Bielszczanie gładko przegrali z Transferem. Piotr Gruszka apeluje do kibiców o... kocioł

141220WAN006.JPG
 fot. Tomasz Wantuła  /  źródło: Edytor
Michał Trela 17-01-2015 | 20:12

Autor:

- Zrobiliśmy krok w tył po dwóch udanych meczach - stwierdził Piotr Gruszka. Jego BBTS Bielsko-Biała uległ w trzech setach Transferowi Bydgoszcz.

Po wygranej z Effectorem Kielce i minimalnej porażce z Lotosem Treflem Gdańsk, w Bielsku-Białej zapanowała zdecydowanie lepsza atmosfera niż jeszcze dwa tygodnie temu. Bielszczanie nowy rok rozpoczęli tragicznie, od porażki w fatalnym stylu z Cerradem Czarnymi Radom i wówczas pod Dębowcem rozpoczęto plan naprawczy.

W starciu z Transferem Bydgoszcz BBTS zagrał jednak słabo. Bielszczanie źle przyjmowali, co przekładało się na kiepskie rozegranie i słabe ataki. - To wszystko prawda. Przyjęcie było do poprawy, a jak już nawet nam się udało dobrze przyjąć, to pozostawały jeszcze dwa odbicia. Do tego nie robiliśmy żadnej krzywdy zagrywką - kręcił głową Michał Dębiec, libero gospodarzy. - Co mnie bardzo martwi, mieliśmy spory problem z jakościowym wykonaniem pewnych elementów typowo siatkarskich - dodał Piotr Gruszka. A przy tym wszystkim bielszczanie znów sprawiali wrażenie, jakby brakowało im wiary. Zwrócił zresztą na to uwagę szkoleniowiec gości.

 - Pierwszy i trzeci set były bardzo zacięte. Mogły się równie dobrze skończyć wygranymi bielszczan. To mnie nie zdziwiło, bo obawialiśmy się trochę gospodarzy, po tym jak tak dobrze zagrali z Gdańskiem - przyznał Vital Heynen, trener bydgoszczan. - W decydujących momentach to my mieliśmy jednak więcej pewności i wiary w siebie - dodał. Bielszczanie rozpoczęli mecz bardzo źle, ale jeszcze w pierwszym secie pozbierali się i - napędzani głównie przez Siergieja Kapelusa - zdołali wyjść na prowadzenie. Goście zaczęli się gubić, jednak w decydujących momentach seta się nie mylili. - Wykorzystywali bezlitośnie nasze błędy - podkreślał Gruszka. 

 Po minimalnej porażce w pierwszej partii, BBTS się podłamał i w drugim secie na parkiecie nie istniał. - Nie ma co nawet o tym wspominać. Zagraliśmy fatalnie - przyznał Grzegorz Pilarz. Do tego dochodziła atmosfera w hali, a raczej jej brak. Na trybunach było około tysiąca osób, jednak tylko kilkanaście z nich dopingowało drużynę. Organizatorzy dość oszczędnie włączali z głośników muzykę, przez co momentami w hali panowała głucha cisza. Dochodziły do tego ironiczne okrzyki dopingującej grupki, która przy stanie 23:13, gdy gospodarze zdobyli w końcu punkt, zaintonowali hasło "Jeszcze dwanaście, bielszczanie jeszcze dwanaście!". Temat atmosfery w hali poruszył po meczu trener Gruszka. - Wiem, że tłumy na trybuny ściąga dobra gra. Ale apeluję do tych, którzy przychodzą, żeby nas wspierali. Tabela jest bardzo płaska, każdy mecz jest ważny, chcielibyśmy, żeby tu był kocioł, a przede wszystkim potrzebujemy dopingu każdej osoby, której zależy na tym, żeby w Bielsku-Białej była dobra siatkówka - powiedział.

W trzeciej odsłonie bielszczanie mieli jeszcze szansę urwać bydgoszczanom seta, ale powtórzyła się historia z pierwszej partii. Znów w najważniejszych momentach goście byli lepsi.

 

BBTS BIELSKO-BIAŁA - TRANSFER BYDGOSZCZ 0:3 (23-25, 15:25, 23:25)

 

BBTS: Neroj, Polański, Sobala,Gonzalez, Kapelus, Ferens, Dębiec (libero) oraz Błoński, Pilarz, Bućko, Buniak, Kwasowski. Trener Piotr GRUSZKA.

Transfer: Woicki, Gunia, Duff, Jarosz, Cupković, Marshall, Murek (libero) oraz Jurkiewicz, Waliński, Wolański. Trener Vital HEYNEN.

 

Bohater: Paweł Woicki.

Widzów: 1000.