ZAKSA wykonała złoty blok i jest mistrzem Polski!

ZAKSA Kedzierzyn-Kozle - PGE Skra Belchatow
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Kędzierzynianie po raz drugi z rzędu mistrzem Polski. Decydujący punkt zdobyli blokując Mariusza Wlazłego.

Kędzierzynianie przed rewanżem we własnej hali byli w komfortowej sytuacji. Wszystkie atuty mieli po swojej stronie.
Pierwsze spotkanie w Łodzi wygrali 3:0 i mogli sobie pozwolić nawet na porażkę 2:3. Z kolei rywale nie tylko musieli wygrać 3:0 lub 3:1, ale jeszcze okazać się lepszym w tzw. „złotym secie”. – Trudno znaleźć w ZAKSIE słabe elementy, ale walka o złoto jeszcze się nie zakończyła. Zadanie nie jest łatwe, ale nie jest niemożliwe do wykonania. Musimy tylko odnaleźć wolę walki i pozytywną energię – przekonywał przed pierwszym gwizdkiem sędziego Philippe Blain, szkoleniowiec PGE Skry.
Obrońcy mistrzowskiego tytułu wcale też nie byli pewni złota. – To będzie kiepski pomysł, jeśli będziemy myśleć, że potrzebujemy tylko dwóch setów do mistrzostwa. Spodziewam się wielkiej bitwy, bo Skra jest bardzo mocna i w tym sezonie z nią już przegrywaliśmy – przestrzegał Benjamin Toniutti, rozgrywający ZAKSY.

 

Trafieni zagrywką
Przeczucie kędzierzynian sprawdziło się. Gracze Skry, niezrażeni niepowodzeniem przed własną publicznością, podjęli rękawice. Od pierwszej piłki na parkiecie rozgorzała walka na całego. Nikt się nie oszczędzał. Każda zagrywka, to była salwa. Ryzyko nie zawsze się jednak opłacało, bo sporo było błędów. Z jednej strony mylili się Sam Deroo i Dawid Konarski, z drugiej Bartosz Kurek oraz Mariusz Wlazły. Ten drugi długo nie potrafił się wstrzelić również w ataku. Gospodarze byli dokładniejsi. Dwukrotnie udało im się odskoczyć na trzy „oczka”. Ale przewagi nie potrafili utrzymać. I w końcówce to się zemściło, bo wówczas kapitalnie zaczęli serwować Srećko Lisinac i Wlazły. Po ich atomowych zagrywkach gospodarze zupełnie się pogubili. Albo w ogóle nie przyjmowali piłki, albo odbijali ją na stronę Skry. A tam na ataku popisowo grał Kurek, raz za razem rozbijając blok obrońców mistrzowskiego tytułu.

 

Nieoczekiwany zwrot akcji
Nieoczekiwana przegrana w pierwszym secie załamała kędzierzynian. Stracili rezon i siły. Przy bełchatowianach wyglądali, jakby ktoś przywiązał im do nóg ciężarki. Nawet Konarski przestał zdobywać punkty. Bełchatowianie za to bawili się siatkówką. Wygrywali już 18:13. I wtedy nastąpił nagły zwrot akcji. Zawahanie w ataku Nikołaja Penczewa, zły wybór Nikolasa Uriarte, czy wreszcie błąd w ataku Kurka – przestrzelił na „czystej siatce” – napędziło grę miejscowych. Ponownie uwierzyli, że nic nie jest jeszcze stracone. Ich wiara została nagrodzona. Odzyskali świeżość i skuteczność. I choć bełchatowianie do końca nie odpuszczali i grali twardo, nie dali rady. ZAKSA decydujące o złocie punkty zdobyła stopując ataki do tej pory bardzo skutecznego Wlazłego. A potem zaczęła się feta...

 

ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE – PGE SKRA BEŁCHATÓW (21:25, 25:23, 27:25

 

Pierwszy mecz 3:0. ZAKSA mistrzem Polski.
KĘDZIERZYN-KOŹLE: Toniutti, Deroo, Wiśniewski, Konarski, Buszek, Bieniek, Zatorski (libero) oraz Czarnowski, Witczak, Bociek, Pająk. Trener Ferdinando DE GIORGI.
BEŁCHATÓW: Uriarte, Kurek, Lisinac, Wlazły, Penczew, Kłos, Piechocki (libero) oraz Szalpuk, Bednorz, Marcyniak, Gładyr, Janusz. Trener Philippe BLAIN.
Sędziowali Paweł Burkiewicz (Kraków) i Maciej Twardowski (Radom). Widzów 3000.

 

Z tej samej kategorii