Michał Potera: "13" przynosi mi szczęście...

ZAKSA Kedzierzyn-Kozle - MKS Bedzin
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Ferdinando De Giorgi ma swoje pomysły, niemniej byłoby fantastycznie, gdybym dostał od niego powołanie - przyznaje 29-letni libero MKS Będzin.

JERZY MUCHA: To dla pana drugi pobyt w będzińskim klubie. Wcześniej reprezentował pan go w latach 2006-12, gdy w tym mieście dopiero zaczęto marzyć o grze w siatkarskiej ekstraklasie. Jak odbiera pan klub, który przeszedł tak poważny lifting?
MICHAŁ POTERA: Teraz to zupełnie inny klub. Wtedy była niższa liga, zupełnie inne warunki. Po grze w Politechnice Warszawskiej i Olsztynie wróciłem do tego samego miasta, a mówiąc dokładniej - do Sosnowca, gdzie rozgrywamy swoje mecze. MKS Będzin się rozwija, jest profesjonalnym klubem, zwłaszcza jeśli chodzi o dbałość o młodych graczy.

 

Przed obecnym sezonem w jednym z wywiadów określił pan MKS słowem „przebojowy”.
MICHAŁ POTERA: Z tą przebojowością różnie bywa, ale generalnie podtrzymuję tę opinię. Przede wszystkim jesteśmy jednym z najmłodszych zespołów w PlusLidze. Mamy dwóch młodych rozgrywających, Amerykanina Jonaha Seifa i Łukasza Kozuba. Sprawdzili się w trakcie rozgrywek, a tych atutów mamy więcej. Młodzi zawodnicy podołali zadaniu. Podjęliśmy walkę z każdym rywalem, także z zespołami z czuba tabeli. Jedynie z Resovią nam nie idzie - przegraliśmy z nią wszystkie 6 spotkań ligowych.

 

W końcówce sezonu zasadniczego trochę przygaśliście. Na koniec przyszedł kryzys, czy też mamy do czynienia z drobną zadyszką?
MICHAŁ POTERA: Ostatnie dwa mecze graliśmy z absolutną czołówką, ZAKSĄ i Resovią. W Kędzierzynie-Koźlu przegraliśmy dwa sety na przewagi, mecz był absolutnie wyrównany. Spotkanie z Resovią to już była gra do jednej bramki. Lepiej nic nie mówić na temat tego meczu... Przede wszystkim żałujemy przegranej u siebie z AZS Politechniką. Marzyliśmy w szatni o ósemce, ale po tej porażce te marzenia odpłynęły.

 

Współpraca z Stelio DeRocco, kanadyjskim trenerem MKS-u, dała panu korzyści? Jaki to szkoleniowiec?

MICHAŁ POTERA: Bardzo pozytywny człowiek i trener. Nawet po porażce, takiej jak ta z Resovią, potrafi znaleźć pozytywy. Bariera językowa? Nie ma czegoś takiego. Co prawda jedni w zespole mówią po angielsku lepiej, inni gorzej, ale potrafimy swobodnie komunikować się z trenerem. Na boisku rozmawiamy po angielsku, by rozumieli nas obcokrajowcy. Gdy nowy zawodnik przychodzi do MKS-u, musi nie tylko dobrze grać w siatkówkę, ale i dobrze mówić po angielsku (śmiech).

 

Do tej pory miał pan na koncie tylko występy w drugiej reprezentacji Polski. Może czas wskoczyć na wyższy poziom...
MICHAŁ POTERA: Staram się w każdym meczu, pracuję ciężko na treningach, ale reszta już ode mnie nie zależy. Ostatnio nowy trener kadry powołał szeroki skład, ale mnie tam nie było. Ferdinando De Giorgi ma swoich zawodników na pozycji libero, swoje pomysły, choć nie ukrywam, że byłoby fantastycznie, gdybym dostał powołanie.

 

W tym sezonie gra pan z „13” na koszulce. To szczęśliwy numer?

MICHAŁ POTERA: Od 10 lat grałem zawsze z „14” na plecach. Ale jak wróciłem do Będzina, to okazało się, że Kuba Peszko ma ten numer. No to wziąłem najbliższy numer wolny, a była nim „trzynastka”. Już się do niej przyzwyczaiłem, przynosi mi szczęście. A co do pecha, to koszulki ani nigdy nie zapomniałem, ani nie... zgubiłem jej przed meczem.

Z tej samej kategorii