miał miejsce w przyszłości?

JAKUB BEDNARUK: - Ja nie wiem, co będzie za 5 lat, co zdarzy się w przyszłości. Chciałbym przede wszystkim spokojnie pracować przez ten okres, ale wiadomo jak wygląda życie trenera. Jedno potknięcie i można stracić pracę. Jak będzie tylko szansa to zawsze będę do dyspozycji. Życzę następnemu trenerowi kadry, by mógł popracować trochę dłużej.

 

Z tej samej kategorii