Prawdziwy sylwestrowy hit pod siatką

PlusLiga rok kończy z przytupem. ZAKSA Kędzierzyn Koźle podejmuje PGE Skrę Bełchatów. To starcie mistrza z wicemistrzem, zwycięzcy i finalisty Pucharu Polski oraz lidera i wicelidera tabeli.

ZAKSA Kedzierzyn-Kozle - PGE Skra Belchatow
 /  fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Kędzierzynianie jak na razie są bezkonkurencyjni. Kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. W ostatniej kolejce pokonali nadspodziewanie łatwo Trefla Gdańsk i była to już ich czternasta wygrana z rzędu. To nowy rekord PlusLigi. Pobili osiągnięcie Skry, która w sezonie 2014/15 zanotowała serię 13 zwycięstw pod rząd. Jeśli mistrzowie Polski wygrają w sobotę (14.45) z ekipą z Bełchatowa, dokonają jeszcze jednego wyczynu: pierwszą rundę fazy zasadniczej zakończą z kompletem zwycięstw!

 

Grudniowy maraton
Zarówno ZAKSA, jak i Skra grudzień miały bardzo intensywny. Klubowe Mistrzostwa Świata, Liga Mistrzów i rozgrywki krajowe spowodowały, że siatkarze na parkiet wychodzili praktycznie co trzy dni. - Mamy za sobą wiele meczów, drużyna była bardzo zmęczona psychicznie i fizycznie - przyznał po ostatnim meczu z Treflem Andrea Gardini, trener ZAKSY.
Wygra więc ten, kto zachował więcej sił. Patrząc na bilans obu zespołów, faworytem jest... Skra. Bełchatowianie triumfowali 24 razy (20 w fazie zasadniczej i 4 w play offie). Kędzierzynianie byli górą 17-krotnie (10 w fazie zasadniczej i 7 w play offie).
Ostatnie starcie o Superpuchar we wrześniu wygrała Skra, ale w finale ligi i Pucharu Polski górą była ZAKSA, która w sobotę powinna wystąpić w optymalnym składzie. Bełchatowianie mają natomiast problemy. Na urazy narzekają Mariusz Wlazły i Kacper Piechocki, dwaj podstawowi zawodnicy. Zabrakło ich w piątkowym spotkaniu z BBTS, ale jest szansa, że zagrają przeciwko mistrzowi Polski.

 

Przegrywają, bo daleko
Ciekawie powinno być też w Sosnowcu. MKS Będzin podejmuje (sobota, 18.00) Indykpol AZS Olsztyn. Obie drużyny mają o co grać. Będzinianie są coraz niżej w tabeli i ewentualna porażka oznaczać będzie dłuższe „zakotwiczenie” na dole. AZS natomiast wciąż ma szansę na czołowe miejsca.
- Olsztynianie liczą się w walce o ćwierćfinał Pucharu Polski. W sobotę będą chcieli zgarnąć pełną pulę - ocenił Michał Potera, libero MKS-u, który liczy, że w Sosnowcu siatkarze z północno-wschodniej Polski nie przełamią wyjazdowej niemocy. Wygrali bowiem tylko jeden z sześciu spotkań, w którym występowali w roli gości. - Dlaczego na wyjazdach grają słabiej? Bo wszędzie mają daleko... Dalekie podróże mają wpływ nie tylko na ich fizyczne samopoczucie, ale także psychiczne. 7-8 godzin jazdy w autokarze nie sprzyja dobremu graniu. Mogę coś o tym powiedzieć, sam to przeżywałem, grając w Olsztynie przez dwa sezony – powiedział Potera.
Dodajmy, że Roberto Santilli, obecny szkoleniowiec „akademików”, w sezonie 2014/15 prowadził MKS. - Zawsze mile sięgam pamięcią do czasów spędzonych w będzińskim klubie, ceniąc sobie współpracę z drużyną i zarządem. Podjąłem się pracy w Będzinie, by utrzymać MKS w PlusLidze. Nie było łatwo, ale wspólnymi siłami osiągnęliśmy ten cel - wspominał Santilli.

 

Skomplikowali sobie
Dwa ostatnie mecze wybitnie nie wyszły Jastrzębskiemu Węglowi. Kibice liczyli, że w starciach z MKS-em Będzin i Espadonem Szczecin, uda się wywalczyć komplet punktów, a tymczasem ich zespół przegrał oba po tie braku. Wystarczy doliczyć brakujące „oczka”, aby zrozumieć, że brązowi medaliści poprzedniego sezonu znajdowaliby się na trzecim, a nie - jak obecnie - na 6. miejscu w tabeli.
- Nasza sytuacja skomplikowała się i jest trudniejsza niż jeszcze dwa tygodnie temu. Rozmawialiśmy, jak temu zaradzić oraz w jaki sposób możemy się poprawić. Mając to na uwadze, wróciliśmy do pracy po świętach – nawet nie próbował owijać w bawełnę trener Mark Lebedew.
Jego drużyna straciła w tym sezonie już zbyt wiele punktów. Nikt nie spodziewał się, że przed ostatnim meczem pierwszej rundy będzie walczyć o to, aby mieć więcej zwycięstw, aniżeli porażek.

 

Obawa kompromitacji
Tych ostatnich jastrzębianie mają już 7, czyli tyle, ile zanotowali w całym poprzednim sezonie zasadniczym. Jeszcze rok temu nikt nie obawiałby się wyprawy do Kielc na mecz z ostatnim w tabeli Dafi Społem (sobota, 17.00). Paniki nie ma, ale kibice czują delikatne mrowienie w obawie przed kompromitacją. A taką byłaby porażka w starciu z ekipą, która w tym sezonie wygrała zaledwie... 9 setów w 14 spotkaniach.
- Bezwzględnie musimy zdobyć trzy punkty. Po ostatnim meczu mieliśmy poważne rozmowy - przyznał Lebedew. Zobaczymy zatem, czy owe rozmowy wstrząsnęły nierówno grającą drużyną.

 

Z tej samej kategorii