Grzegorz Kosok: Zmiana na lepsze

- Każdy z nas jest spokojniejszy o przyszłość. O to, jak będzie wyglądała nasza gra pod względem sportowym. Trafiliśmy na dobrego szkoleniowca i nasze myśli są wyłącznie skierowane na siatkówkę - mówi środkowy Jastrzębskiego Węgla o nowym trenerze "Pomarańczowych", Ferdinando de Giorgim.

Maciej Muzaj
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

JAKUB KUBIELAS: Jak ocenia pan decyzję klubu o zmianie na stanowisku trenera? Marka Lebedewa zastąpił Ferdinando De Giorgi?

GRZEGORZ KOSOK: - Sporo wokół naszego zespołu się ostatnimi czasy działo. Nie chcę wnikać w szczegóły, bo był to dłuższy proces. Dziękujemy poprzedniemu szkoleniowcowi, a także dziękujemy nowemu za to że do nas przyszedł, aby nas wspomóc. Myślę, że nastąpiła zmiana na plus, a potwierdzeniem na to jest fakt, ile każdy z nas wkłada serca podczas każdego treningu. Trener De Giorgi wpoił nam jedną rzecz. Że w każdym meczu gramy o pełną pulę. Jeżeli się nie uda, to jest już inna sprawa.

 

Przed Jastrzębskim Węglem arcytrudny mecz w Lidze Mistrzów. Przed grą z takim przeciwnikiem niezbędna jest przede wszystkim doskonała atmosfera, z którą wcześniej bywało różnie...

GRZEGORZ KOSOK: - Czeka nas niezwykle ciężkie spotkanie. Ale myślę, że atmosfera w drużynie uległa zmianie na lepsze. Każdy z nas jest spokojniejszy o przyszłość. O to, jak będzie wyglądała nasza gra pod względem sportowym. Trafiliśmy na dobrego szkoleniowca i nasze myśli są wyłącznie skierowane na siatkówkę.

 

Wcześniej tak nie było?

GRZEGORZ KOSOK: - To nie tak. Również była mobilizacja i zaangażowanie. Chodzi o to, że każdy trener ma inną wizję zespołu. Obecny szkoleniowiec postawił na mocny trening i mamy nadzieję, że nasz poziom pójdzie w górę. Zaszły pewne zmiany, które mają na celu poprawić klimat wokół zespołu. To szczegóły, które jednak mają wpływ na lepszy trening. Pracujemy teraz ciężej. Zwracamy uwagę na każde zagranie, każde dotknięcie piłki. Dzięki temu poprawiamy błędy.

 

W Kazaniu było widać znaczną dysproporcję mocy pomiędzy wami a Zenitem. Da się ją zniwelować?

GRZEGORZ KOSOK: - W grze przeciwko takiemu przeciwnikowi ważny jest każdy szczegół i nawet pojedyncze zagranie. Nie można z Zenitem iść na siłę, na wymianę ciosów, wszystko trzeba robić z głową. Nie trzeba starać się, aby za wszelką cenę kończyć wszystko w pierwszej akcji, bo to może skończyć się bardzo źle. W tym przypadku sztuka polega na tym, aby skorzystać z siły przeciwnika.

 

Po spotkaniu w Rosji wielu kibiców krytykowało waszą postawę. Ich zdaniem oddaliście to spotkanie bez walki.

GRZEGORZ KOSOK: - Nie zgadzam się z taką oceną. Po meczu w Kazaniu byłem zły, że tak się to wszystko zakończyło. Trening dzień przed meczem wyglądał wręcz świetnie, a na parkiecie coś w nas pękło. Nie mogliśmy znaleźć żadnego pomysłu na rywala. Chcieliśmy grać w swoim stylu, ale to się nie udało. Nie wiem, czy zawiodła nas koncentracja? Okazało się, że zderzyliśmy się ze ścianą.

 

Nie zagra pan w dzisiejszym spotkaniu ze względu na uraz dłoni. Co się stało w Bełchatowie?

GRZEGORZ KOSOK: - Podczas meczu ze Skrą doznałem pęknięcia kości dłoni. Mam nadzieję, że w marcu będę mógł wrócić na boisko. Na razie będę trenował sam, aby podtrzymać formę fizyczną.

 

Niedawno, ale jeszcze pod wodzą Marka Lebedewa, zastąpił pan Patryka Strzeżka na stanowisku kapitana drużyny. To była potrzebna zmiana?

GRZEGORZ KOSOK: - Pierwszy raz w seniorskiej karierze została mi powierzona taka funkcja. Ta decyzja została podjęta przez poprzedniego trenera i miała na celu poprawienie klimatu oraz wstrząśnięcie zespołem. Uważam, że... nie była słuszna, bo Patryk w tej roli radził sobie bardzo dobrze. Wziąłem ją jednak na siebie, bo następnym w kolejce do niej był Lukas Kampa. Nie chciałem, aby mózg naszego zespołu miał inne obowiązki. Powinien skupiać się wyłącznie na grze.

 

Z tej samej kategorii